Cmentarz żydowski w Zagórowie.

25_567x379

Z początkiem osadnictwa żydowskiego w pejzażu ziem polskich pojawiły się żydowskie cmentarze, a ich dzieje zakończyła gehenna II wojny światowej. W czasie okupacji nienieckiej całe dziedzictwo kultury Żydów z ziemi konińskiej uległo całkowitemu zniszczeniu i w większości przypadków pozostał po nich zaniedbany, pozbawiony macew i opieki teren, m.in. w Wilczynie, w Zagórowie czy w Pyzdrach lub też obszary pocmentarne zostały zagospodarowane w okresie powojennym dla nowych celów, czego przykładem są m.in. stadion sportowy w Koninie, były zakład utylizacyjny w Golinie czy też nieistniejący już ośrodek rekreacyjny w Słupcy. W czasie wojny Niemcy wykorzystali kamień macew do budowy dróg i chodników, dzisiaj z uratowanych z pożogi wojennej macew utworzono lapidaria przy muzeach regionalnych m.in. w Pyzdrach, Słupcy i Koninie. Ocalałe fragmenty macew są obecnie materialnym świadectwem wielowiekowej historii Żydów na ziemiach polskich.

 

Cmentarze tworzone były zawsze tam, gdzie były zorganizowane społeczności żydowskie. Jednak niewielkie sztetły w początkach istnienia korzystały z cmentarzy z sąsiednich miejscowości. Ludność żydowska w Zagórowie odprowadzała swych zmarłych na kirkut w Pyzdrach, czy też kirkut koniński był miejscem spoczynku Żydów m.in. z Kramska, Babiaka i Wilczyna. Cmentarz obok synagogi, mykwy (łaźni rytualnej) i szkoły religijnej w życiu gminnym był ważnym miejscem dla ortodoksyjnych Żydów, gdzie poprzez grzebanie zmarłych wypełniano nakaz religijny, dawano akt miłosierdzia najwyższej próby, bo bez możliwości rewanżu. W tradycji żydowskiej odwiedzanie grobów bliskich jest świadectwem pobożności i szacunku dla przodków, praktykowane jest w okresie poprzedzającym Jom Kippur – Dzień Pojednania – jedno z najważniejszych świąt pokutnych. Na cmentarzu zabronione jest noszenie tałesu i posługiwanie się zwojem Tory, bo można byłoby zawstydzić zmarłych, niemogących już tego robić. Niedozwolone jest użytkowanie trawy rosnącej wokół macew, dlatego cmentarze zarastały. Obyczaj stawiania nagrobka był powinnością religijną, po ustawieniu macewy przed pierwszą rocznicą śmierci wykrzykiwano: „Maz tow!” „Na szczęście!” i odbywała się skromna ceremonia. Macewa po hebrajsku oznacza każdy nagrobek, natomiast w języku polskim wyraz ten określa wyłącznie nagrobek o cechach żydowskich.

Cmentarz żydowski nazywany jest po hebrajsku „bet kwarot” – dom mogił, „bet chaim” – dom życia, „bet olam” – dom wieczności, natomiast w jidysz – „a hajlike ort” – święte miejsce lub „a gute ort” – dobre miejsce. Nazwy te mają uzasadnienie religijne, ponieważ według Biblii życie jest wieczne, a zmarli powracają do ojców i do Boga, który jest zawsze Bogiem żywych, a nie umarłych. Do dzisiaj cmentarz żydowski w Zagórowie nosi nazwę – Kirchol.

***

Pierwsi Żydzi osiedlili się w Zagórowie w II połowie XVIII w. i było to 5 osiedleńców nie posiadający prawa stałego pobytu. Utworzenie Księstwa Warszawskiego w 1807 i wprowadzenie zmodyfikowanego Kodeksu Napoleona przyniosło Żydom prawo swobodnego osiedlania się i od tego momentu następuje systematyczny wzrost liczebności społeczności żydowskiej w mieście Zagórowie. W 1808 roku w miejscowości odnotowano obecność 21 żydowskich mieszkańców. Liczba wyznawców judaizmu w Zagórowie wzrastała dynamicznie – o ile w 1827 roku mieszkało tu 187 Żydów, to w 1897 roku w mieście było już 658 osób pochodzenia żydowskiego. Podstawą ich utrzymania były handel i rzemiosło. Wielu z nich zajmowało się handlem produktami spożywczymi, skupowanymi od okolicznych chłopów, Żydzi byli także kapelusznikami, krawcami, szewcami, blacharzami i stolarzami. Pod koniec XVIII w Zagórowie urodzili się: Ajzyk Bursztyński – reformator szkoły żydowskiej w pierwszej połowie XIX w., prekursor Haskali w Częstochowie; w XIX w. urodzili się: Lucjan Jarecki – właściciel dóbr Łaszków pod Kaliszem i współtwórca kaliskiej kolei dojazdowej; Eliasz Mazur – jeden z najbogatszych osób w Polsce międzywojennej, przewodniczący gminy żydowskiej w Warszawie, a po wojnie polityk izraelski; Louis Mendelson – właściciel kopalni złota w Kalifornii; na początku XX w. urodził się Majer Schwartzman – rabin i pisarz w jidysz, autor pięciotomowego komentarza do Tory; w okresie międzywojennym urodzili się Leon Jedwab i Rywka Skórka, którzy spisali wspomnienia o przedwojennym życiu Żydów w mieście. Na przełomie lat 40. i 50. XIX w. powstał w Zagórowie okręg bóżniczy i z tą chwilą należy również wiązać powstanie cmentarza na Kircholu.

cmentarz żydowski -  Zagórów

***

Cmentarz żydowski w Zagórowie położony jest przy drodze do Imielna, na skaju dawnego lasu miejskiego i jest nazywany przez mieszkańców miasta „Kirchol” (niem. Kirhol), a nazwa oznacza teren/obszar wśród pól. Trasa konduktu pogrzebowego od nieistniejącej synagogi do cmentarza za miastem wynosiła ok. 3 km i przebiegała ulicami: Średnią (obok synagogi), Mały Rynek, Krzywą, Rybacką, Ciasną (obok chederu), Okólną i Berdychów. Wycena majątku gminy żydowskiej w Zagórowie z roku 1935 na wniosek starosty konińskiego informuje, że w skład cmentarza wchodził teren dokupiony pod plac cmentarny w wielkości 150 prętów od magistratu w listopadzie 1902 r., teren kupiony pod plac cmentarny w 1932 r., dom pogrzebowy z 1885 r. o wartości 1 630 zł., mieszkanie dozorcy z 1905 r. o wartości 420 zł. oraz karawan o wartości 50 zł.

***

Pozostałością po dawnej świetności tego miejsca jest uszkodzona macewa Ajzyka Nelkena z czarnego marmuru z hebrajskim epitafium. Ajzyk Nelken był osobą zamożną i wspierającą finansowo życie lokalnej gminy. W 1891 r. stał się właścicielem majątku ziemskiego Kopojno z przyległym folwarkiem Grabienice, które kupił od córek po śmierci Zygmunta Taczanowskiego. Uczestniczył w wielu akcjach charytatywnych. Dzięki wsparciu finansowemu Abrahama Joachimkiewicza i Ajzyka Nelkena powstała w Zagórowie synagoga przy ulicy Średniej w 1882 r. Wartość nieruchomości w 1935 r. wyceniono na 26 150 zł. Na wyposażenie ruchome składały się: na parterze znajdowało się 15 ławek z 90 miejscami – 150 zł., 4 rodały – 1 600 zł., zwój „Księgi Estery” – 10 zł., ośmioramienny posrebrzany świecznik – 50 zł., 5 mosiężnych żyrandoli – 50 zł., czteroramienny mosiężny świecznik – 5 zł., 4 srebrne lichtarze – 60 zł., 3 posrebrzane lichtarze – 9 zł., 6 wiszących lamp – 47 zł., 2 obrusy pluszowe – 20 zł., 3 zasłony nad Arką Przymierza – 150 zł., 1 zegar ścienny – 5 zł., stół – 3 zł., natomiast na ambonie w galerii dla kobiet znajdowało się 9 ławek ze 124 miejscami o wartości 180 zł. Autorzy opublikowanego w 1939 roku „Almanachu gmin żydowskich” napisali, że jej „gmach i piękne wnętrze są chlubą gminy”. Synagoga została spalona przez Niemców na początku wojny, a zagórowskich Żydów zmuszono do uporządkowania zgliszczy. Po drugiej wojnie światowej na fundamentach synagogi wybudowano piekarnię dla Gminnej Spółdzielni.

1

Ajzyk Nelken zmarł w dniu 18 lipca 1916 r. i pochowany został kolejnego dnia 19 lipca, w środku I wojny światowej. W czasie ceremonii pogrzebowej uczestniczyli z pewnością: rabin Abram Kolbe, kantor i rzezak Jakub Lejb Abkiewicz, współbudowniczy synagogi Abraham Joachimkiewicz – a w międzyczasie także przewodniczący gminy,  członkowie rady gminnej i dozoru bóżniczego, przedstawiciele żydowskich organizacji politycznych i społecznych, których z pewnością finansował działalność. W czasie pogrzebu nie zabrakło z pewnością również mieszkańców wsi Kopojno i Ląd dla których Ajzyk Nelken był pracodawcą. Dzień pogrzebu Izaaka Nelkena – 17 Tammuz (19 lipca) – to dzień rozpoczynający trzytygodniową żałobę trwającą do Tisza BeAv. W tym dniu Żydzi na całym świecie poszczą i lamentują wspominając o wielu nieszczęściach jakie miały miejsce w dziejach tej społeczności w tym właśnie dniu.

Macewa ku pamięci Ajzyka Nelkena ustawiona została prawdopodobnie w połowie 1917 r. przez jego następcę – syna Maurycego. Z hebrajskiej inskrypcji w wolnym tłumaczeniu możemy odczytać, że: „Tu spoczywa mężczyzna prawy, sprawiedliwy, bogobojny. Szedł prawymi drogami. Sprawiedliwość i prawdę miłował, nasz nauczyciel pan Izaak syn bogobojnego Jechudy z rodziny Nelken. Zmarł w dniu 16 Tammuz roku [56]78 wg skróconej rachuby czasu [w dniu 18 lipca 1916 r.] i został pochowany następnego dnia 17 Tammuz [w dniu 19 lipca].”

2

Poniżej znajduje się czterowiersz zawierający epitety pochwalne, w którym wymienione zostały cnoty zmarłego i godności jakie pełnił, zobrazowane są za pomocą krótkich cytatów biblijnych. Pierwsze litery czterech wersów „jud”, „cadek”, „ches” i „kuf” tworzą imię zmarłego – Jic’chak – Ajzyk. Imię Izaak znaczy „zaśmieje się”. Zaczerpnięte jest z Księgi Rodzaju. Najbardziej znanym zdarzeniem związanym z postacią biblijnego Izaaka było złożenie go na żądanie Boga Jahwe w ofierze przez ojca na górze Moria. Tekst kończy się słowami modlitwy „tehe niszmato crura bicror ha-chajim” [Niech dusza jego będzie związana więzią życia!].

Majątek Kopojno według spisu dokonanego po śmierci Ajzyka w 1916 r. posiadał ogólnej przestrzeni 1437 mórg 104 pręty, w tym 217 mórg 256 prętów lasu sosnowego wymieszanego z brzeziną; 10 mórg 225 prętów sadu z 1300 drzew owocowych i kilkaset krzewami; pozostałość stanowiły łąki, pastwiska, drogi, starorzecza i nieużytki. Do dzisiaj w centrum zabudowań stoi klasycystyczny wydłużony dwór o siedmiu pokojach, z portykiem kolumnowym pośrodku, wybudowanym ok. 1830 r. przez właściciela Zagórowa hr. Karola Bogumiła Weigla. W I połowie XIX w. symetrycznie po jego bokach wybudowano piętrową oficynę dla służby o piętnastu pokojach i podobnej wysokości spichlerz z gorzelnią, z której Niemcy w czasie I wojny światowej wywieźli większość maszyn, pozostawiając bezużyteczne urządzenia. Wszystkie obiekty kryte są dachami naczółkowymi. Z tyłu od zabudowań rozciąga się park z przełomu XVIII i XIX w. o pow. 3,5 ha.

***

Na podstawie komunikatu Sądu Okręgowego w Kaliszu z dnia 17 października 1922 r. sukcesorami po zmarłym Ajzyku Nelkenie byli: Markus, Samuel, Maurycy, Abraham, Jakub, Eugenia Joel, Oskar Teitelbaum oraz nieobecni w kraju i reprezentowani przez adwokata Kożuchowskiego – Gustawa Lewy, Eleonora Lewy i Erna Weyl. Na mocy aktu z dnia 23 listopada 1921 r. nr 174/1406 sporządzonego w księdze hipotecznej Maurycy Nelken był właścicielem już w tym czasie 3/10 części tegoż majątku oraz posiadał nabyte 4/10 części od Samuela, Markusa, Oskara Teitelbauma i Eugenii vel Gitli Joel.

3

Z pozostawionego przez ojca majątku Maurycy Nelken kupił budynek przy ulicy Okólnej 1 na rzecz szkoły żydowskiej. Z inicjatywy członków dozoru: B. Jasińskiego, Z. Kronmana i L. W. Korna Trzyoddziałowa Żydowska Szkoła Powszechna w dniu 21 października 1919 r. rozpoczęła pierwszy rok szkolny. Wartość budynku wyceniono w roku 1935 na 7 210 zł. Szkoła posiadała wyposażenie ruchome o wartości 177 zł, w skład którego wchodziło: 9 ławek, wieszak, 4 tablice, 2 stoły, fotel, globus, krzesło, 4 obrazy ścienne i 3 mapy. W czasach okupacji niemieckiej w budynku mieszkały rodziny żydowskie, przesiedlone do zagórowskiego getta. Po drugiej wojnie światowej w budynku szkoły znajdowała się zlewnia mleka. Następnie przez wiele lat obiekt pełnił funkcję mieszkań komunalnych. Kilka lat temu po odzyskaniu posesji przez gminę żydowską z Wrocławia dawna szkoła wraz z placem została sprzedana osobie prywatnej, która w 2011 r. dokonała rozbiórki budowli. Z majątku w Kopojnie do kasy gminnej w Zagórowie Maurycy Nelken corocznie wpłacał wysoki podatek, który w roku 1919 wynosił 1200 zł. (wpłaty zamożnych Żydów w Zagórowie nie przekraczały wówczas 200 zł.).

Po śmierci 50-letniego Maurycego Nelkena w dniu 21 sierpnia 1923 r. majątek Kopojno odziedziczony został przez syna Jana i to on był fundatorem macewy ojca. Przy wsparciu finansowym ostatniego dziedzica we wsi powstała jednostka straży pożarnej, na rzecz której przekazał on działkę budowlaną i zakupił wyposażenie. Inż. Jan Nelken był pierwszym naczelnikiem OSP w Kopojnie, do pożaru zawsze pędził własnym powozem i z niego zarządzał akcjami gaśniczymi. Po wybuchu drugiej wojny światowej pozostał we dworze w Kopojnie. W dniu 3 września 1939 r. ocalił życie kolonistom-Niemcom, których chciał rozstrzelać oddział Wojska Polskiego. W dniu 10 listopada 1939 r. został aresztowany przez SS i uwięziony w areszcie Gestapo w Koninie. W lutym 1940 r. został przesiedlony do warszawskiego getta.

Nagrobek Maurycego Nelkena nie przetrwał okupacji niemieckiej i jako jedyny na zagórowskim cmentarzu został odbudowany po wojnie przez władze miejskie. Nagrobek został zbudowany z czarnego marmuru ze skromną inskrypcją, zawierającą imię i nazwisko zmarłego, daty urodzin i śmierci oraz z tyłu płyty hebrajski napis „Mojżesz syn Izaaka Nelkena”.

***

Największym i najbardziej zapamiętanym pogrzebem na zagórowskim kirkucie było złożenie do grobu zwłok zamordowanego Markusa Nelkena syna Ajzyka przez pracownika folwarku Rataje. Poniżej przedstawiam kulisy tej zbrodni: Od chwili pojawienia się problemów finansowych Markusa Nelkena robotnicy dominalni, zatrudnieni w majętności Rataje, nie zawsze otrzymywali na czas swoich należności. Kasa majętności niejednokrotnie zamiast pieniędzy wręczała im bony do składu Benni Arbusa, gdzie mogli otrzymać artykuły spożywcze i kolonialne, za które następnie Arbus rozliczał się z właścicielem majętności. Ten system rozliczania pracy stał się źródłem konfliktów między dominalnymi a „dworem”. Robotnicy rozpoczęli bojkot Arbusa, zaprzestano wymiany bonów na żywność i kilkakrotnie powybijano szyby w składzie. W wyniku zaistniałych okoliczności Arbus został zmuszony do zamknięcia sklepu i przeprowadzenia się do teścia Branera – zarządcy majętności Rataje. Rezygnacja z systemu płac bonowych nie ostudziła sporu, ponieważ trwał nadal problem z nieterminowym wpłacaniem należności.

W dniu 9 marca 1936 r. około godz. 10 robotnicy majętności Józef Wiśniewski i Władysław Borus weszli do kancelarii Nelkena po odbiór zarobków. Za nimi udał się po pieniądze również Antoni Sobolewski. Wiśniewski i Borus po otrzymaniu należność wyszli, pozostawiając w kancelarii Sobolewskiego i Nelkena samych. W tym czasie do dworu weszła Sobocińska z Pyzdr i usłyszała jakieś odgłosy jęku. Po wejściu do kuchni opowiedziała o tym żonie właściciela, która natychmiast udała się do kancelarii majętności. Nelkenowa znalazła męża leżącego w kałuży krwi na podłodze z roztrzaskaną czaszką. Na wszczęty alarm zbiegli się pracownicy majętności z ogrodnikiem Ignacym Światłowskim i przystąpili do ratowania pracodawcy. Odzyskał on na chwilę przytomność i na pytanie, kto dokonał zbrodni, powiedział jedno słowo: „Sobolewski”. Przybyłym na miejsce lekarzom nie udało się uratować życia Markusa Nelkena, który w godzinę po wypadku zmarł.

Na biurku Nelkena leżała kartka i była to niedokończona instrukcja dla zarządzającego folwarkiem napisana ręką Sobolewskiego ze słowami: „Pieniędzy nie wypłacę dziś, bo nie mam, i proszę dzień dzisiejszy Sobolewskiemu odciągnąć, gdyż przychodzi on po pieniądze podczas pracy”. Z dużym prawdopodobieństwem Sobolewski pisał słowa dyktowane przez Nelkena, a gdy pracodawca odwrócił się, wydobył ukrytą siekierkę i zadał nią dwa silne ciosy. Sobolewski rzucił zakrwawione narzędzie zbrodni na podłogę, zrabował portmonetkę swej ofiary z zawartością 70 złotych i udał się do obory. Tam spytany przez kogoś, czy otrzymał wypłatę, odpowiedział, że nie był we dworze, po czym nie zatrzymywany przez nikogo oddalił się z miejsca zbrodni. Natychmiast po zdarzeniu dochodzenie i poszukiwania Sobolewskiego podjął posterunek Policji Państwowej w Pyzdrach.

Wiadomość o morderstwie dotarła do rodziny w Łodzi na drugi dzień rano. Otrzymał ją zięć zmarłego dziedzica dr. Michał Urbach, który skomunikował się z drugim zięciem nieboszczyka, inż. Wiktorem Lichtensteinem i jeszcze w godzinach południowych obydwaj wyjechali do folwarku. W dniu 11 marca Antoni Sobolewski powrócił do domu w Ratajach i tu pożegnawszy się rodzinę udał się w drogę do posterunku Policji Państwowej w Pyzdrach w celu oddania się dobrowolnie w ręce sprawiedliwości. W międzyczasie powiadomieni o powrocie do Rataj podejrzanego policjanci aresztowali go na drodze do Pyzdr i przekazali sędziemu śledczemu w Koninie. Aresztowano również jego żonę Weronikę Sobolewską.

Oskarżony Antoni Sobolewski stanął przed sądem okręgowym z Kalisza na sesji wyjazdowej w Koninie. Rozprawie przewodniczył wiceprezes sądu okręgowego sędzia Dreszer, wotowali sędziowie Łosowski i Szymorowski. Oskarżał prokurator Wirbster. W imieniu rodziny tragicznie zmarłego Markusa Nelkena reprezentowali dwaj adwokaci: Danzyger z Kalisza i Beller z Łodzi, którzy wytoczyli powództwo cywilne o symboliczną złotówkę. Po zeznaniach świadków, które bezsprzecznie obciążyły oskarżonego, sąd ogłosił wyrok, mocą którego 35-letni Antoni Sobolewski za zabójstwo 65-letniego Markusa Nelkena skazany został na 5 lat więzienia. Jako okoliczność łagodzącą sąd uznał, że Sobolewski działał pod wpływem silnego wzruszenia. Została przyznana symboliczna złotówka na rzecz córek tragicznie zmarłego, które przybyły z Łodzi do Konina na rozprawę sądową. Zgodnie z uchwałą Rada Ministrów majątek Rataje został w 1938 r. przymusowo wykupiony przez Skarb Państwa na cele reformy rolnej od Róży i Heleny Nelken, Ireny Lichtenstein i Marii Urbach – córek Markusa Nelkena.

***

Nie jest mi znany żaden szczegółowy opis pogrzebu na zagórowskim kirkucie. Theo Richmond w książce pt. „Uporczywe Echo. Poszukiwania”, opisał obrządek pogrzebowy na cmentarzu żydowskim w Koninie, który oddalony jest o 30 km od Zagórowa. Ze względu na bliskość i sąsiedztwo tych dwóch miast tradycja ceremonii złożenia ciała do grobu musiała być identyczna lub w niewielu przypadkach bardzo podobna. W Koninie, podobnie jak w Zagórowie, każdy zmarły bez względu na status społeczny, płeć, czy wiek, ostatnią ziemską podróż odbywał w pogrzebowym karawanie. Karawan był czarny, miał otwarte boki z kotarami i eksponował ciało zawinięte w czarną materię. Woźnica w czarnym płaszczu i czarnym cylindrze siedział z przodu na wysokim koźle. Dwa konie ozdobione czarnymi kapami z obszytą białą lamówką były własnością miejscowych Żydów, dla których użyczenie ich uważane było jako mictwa (nakaz religijny).

Nieboszczyka układano w domu rodzinnym na podłodze na słomianym posłaniu, ze stopami skierowanymi na wschód. Pogrzeb urządzano kolejnego dnia, z wyjątkiem zmarłych w piątek, których ciało musiało przeleżeć całą sobotę, by spocząć w ziemi dopiero w niedzielę. Ceremonią pogrzebową zajmowało się Chewra Kadisza – bractwo pobożnych ludzi o nieposzlakowanej opinii. To oni wystawiali szomra (strażnika) do czuwania całą noc nad zwłokami, oczyszczali ciało, zawijali je w biały płócienny całum, zapalali świecę u wezgłowia zmarłego. W ubogich i licznych rodzinach spędzanie doby lub dwóch z nieboszczykiem w jednym pokój było niezwykle trudne i w takich przypadkach rytualne oczyszczenie odbywało się w taara sztibł (izbie oczyszenia) znajdującej się przy cmentarzu. W dzień pogrzebu przyjeżdżał karawan pod dom zmarłego, na który członkowie bractwa wnosili ciało w prostej, płytkiej trumnie bez wieka. Na zwłoki mężczyzny okrytego czarną materią rozkładano jego płaszcz modlitewny. Żałobnicy szli na pieszo za karawanem na cmentarz, najpierw mężczyźni i w pewnym oddaleniu kobiety. Członek Chewra Kadisz szedł obok konduktu z puszką zbierając jałmużnę i intonując słowa: „Jałmużna zbawi od niespodziewanej śmierci”. Kondukt zatrzymywał się na chwilę przed synagogą i wówczas rozlegał się płacz i lamenty kobiet.

W czasie nabożeństwa przy grobie – modlitwy, kadiszu, przemówienia rabina – członek bractwa pogrzebowego zdejmował zmarłemu kaptur i kładł cztery gliniane skorupy na oczach, nosie i ustach, co stanowiło symboliczne zamknięcie jego zmysłów kontaktu ze światem. Zmarłego mężczyznę składano do grobu bez trumny, w białym całunie, z jego szalem modlitewnym. Pod głową umieszczano woreczek ziemi z Palestyny. Na zwłokach kładziono deskę, by nie uszkodzić ciała podczas zakopywania. Na desce na wysokości ust nieboszczyka kładziono zamkniętą kłódkę, co miało zagwarantować, że duch zmarłego w nieznanym śmiertelnikom świecie nie będzie opowiadał tego, co widział na ziemi.

***

Jednym z opisów zagórowskiego pogrzebu jest wspomnienie Rywki Skórki zawarte w książce „Fringale de vie contre usine à mort”, w której przywołuje ona obraz dziadka ze strony matki Lejba Szejmana i jego śmierci. Gdy jak zawsze uwielbiany przez nią dziadek trzymał ją na kolanach zdarzyło się nieszczęście, miał atak serca. Znalazł jeszcze w sobie siłę, by ochrypłym głosem zawołać matkę Rywki i postawić dziecko na podłogę. Pomimo szybkiej interwencji rozluźnienia paska od spodni, by mógł złapać powietrze i doprowadzenia do łóżka to padł on na nie już martwy. W pamięci Rywki Skórki zachował się obraz pogrzebu dziadka. W świetle prawa religijnego, które wyżej stawia życie nad śmiercią, mała dziewczynka nie miała prawa pójść na cmentarz, gdyż żyli jej oboje rodzice. Tradycja niewiele miejsca poświęca kultowi zmarłych, natomiast utrzymuje żywą pamięć zbiorową o tych, co odeszli. Pomimo tych zakazów, Regina przyglądała się przez zasłonięte okno na parterze procesji pogrzebowej, która przechodziła przez Duży Rynek. Na przedzie para koni ciągnęła karawan pogrzebowy z trumną, za nią szli mężczyźni, a na końcu kobiety. W tym również momencie na Duży Rynek wszedł hałaśliwy orszak weselny z orkiestrą na przedzie śpieszący się do kościoła katolickiego. W oczach małej dziewczynki ukazał się kontrast radości – katolickiego wesela i smutku – pogrzebu dziadka zapamiętany jako tragikomiczny obraz.

W Zagórowie bardzo głęboka była wiara w przesady. Dziadek Lejb był silnym i poważnym człowiekiem, z twarzą zarośniętą patriarchalną brodą i zawsze noszący na głowie kippę. Z pełną stanowczością odprawiał wszystkich zalotników swej córki Rywki Szejman, ponieważ uważał, że żaden z nich nie jest jej godny. Miał trudny charakter i był nieustępliwy, ostro potępiał propozycje żony Barbary, by wyemigrować do Francji, a nawet zmusił ją, by złożyła mu przysięgę, że po jego śmierci nigdy nie opuści Zagórowa. Po śmierci Lejba w 1925 r. jego najmłodsza córka Rywka Szejmana miała sen, w którym przyśnił się jej spowity całunem ojciec. Zaczęło gryźć ją sumienie, że to właśnie ona namówiła matkę Barbarę do wyjazdu do Francji, a jednocześnie do dopuszczenia się krzywoprzysięstwa wobec zmarłego męża. Dwukrotna nieszczęśliwa próba emigracji Jakuba Skórki i dotkliwe ubóstwo dotykające rodzinę podczas jego wyjazdów, zaczęto interpretować jako karę płynącą za grobu. Jakub jako człowiek głęboko wierzący, zwołał minjan na grobie teścia na zagórowskim cmentarzu, by wspólnie modlić się o to, by Lajb zostawił swoją córkę Słatką i jej rodzinę w spokoju. Wreszcie w 1929 r. Barbarze Szejman udało się uzyskać dla zięcia Jakuba legalne dokumenty imigracyjne, a po wyjeździe do Francji został on zatrudniony w fabryce kotłów w Nancy. W październiku 1930 r. dołączyła do niego żona Słatka wraz z dziećmi.

***

Po wybuchu II wojny światowej na terenie miasta Zagórów Niemcy utworzyli getto dla Żydów, do którego przesiedlili mieszkańców m.in. Goliny, Kleczewa, Konina, Pyzdr i Ślesina. Na miejscowym cmentarzu grzebane były zwłoki więźniów getta, którzy umierali z przyczyn głodu i chorób lub zostali bestialsko zamordowani przez Niemców w czasie pokazowych egzekucji. A tak wspomina Leon Jedwab pogrzeby żydowskie w getcie zagórowskim: „Wprowadziły się do nas dwie rodziny, które koczowały na ulicy, po tym, jak zostały wyrzucone z swoich domów i miast. Wszyscy sobie wzajemnie pomagaliśmy w rozlokowaniu i urządzeniu się. Po tygodniu jedna rodzina nas opuściła, natomiast druga pozostała z nami. Był to rabin Szejman, który wraz z bratem Mojsze Anszelem Szejmanem mieszkali z nami. Mojsze był dobrym człowiekiem i byliśmy szczęśliwi, że mieszkamy razem. Nie było nam jednak przeznaczone cieszyć się zbyt długo jego towarzystwem. Dwóch braci, jeden po drugim, zmarło w ciągu krótkiego czasu. Całe miasteczko odczuło tę stratę. Ludzie szeptali, że jeśli umiera dwóch braci w przeciągu tygodnia, jeden po drugim, to musi to być kara od Boga. Pamiętam jak dziś mowę rabina Szejmana podczas pogrzebu jego brata, a tydzień później sam był chowany. Ludzie potraktowali te zdarzenia jako wielkie nieszczęście, ale w istocie okazało się, że umarli mieli wielkie szczęście. Bracia Szejman byli uprzywilejowani, gdyż zmarli śmiercią naturalną i zostali godnie pochowani na żydowskim cmentarzu. Nieszczęście nadeszło później, gdy Niemcy przystąpili do masowej eksterminacji.”

Po wywiezieniu Żydów z Zagórowa i zamordowaniu ich w lasach między Kleczewem a Kazimierzem Biskupim na zagórowskim cmentarzu nadal grzebane były ofiary wojny. Jako przykład przytoczę fragment wspomnień Lecha Wiśniewskiego opowiadający o tych zdarzeniach: „Również do dzisiaj pozostał mi w oczach obraz polanki koło lasu przy cmentarzu żydowskim. Do matki mojego kolegi, nauczycielki, chodziłem na tajne lekcje, książki nosiłem pod koszulą. Pewnego dnia wybraliśmy się z kolegą na cmentarz, jednakże po drodze natrafiliśmy na prostokątne zapadlisko w ziemi. Było ich kilkanaście, co kawałek. Heniek nie chciał mi zdradzić, co na ten temat wie – ojciec mu zakazał. Wobec tego oświadczyłem, że sam rozwiążę tajemnicę, i poszedłem po szpadel do szopy. Wówczas po złożeniu przeze mnie harcerskiej przysięgi powiedział, że jesienią ubiegłego roku co kilka dni hitlerowcy rozstrzeliwali tu Żydów, którzy uciekli z obozów pracy przymusowej.

W pierwszy dzień po ucieczce Niemców poszedłem wspólnie z kolegami na opuszczony posterunek. Myszkowaliśmy po szafach z ciekawości. Wpadł mi w ręce dokument dotyczący rozstrzeliwania Żydów, a treść tych protokołów była mniej więcej taka: <<Przyznaję się do przestępstwa popełnionego wobec Rzeszy Niemieckiej, tj. do ucieczki z miejsca pracy w przemyśle wojennym, i wyrażam zgodę na odpracowanie trzech roboczodni przy sprzątaniu ulicy przed posterunkiem żandarmerii tytułem pokrycia kosztów amunicji zużytej do wykonania wyroku>>. Dopiero wówczas stało się dla mnie jasne, dlaczego spotykałem przed posterunkiem stojących całymi dniami na baczność Żydów z miotłą na ramieniu.”

***

W posiadaniu Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Zagórowskiej znajduje się fragment macewy z zagórowskiego kirkutu. W czasie okupacji Niemcy spalili synagogę i zniszczyli cmentarz, a z pozyskanych macew ułożono chodniki na Małym Rynku i przy ulicy Kościelnej. Ten rzeźbiony kawałek polnego kamienia został przekazany w 2011 r. przez anonimowego darczyńcę, który zabrał go „na pamiątkę” w czasie wymiany nawierzchni chodnikowej po II wojnie światowej i który leżał przez wiele lat na jego posesji.

25_567x379

Kamienny fragment macewy pochodzi z XIX-wiecznej i stanowi jej górną część. Płyta nagrobna wykonana została z piaskowca i posiada widoczne uszkodzenia. Macewa zakończona jest łukowato, w łuku znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca złamaną w lewą stronę świecę, ciągle się palącą, która wcześniej została osadzona w świeczniku. Po bokach tego wyobrażenia zostały umieszczone dwie litery „pej” i „nun” hebrajskiego skrótu  oznaczającego „Tu leży”. Pod płaskorzeźbą znajdują się dwa wersy w języku hebrajskim głoszące, że tu leży „człowiek poważny i szanowany Samuel…” Dalszej treści epitafium nie znamy i nie wiemy kiedy zmarł wspominany Samuel i jakie nosił nazwisko.

Świeczniki to motyw zdobiący kobiece płyty nagrobne, ponieważ obyczaj zapalania i błogosławienia świateł szabatu jest jedną z najważniejszych powinności każdej żydowskiej kobiety. Rzucającym się od razu w oczy zjawiskiem na zachowanych żydowskich cmentarzach jest tradycyjne grzebanie osobno kobiet i mężczyzn, w różnych kwaterach cmentarnych. Motyw ten powszechnie stosowany stwarzał okazję do fantazji twórczej artysty-kamieniarza, który często stosował różnorodne przedstawienia, w postaci jednego, dwóch, trzech i czterech osobnych lichtarzy lub wieloramiennego świecznika do dziewięciu ramion łącznie. Czasem świecznik przybierał postać menory – siedmioramiennej lampy oliwnej o charakterystycznym, regularnym kształcie. Jako starożytny symbol judaizmu menora jest wszechobecnym motywem sztuki żydowskiej, występuje na mozaikach i reliefach synagog zbudowanych w pierwszych wiekach n.e. Świece w świecznikach są często złamane na znak przerwanego życia.

Przy tej płaskorzeźbie pojawia się pytanie… Dlaczego motyw złamanej świecy, atrybut kobiecy w żydowskiej sztuce sepulkralnej, znalazł się na płycie nagrobnej mężczyzny? Odpowiedz nie może być jednoznaczna. Możemy tylko domniemywać, przy wykluczeniu błędu artysty-kamieniarza, że świeca lub świece były ważnym elementem w życiu tego człowieka i ta okoliczność zadecydowała o tematyce płaskorzeźby. Można przy tej okazji tworzyć bardziej śmiałe interpretacje, ponieważ świeca bywała tematem na grobach mężczyzn, zwykle umieszczano ją wokół otwartej księgi, by przywołać obraz pobożnego człowieka, studiującego święte księgi do późnej nocy.

***

W I połowie latach 90. XX w. dzięki zaangażowaniu Łucji Pawlickiej-Nowak, dyrektor Muzeum Okręgowego w Koninie-Gosławicach postawiło na terenie cmentarza pamiątkowy kamień z gwiazdą Dawida i napisem – „Cmentarz żydowski. Teren prawnie chroniony. Uszanuj miejsce spoczynku zmarłych”.

SONY DSCObecnie cmentarz żydowski w Zagórowie zajmuje teren figurujący w ewidencji geodezyjnej pod numerem 302308_5.0035.5751 i powierzchni 78,55 m2. Długość działki geodezyjnej to 137,30 m, szerokość wzdłuż drogi to 63,74 m, szerokość granicy południowej to 37,98 m. Teren cmentarza jest zarośnięty drzewami, pagórkowaty, a wysokość terenu wzrasta od drogi w kierunku północnym i wynosi od 91 m do 94 m n.p.m. Teren cmentarza jest zaniedbany.

6

Autor: Jarosław Buziak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s