Ks. Jan Nepomucen Trojanowski

Trojanowski Jan
Zdjęcie J. Trojanowskiego z rodzinnego albumu pana Marka Konopińskiego

Ks. Jan Nepomucen Trojanowski ( 1840 – 1898 ) – proboszcz zagórowski i prałat kustosz kolegiaty kaliskiej. Zasłużony dla zagórowskiej parafii, włożył olbrzymi wysiłek w upiększenie kościoła pod wezwaniem Św. Piotra i Pawła. Inicjator powstania kapeli muzycznej i chóru śpiewaczego pod batutą organisty Jana Malinowskiego. Twórca i wydawca drukiem  „Pieśni o Św. Józefie” z nutami, „Treści nauk katechizmowych” oraz katechizmu „Różaniec i Najświętszy Sakrament, czyli Tajemnice Różańca świętego w połączeniu ze czcią Najświętszego Sakramentu, podług ks. A. Terniere (Le Tres Saint Sacrement. Quatrieme Annee)”.

Urodził się 4 maja 1840 r. w Witowie na Kujawach w włościańskiej rodzinie z ojca Andrzeja i matki Anny z Przybyłów. Przyszedł na świat w parafii należącej do Seminarium Diecezjalnego we Włocławku i zarządzanego przez prefekta seminaryjnego ks. Franciszka Płoszczyńskiego, który miał olbrzymi wpływ na ukształtowanie poglądów i wybór drogi życiowej młodego wówczas parafianina. [1] Ks. Jan Trojanowski edukację rozpoczął w szkole publicznej we Włocławku i kontynuował w sześcioklasowej Szkole Wyższej Realnej (Gimnazjum) w Kaliszu, a następnie w czteroletnim Seminarium Diecezjalnym we Włocławku. [2]

Akt urodzenia ks. Jana Trojanowskiego
Akt urodzenia ks. Jana Trojanowskiego

W 1863 r. został wyświęcony na kapłana i objął wikariat w swojej rodzinnej wiosce, przy boku starego proboszcza i mentora. Rozpoczął pracę w parafii Witowo, w której miał wielu krewnych i przyjaciół z lat dziecinnych i młodzieńczych. Miał duży dar gromadzenia wokół siebie parafian, dla których, bez względu na stopień pokrewieństwa czy bliskość znajomości, był prawdziwym przywódcą duchowym. Po śmierci ks. Płoszczyńskiego został proboszczem tejże parafii. Wspólnie z grupą zaprzyjaźnionych kapłanów organizował szereg czterogodzinnych nabożeństw, prawie misyjnych, w kościołach diecezji kujawsko-kaliskiej, podczas których prawił nauki dla ludu w sposób przystępny i praktyczny. Po 21 latach pracy w Witowie w 1884 r. został przeniesiony do parafii Zagórów i objął probostwo po zmarłym ks. Mikołaju Machowiaku. Po przeprowadzeniu się do nowej placówki od początku zabrał się energicznie do pracy, zyskując tym zaufanie i sympatię zagórowian, którzy nie krępowali się zwrócić do niego o poradę, czy też o pomoc. [3] Szczycił się obszernym owocowym i warzywnym ogrodem, do którego prawo wstęp miał każdy parafianin. [4]

Tablica pamiątkowa w kościele pod wezwaniem św.Piotra i Pawła w Zagórowie
SONY DSC
Tablica pamiątkowa – portret ks. Jana Trojanowskiego

Ks. Trojanowski zabiegał nie tylko o uznanie wśród parafian, ale również włożył olbrzymi wysiłek w utrzymanie porządku i poprawę estetyki miejscowej świątyni. Za jego probostwa ceglane mury kościelne pokryte zostały tynkami z freskami, a wnętrze rzeźbami przez Aleksandra Przewalskiego, artystę z Kalisza, a także została wyremontowana zakrystia, którą doposażył w nową bieliznę kościelną i nowe aparaty i narzędzia niezbędne do sprawowania liturgii. [5] Dbał o muzyczną wystawność świątecznych nabożeństw, jego staraniem i kosztem ustanowiona została kapela muzyczna i chór śpiewaczy pod batutą organisty Jana Malinowskiego, dla których ks. prałat zakupił instrumenty oraz opracował i wydał drukiem m. in. „Pieśni o Św. Józefie” z nutami. [6]

E Popiel
Ks. Wincenty Teofil Popiel-Chościak – biskup diecezjalny kujawsko-kaliski w latach 1876-1883.
F Beresniewicz
Ks. Aleksander Kazimierz Bereśniewicz – biskup diecezjalny kujawsko-kaliski w latach 1883-1902.

            W 1887 r. biskup Wincenty Teofil Popiel wprowadził zagórowskiego proboszcza do Kolegiaty Kaliskiej, jako kanonika gremialnego, a jego następca biskup Aleksander Kazimierz Bereśniewicz w 1896 r. podniósł go do godności prałata kustosza. Nowo otwarte horyzonty działania ks. Trojanowski wykorzystał do intensyfikacji własnej pracy na rzecz tego gremium. Od pierwszych chwil stał się najczynniejszym członkiem kapituły, poświęcał swoją pracę ku czci Najświętszej Rodziny, zabiegał o podniesienie godności i majestatyczności nabożeństw dla św.Józefa, którego sylwetka przedstawiona została w cudownym obrazie w kolegiackiej kaplicy, często można było go spotkać w konfesjonale kościoła P. Maryi, a jego wytworne mowy kazalne przykuwały uwagę gromadzącego się w świątyni ludu.

            W roku 1896 przypadła setna rocznica koronacji cudownego obrazu św. Józefa, znajdującego się w kaplicy w kościele pod wezwaniem Maryi Panny w Kaliszu. Nad organizacją i podniosłym przebiegiem tych uroczystości czuwał ks. Jan Trojanowski, który oprócz rozpisania scenariusza obchodów i tematów codziennych nauk, opracował samodzielnie wiele z nich i wygłosił w formie promiennych kazań. [7] Wśród wygłoszonych mów przedstawił m.in. zapisane w kronikach kościelnych cuda i łaski doznane za pośrednictwem św. Józefa oraz ogłosił decyzję papieża Leona XIII, który udzielił „po wieczne czasy” odpustu zupełnego i zezwolił na odprawianie ośmiodniowych nabożeństw od trzeciej do czwartej niedzieli po Wielkanocy, a na zakończenie podkreślił, że przez tę wolę papieską „Kalisz stać się może drugą Częstochową”. [8] Ponadto zorganizował pieszą pielgrzymkę z Zagórowa do Kalisza, a przy dźwiękach zagórowskiej orkiestry razem z parafianami złożył w ofierze pamiątkowe srebrne wotum, na którym wyryto prośbę do świętego:

Ś-ty Józefie w Kaliskim obrazie

Ratuj Zagórów w każdym ciężkim razie,

Oto ja, pasterz, z memi owieczkami

Składam to votum pod Twemi nogami.

Ratuj nas w życiu, ratuj i przy zgonie,

Będziem bezpieczni przy Twojej obronie.

31 Maja 1896 r. w setną rocznicę koronacyi cudownego obrazu Ś-go Józefa w Kaliszu, ks. Jan Trojanowski, proboszcz Zagórowski, z parafianami.” [9]

G tresc_nauk_katechizmowych
Ogłoszenie wydania „Treści nauk katechizmowych” przez ks. Jana Trojanowskiego w „Przeglądzie Katolickim” zamieszczony w dniu 28 maja 1885, nr 22, s. 14.

Ks. Jan Trojanowski kładł duży nacisk na katechizację dzieci i młodzieży, a dla ułatwienia przyswojenia wiedzy publikował swoje opracowania. W 1880 r. w Witowie wydał nauki dla dzieci przystępujących do pierwszej komunii pt. „Treść nauk katechizmowych”. [10] W 1885 r. katechizm ponownie został wydrukowany i rozpowszechniony wśród dzieci z parafii Zagórów. [11] W roku 1897 opublikował katechizm dla pożytku zbawiennego dusz pt. „Różaniec i Najświętszy Sakrament, czyli Tajemnice Różańca świętego w połączeniu ze czcią Najświętszego Sakramentu, podług ks. A. Terniere (Le Tres Saint Sacrement. Quatrieme Annee)”, w którym umieścił uwagi dotyczące Tajemnic: Radosnej, Bolesnej i Chwalebnej. W książeczce zawarł szereg nauk, czerpiąc do nich źródła z wielu podręczników, których, jak sam podkreślał, posiadał całą obszerną bibliotekę. [12]

SONY DSC
Grób ks. Jana Trojanowskiego na zagórowskim cmentarzu parafialnym

Ks. Jan Nepomucen Trojanowski – proboszcz zagórowski i prałat kustosz Kolegiaty Kaliskiej – zmarł po długiej chorobie w dniu 21 stycznia 1898 r. w Zagórowie i pochowany został na parafialnym cmentarzu.

Przypisy:

[1] „Przegląd Katolicki” (24.02) 1898, nr 8, s. 8.

[2] Szkoła Kaliska (Szkoła Wyższa Realna – Gimnazyum) 1850-1900, Kalisz 1900, s. 94.

[3] „Przegląd Katolicki” (24.02) 1898, nr 8, s. 8-9.

[4] „Gazeta Kaliska” (19.08) 1896, nr 65, s. 2.

[5] „Przegląd Katolicki” (24.02) 1898, nr 8, s. 9.

[6] „Gazeta Kaliska” (19.08) 1896, nr 65, s. 2.

[7] „Przegląd Katolicki” (24.02) 1898, nr 8, s. 9.

[8] „Gazeta Rzemieślnicza” (13.06) 1896, nr 24, s. 3.

[9] „Gazeta Rzemieślnicza” (13.06) 1896, nr 24, s. 2.

[10] „Przegląd Katolicki” (30.09) 1880, nr 40, s. 16.

[11] „Przegląd Katolicki” (21.05) 1885, nr 21, s. 14.

[12] „Przegląd Katolicki” (27.05) 1897, nr 21, s. 16.

Powyższy tekst opracował i uzupełnił w poniższe artykuły prasowe:

Jarosław Buziak

***

Dla zainteresowanych sylwetką ks. Jana Trojanowskiego przedstawiam poniżej wybrane artykuły z „Przeglądu Katolickiego”.

RÓŻANIEC I NAJŚWIĘTSZY SAKRAMENT, CZYLI TAJEMNICE RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO W POŁĄCZENIU ZE CZCIĄ NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU, podług ks. A. Terniere (Le Tres Saint Sacrement. Quatrieme Annee) opracował ksiądz Prałat S. Trojanowski, proboszcz parafii Zagórów. Warszawa. W drukarni Fr. Czerwińskiego. 1897.

Książeczka ta wielce pożyteczna, w sposób niezwykły opracowana dla pożytku prawdziwych czcicieli Najświętszego Sakramentu, dzieli się na trzy główne części: Tajemnice Różańca świętego i Rozmyślania o Tajemnicach Różańca ś., a w każdej z nich autor mieści w tekście uwagi prześliczne i rzewne dla Tajemnicy: Radosnej, Bolesnej i Chwalebnej, zakończone modlitwą Ojcze nasz… i Zdrowaś Maryo…

Połączenie Tajemnic Różańca z czcią N. Sakramentu przeprowadzone jest świetnie, przez co nasuwa modlącemu się bogaty materyał ku rozwadze i pobudza go do miłości szczerej i rzewnej zarazem ku Zbawicielowi w N. Sakramencie. Praca ks. Prałata Trojanowskiego zasługuje ze wszech miar na rozpowszechnienie.

„Przegląd Katolicki” (27.05)1897, nr 21, s. 16.

***

ECHO JUBILEUSZU J. E. BISKUPA BEREŚNIEWICZA.

Słyszeliśmy, że prześwietna kapituła kollegiaty kaliskiej i kaliszanie na pamiątkę pięćdziesięciolecia kapłaństwa Najdostojniejszego Pasterza dyecezyi, J. E. ks. Biskupa Bereśniewicza, mają zamiar obstalować w zakładzie hr. Łubieńskiej w Warszawie okno kolorowe z patronem Najczcigodniejszego Pasterza i umieścić je w kościele kollegiackim.

Szczęść Boże temu zamiarowi, tembardziej, że jest odpowiednie miejsce do umieszczenia tego okna w kollegiacie, mianowicie, w presbyteryum, przed wielkim ołtarzem.

Jako uzupełnienie szczegółów, podanych już w „Przeglądzie” naszym o podniosłej uroczystości jubileuszowej J. E. Biskupa Bereśniewicza przytaczamy tu jeszcze mowę, którą wygłosił podczas przyjęcia w zamku biskupim ks. Trojanowski, prałat kapituły kaliskiej, w tych słowach.

„Najwyższą, bez zaprzeczenia, na tym świecie godnością, jest kapłaństwo, mianowicie w pełności swojej, w godności biskupiej. Jest to, według zdania mówcy, godność królewska – regale sacerdotium i od królewskiej nierównie większa, bo i najpotężniejszy król, jak on utrzymuje, przy najliczniejszej armji, przy pełnym arsenale broni, przy działach największego kalibru, nieba sobie nie zdobędzie, ale potrzebuje do tego potężniejszej, bo boskiej pomocy kapłana. Wielka to zatem łaska, kogo Bóg na kapłaństwo powoła, ale daleko większa, kogo na biskupstwo powołuje; obok tego jednak wielka to łaska, komu w tym zawodzie da doczekać pięćdziesięciolecia. Rzadka to łaska, nie każdy ją znajdzie. Znalazł ją u Boga dzisiejszy Najdostojniejszy Jubilat. A jak owa niewiasta, która, znalazłszy zgubiony grosz, wezwała swe sąsiadki, by się z nią wspólnie radowały i weseliły, tak i dzisiejszy Najdostojnieszy Jubilat, znalazłszy u Boga rzadką łaskę pięćdziesięciolecia, widzi się otoczonym najżyczliwszemi sobie, którzy w tym celu przybyli, by się z nim, wspólnie weselili i radowali, by z nim wspólnie Bogu za tę łaskę hymn wdzięczności śpiewali. I znowu, jak cenić i szanować mamy dary Boże, łask i Boże, tak nieubłaganem następstwem logiki, cenić i szanować musimy tych, którym Bóg takowych udziela. Szczególniej od kollegjaty kaliskiej należy Ci się, Najdostojniejszy Jubilacie, cześć i szacunek, za przyczynienie się do jej uświetnienia, z myślą podniesienia czci Św . Józefa kaliskiego, szczególniej od kolegjaty kaliskiej, należy ci się cześć i szacunek za wyrobienie u Stolicy Apostolskiej odpustu na setną rocznicę koronacji jego cudownego obrazu. Śmiem powiedzieć, że uczestniczenie Twoje, Najdostojniejszy Jubilacie, w Jubileuszu kaliskim należeć będzie najniezawodniej do najmilszych Twych wspomnień i inaczej chyba być nie może, bo uroczystości owej, nad wyraz – majestatycznej, najwymowniejsze usta nie wypowiedzą, ani najdzielniejsze pióro nie opisze, serce tylko, które na to patrzało, odczuć to może. Tem uczestniczeniem w onej uroczystości, przyczyniłeś się, Najdostojniejszy Jubilacie, do podniesienia czci Św. Józefa kaliskiego, bo Józef Św., bez przesady powiem, jest, jak Józef egipski, filius accrescens, syn przyrastający. Jak tamten mienie swoje powiększył i pomnożył mieniem drugiego pokolenia, przez co urósł w znaczenie, tak Józef kaliski, od onego majestatycznego Jubileuszu rośnie w cześć, chwałę i uwielbienie. I to jest fakt, czego dowodem tegoroczny ośmiodniowy odpust z dwoma, a niekiedy trzema na dzień kazaniam i licznie od rana do wieczora przez wiernych odwiedzany; bo dostojni z obcych djecezji kapłani, skutkiem zeszłorocznego Jubileuszu Odwiedzali obraz Św. Józefa, z największym odjeżdżając zadowoleniem. Rad przeto jestem, że z tej okazji przypadł mi w udziale zaszczyt podnieść Twoje, Najdostojniejszy Jubilacie, staranie o podniesienie czci Św. Józefa kaliskiego, a podnieść je wobec książąt i dostojników kościoła, wobec tylu zacnych kapłanów, bo to najniezawodniej przyczyni się do podniesienia czci Św. Józefa kaliskiego. Niech Ci, za to, Najdostojniejszy Jubilacie, Józef Św. będzie opiekunem w życiu, najpotężniejszym patronem w ostatnich chwilach, niech Ci ze świętymi Biskupami zajdzie drogę, jak Ci dzisiaj w majestatycznym pochodzie zaszli drogę najdostojniejsi i najzacniejsi Biskupi, czem nas wszystkich do łez rozrzewnili i nagle, w jednej chwili, z ziemi w świat inny, w świat wyższy przenieśli. Bądź, jak Józef – filius aceresceus, rośnij, jak on w znaczenie, cześć, chwałę, uwielbienie; w dowód czego, niech mnie, wobec książąt kościoła, maluczkiemu wolno będzie imieniem kapituły kaliskiej, wznieść Twoje zdrowie”!

„Przegląd Katolicki” (21.10)1897, nr 42, s. 9-10.

***

WSPOMNIENIE O Ś. P. KS. JANIE TROJANOWSKIM.

Dyecezyę Kujawsko-kaliską dotknęła z woli Bożej strata prawie niepowetowana; zakończył w dniu 21 stycznia r. b. pracowity swój żywot, obfity w owoce, ks. Jan Trojanowski, proboszcz par. Zagórowskiej, prałat kustosz kollegiaty kaliskiej, jeden z najzacniejszych i najgorliwszych kapłanów. Wspomnienie o tym słudze Bożym niechże zajmie szpaltę Pisma naszego ku chwale Bożej i zbudowaniu braci, a także na wieczną rzeczy pamiątkę.

Urodził się ś. p. ks. Jan Trojanowski z włościańskich względnie zamożnych rodziców w Witowie na Kujawach, wsi należącej przez całe wieki do Seminaryum dyecezalnego, parafią której zarządzał zwykle prefekt seminaryjny. Złożyło się tak dobrze, że proboszczem naówczas był ś. p. ks. Franciszek Płoszczyński, mąż pełen zaparcia siebie samego, całą działalność swoje poświęcający służbie Bożej. To też niedziw, że od samego zarania swej młodości, pod kierunkiem tak świątobliwego przewodnika, ś. p. Jan odwzorowywał się na tym żywym przykładzie i przez całe życie swoje o tem nie zapominał. Oddany przez rodziców, dla których był zawsze z całą uległością i miłością synowską, do szkół publicznych w Włocławku i Kaliszu, ukończył chlubnie takowe i wreszcie z natchnienia wyraźnie Bożego, wstąpił do seminaryum włocławskiego, w którem przez całe cztery lat studyów, odznaczał się między towarzyszami wiernem spełnieniem przyjętych na siebie dobrowolnie obowiązków, tak, że słusznie przewidzieć było można, iż odpowie jak najgodniej zadaniu i stanie się prawdziwym i wiernym kapłanem Chrystusowym. Skutek odpowiedział w zupełności przewidywaniu. Młody lewita, wyświęcony na kapłana w r. 1863, obejmuje wikaryat w rodzinnej wiosce swojej, przy boku starego swego proboszcza i mentora. Zdawałoby się, że działalność jego na parafii, w której światło dzienne ujrzał i w której znajdowało się dużo krewnych, a także rówieśników lat dziecinnych i młodzieńczych, narażona będzie na rozliczne zawody i spełni się na nim owo Chrystusowe: „nemo propheta in sua patria;” ale widocznie Duch Boży był w nim i uczynił zeń prawie cudowną od reguły ekscepcyę. Patrzyliśmy przez cały szereg lat pobytu w Witowie na świętą działalność młodego kapłana i podziwialiśmy nieraz z rozrzewnieniem ową prawdziwą w nim łaskę Bożą, mocą której potrafił z całym taktem gromadzić dokoła siebie swoich parafian, którzy, nie bacząc na stosunki pokrewieństwa i bliższej znajomości, widzieli w nim tylko swego prawdziwego przyjaciela i ojca duchownego. Lat 21 przebył w Witowie, naprzód, jako wikaryusz, później po skonie ś. p. ks. Płoszczyńskiego, jako proboszcz. Na ten czas przypada, jedna z największych, działalność zmarłego kapłana. Mówimy tu o szeregu nabożeństw prawie missyjnych, którym pobożny ks. Jan przewodniczył. Dobrawszy do pomocy kilku gorliwych kapłanów, podczas nabożeństw czterdziestogodzinnych, urządzanych po wielu kościołach dyecezyi, naprzód w Kujawach, a później poza granicami takowych, znakomite, wypracowane, a przystępne i praktyczne dla ludu prawił nauki, nie bacząc wcale na swe słabe siły i zdrowie, byleby tylko dzieło Boże dalej prowadzić a Boże Królestwo fundować na ziemi. To też skutek tych prac był zadziwiający i prawie cudowny. Lud, mimo częstokroć wielkich mrozów, garnął się ze wszechstron tłumnie do świątyń Pańskich i kajał się przed Majestatem Bożym, grzeszne naprawiając życie.

Skończyła się wreszcie praca apostolska w Witowie, a czekała zacnego kapłana o wiele większa, mozolniejsza na pozór, której jednak nie przeląkł się wcale gdyż ufny zawsze w miłosierdzie Boże, wiedział, że ją przeprowadzi i dokona szczęśliwie. Z woli Boga i rozporządzenia władzy duchownej, opuszcza rodzinną swą parafię i w r. 1884 przenosi się do Zagórowa. Pracuje też w niej niezmordowanie, pokonywa w Imię Boże mnóstwo trudności i parafię zaniedbaną doprowadza do takiego porządku, że liczyć się dziś może do najpierwszych w dyecezyi. Słodyczą usposobienia, delikatnem obejściem, energicznem, a bez ustannem czuwaniem nad powierzonemi sobie owieczkami, strofowaniem błędów „in omni patientia et doctrina,” czyni to za łaską Bożą, że w parafii Zagórowskiej cnota chrześcijańska dla wszystkich przewodnią, a występek każdego wstrętem przejmuje. Szczęśliwa owczarnia, gdy takiego posiada pasterza, to też cała długa i szeroka okolica z podziwem przypatrywała się dziełu Bożemu przez gorliwego kapłana fundowanemu, a brać duchowna wzorowała się na ks. Janie, śpiesząc doń o poradę i pomoc świętą, której każdemu chętnie i z serca udzielał.

Obok kościoła duchowego nie zapominał zacny nieboszczyk o kościele materyalnym, który sam z siebie piękny i wspaniały w najwzorowszym ładzie i porządku utrzymywał. Powiedział ktoś podobno, że pierwszą zaletą gorliwego kapłana jest, gdy dba o należyty porządek aparatów kościelnych. Jeżeli kto, to właśnie ś. p. ks. Jan, posiadł tę zaletę w zupełności, gdyż zakrystyę zagórowską nie tylko do porządku, ale nawet do wykwintu doprowadził. Podziwiać tam należy iście mrówczą pracę, a zachwycać wspaniałemi i bogatemi aparatami, jakiemiby się najwspanialsza w stolicach świątynia poszczycić mogła, obfitością bielizny kościelnej i tem wszystkiem, co do służby Bożej najstosowniejsze.

Jeżeli wśród świata za rozliczne zasługi odbierają ci i owi uznanie, odznaczenie i nagrodę, słuszną i sprawiedliwą jest rzeczą, by wybitni na polu pracy duchownej kapłani przez zwierzchność swoje wynagradzani bywali. Cicha, a jednak płodna w czyny praca ś. p. ks. Jana, rozgłośną stać się musiała i mile przyjętą przez Najd. Biskupa dyecezyi ks. Popiela, który w r. 1887 wprowadził zasłużonego kapłana do kollegiaty kaliskiej, jako kanonika gremialnego, a następca tegoż Najd. Biskup Bereśniewicz mianował go w r. 1896 prałatem kustoszem tejże kollegiaty. Otwiera się dla ks. Jana nowe pole działania: odrazu staje się najczynniejszym członkiem kapituły, pracuje najgorliwiej ku czci Najświętszej Rodziny, podnosi szczególniej cześć i nabożeństwo dla ś. Józefa, cudownego w obrazie kollegiackiej kaplicy. Ambona i konfesyonał kościoła P. Maryi, mieszczą zawsze w sobie pobożnego kapłana, ilekroć zjeżdża do Kalisza, a głos jego wytworny, pełen namaszczenia Bożego, rozbrzmiewa po murach prastarej świątyni i wtłacza się wdzięcznem echem do serc tłumnie gromadzącego się ludu. Gdy w r. 1896 przypadała pierwsza setna rocznica koronacyi cudownego obrazu ś. Józefa i obchodzona była najuroczyściej przez całą oktawę pod przewodnictwem Najdostojniejszych naszych Biskupów i wobec mnogiego szeregu kapłanów, ś. p. ks. Janowi przypadła lwia część zasługi, bo nie dość, że rozpisał materye codziennych nauk, ale sam z nich najwięcej przyjął i najpożyteczniej wygłosił. To samo uczynił w r. z., gdyśmy po raz pierwszy odprawiali uroczystość Opieki ś. Józefa z oktawą i codziennie głosili nauki. Miłośnik prawdziwy Boga i Najświętszej Maryi, a głęboki czciciel ś. J. Oblubieńca, korzystał z każdej sposobności, by żywem słowem uwidocznić swą apostolską gorliwość. Dla pożytku zbawiennego dusz, napisał między innemi, znakomity, a wyczerpujący katechizm, opracował podług ks. Tesniera z francuskiego, książeczkę p. t. „Różaniec i Najśw. Sakrament,” a o tej ostatniej Tajemnicy Bożej Miłości wygłaszał cały szereg pożytecznych nauk, czerpiąc do nich źródło z rozlicznych podręczników, których, jak sam nieraz mówił, całą obszerną posiadał bibliotekę.

Podczas obchodu wspaniałego pięćdziesięcioletniej rocznicy kapłaństwa Najdostojniejszego naszego Biskupa, otoczonego gronem czcigodnych książąt Kościoła, wielkiej liczby kapłanów i znakomitych osób świeckich, ś. p. ks. Jan, jako przedstawiciel kapituły kaliskiej, wypowiedział znakomity toast na rzecz Najd. Jubilata, zaznaczając w swej przemowie wdzięczność kapłanów za czynny udział w podniesieniu czci ś. Józefa kaliskiego. Mowę tę umieścił „Przegląd Katolicki” w N. 42 r.

Był to niby śpiew łabędzi kochanego naszego ks. Jana. Niestety! nie było nam danem więcej go słyszeć. Schroniwszy się do swego zacisza zagórowskiego, pracował w dalszym ciągu dla chwały Bożej i pożytku wiernej czeladki, gdy choroba nurtująca w nim od dawna, powaliła go w końcu r. z. o łoże boleści i mimo ratunku i opieki bliższych, mimo gorących modlitw, zanoszonych do Pana Zastępów przez ukochanych parafian o zdrowie najukochańszego ojca duchownego, z woli Bożej, w miesiącu Najsłodszego Imienia Jezus, które zawsze w sercu i ustach posiadał, zasnął spokojnie ś. p. ks. Jan Trojanowski na wieki, oddając czystą swą duszę Bogu, którego nade wszystko i niepodzielnie miłował.

Rozniosła się wieść smutna o skonie ś. p. ks. Jana i mimo znacznej dla wielu odległości i niesprzyjającej pory zimowej, pośpieszyli nawet z stron dalekich kapłani, by oddać ostatnią religijną usługę kochanemu bratu i przyjacielowi. Zebrało się wszystkich do pięćdziesięciu, między którymi reprezentował kapitułę katedralną jeden tylko jej członek, ks. kanonik Grabowski; kolegów zaś nieboszczyka, opłakujących szczerze stratę prawie niepowetowaną poczciwego towarzysza, zjechało się czterech. Nieboszczyk, mimo, że blizko tydzień cały zwłoki leżały na marach, miał twarz tak rozpogodzoną, uśmiech na ustach, że widocznem było, iż ten pokój Boży, który zawsze nosił w sercu, rozlał się na całem, nawet po śmierci, obliczu. I słusznie, boć jak mówi ś. Apostoł: „miłość rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego,” i w następstwie rzeczy, odbić się musi na wewnątrz…

Pogrzeb odbył się z całą możliwą uroczystością. Nieprzeliczonemi tłumami ludu otoczony, którzy żal swój cichym płaczem i jękami po stracie uwielbianego pasterza objawiał, spoczął nieboszczyk na ramionach kapłanów i z domu, w którym dwanaście lat na modlitwie i pracy przebywał, pod przewodnictwem prezesa naszego, ks. prałata Orzechowskiego, przeniesiony został do ukochanego swego kościoła. Duchowieństwo odśpiewało żałobne nieszpory, poczem ks. Teodor Fibich, proboszcz niedawnej parafii lądzkiej, wypowiedział wymownemi usty mowę pogrzebową. Wspaniała kantata „Subvenite,” zakończyła smutny nad wyraz obrząd eksportacyi.

Nazajutrz o godzinie ósmej rozpoczęły się egzekwie, po pierwszym nokturnie odśpiewał żałobną wotywę ks. kan. Jankowski, dziekan słupecki, po drugim ks. Płoszaj, kanonik kollegiaty, po trzecim ks. kan. Jabłkowski, po Laudes zaś celebrans ks. prał. Orzechowski. Poczem ks. Bąkowski, proboszcz z Szymanowic miał mowę, a po wspaniałem Castrum doloris, podczas którego młodzi kapłani dźwięcznemi i dobranemi głosami śpiewali Responsoria, nastąpiło wyprowadzenie zwłok na miejsce ostatniego spoczynku. Nad grobem przemówił bardzo pięknie ks. Józef Kampf, proboszcz kazimierski i domek ostatni, zawierający w sobie znikome szczątki poczciwego naszego przyjaciela i brata, spoczął wpośród matki ziemi i aż do dnia sądu ostatecznego spoczywać w niej będzie. Miejmy ufność w miłosierdziu Bożem, bo w niem ufał zawsze nieboszczyk i tym więcej doń zastosujmy owe słowa ś. Pawła, przytoczone przez jednego kaznodzieję, gdyż na nie w zupełności zasłużył: „dobrą walką walczyłem, biegum dokonał, wiarym dochował, przeto odłożon mi jest wieniec sprawiedliwości, który odda mi Pan w onym dniu, sprawiedliwy Sędzia.”

Przyjacielu mój, towarzyszu długoletni, przyjmij tem wspomnieniem hołd mój wdzięczności i miłości i spoczywaj w pokoju.

Ks. Z J.

„Przegląd Katolicki” (24.02)1898, nr 8, s. 8-10.

***

OPIS POGRZEBU Ś. P. KS. PRAŁATA TROJANOWSKIEGO, KUSTOSZA KOLLEGIATY KALISKIEJ.

Gdy w piątek 21 stycznia r. b. dzwony zagórowskiego kościoła obwieściły zgon ś. p. ks. prałata Trojanowskiego, w jednej chwili cała osada otoczyła plebanię i do późnej nocy płacz i jęki rozdzierały powietrze.

Do środy następnego tygodnia lud tłumnie odwiedzał zwłoki – na ten dzień naznaczono o 5-tej eksportę. Kapłanów z rozmaitych stron zjechało 35, a w ich liczbie i członkowie Prześwietnej Kapituły. O oznaczonej godzinie zjawiły się bractwa ze światłem i chorągwiami, włościanie z 40-tu pochodniami i licznemi wieńcami; wtedy Prałat Prepozyt ks. Michał Orzechowski, przywdziawszy łącznie z ks. Mich. Skowronkiem i ks. M. Ciesielskim żałobne szaty, przewodniczyli orszakowi w stronę kościoła parafialnego ulicami osady. Orkiestra miejscowa smętnemi tony rozdzierała głośne płacze i żale osieroconych parafian. Po ustawieniu trumny na wspaniale przybranym katafalku kapłani odśpiewali żałobne nieszpory.

Poczem ks. Teodor Fibich, proboszcz z Lądu, wstąpił na mównicę i następującą wygłosił mowę:

„Ja jestem zapłatą twoją zbytnie wielką” (Gen. XV-I)

„Kiedy Bóg ujrzał smutek serca Abrahamowego, jakiego ten ś. Patryarcha doznawał, – mimo odniesionego zwycięztwa nad nieprzyjaciółmi Boga i Jego narodu, – mimo wziętych błogosławieństw od Melchizedecha najwyższego Kapłana, – rzekł mu Bóg wówczas te słowa: – Nie bój się Abrahamie, Jam jest obrońcą twoim, i zapłatą twoją zbytnie wielką.” – Te słowa mogę słusznie zastosować przy zwłokach ś. p. ks. Jana Trojanowskiego-prob, waszego par. Zagórów i prał. Prześwietnej Kapituły Koll. Kaliskiej: – on Bogu – Kościołowi – społeczeństwu podobnie jak Abraham nie tylko wiernie, ale gorliwie służył: – gdy mimo powodzeń i pociech, z łaski Jego na tej ziemi doświadczonych – doznawał jednakże smutku i sercem swojem tęskniącem – jak Abraham pytał: – Panie Boże! – cóż mi dasz? – Czy wiecie kochani smętni słuchacze, jaką odebrał ś. p. ks. Jan Trojanowski odpowiedź, która się stała faktem spełnionym? – „Umrzesz.” – I oto ten przezacny wasz proboszcz, ten nieoceniony nasz sąsiad, ta pełna jeszcze życia acz słabego ciała, ale silnego ducha perła Prześwietnej Kapituły Kal., a drogi nam i niezmordowany kapłan i współpracownik na niwie ewangelicznej, – umarł, zasnął, ale snem sprawiedliwych, o których mówi Pismo Boże: „zasię oglądam was, i będzie się radowało serce wasze, a radości waszej nikt od was nie odejmie” (Joan.) „Będzieli mądre serce twoje, będzie się z tobą radowało serce moje” (Prov.) „Nie bój się: Jam jest obrońcą twoim i zapłatą twoją zbytnie wielką.”

Któżby się spodziewał, że wasz pasterz w sile wieku, który dziesięć lat temu po raz pierwszy tu w tej świątyni, przed tym ołtarzem za was się modlił, przez lat 10 niezmordowanie pracował, – uczył was i błogosławił – dzisiaj na zimnych spocznie marach?! Ktoby pomyślał o tem, że ten przezacny kapłan – po ciężkiej pierwszej chorobie, czując się trochę lepiej przed paru tygodniami przez zbytnią swoje gorliwość stanął na tej kazalnicy, sam o chwiejnych siłach, by was tylko pouczyć – upomnieć – wzmocnić, – że to serce tak prędko bić przestanie?! A wypowiedziawszy słowo Boże, jakby w przeczuciu, zalewając się cichemi łzami, nad twardością serc niektórych, – sam sobie przed czasem zanucił żałosne „requiem.” To też przy zwłokach ś. p. prałata Trojanowskiego możemy powiedzieć „i legł wódz wielki w Izraelu” – legł na bojowisku jako prawy żołnierz Chrystus ów wśród pracy i boju! A przecież tak się stało. O śmierci – śmierci, najboleśniejsza nędzo wszystkich nędz ziemskiego żywota! O jakże jesteś okrutna, wyrywając z pośród owieczek najgorliwszego pasterza, z pośród dzieci najlepszego ojca duchownego.

Te oczy na was tak mile patrzące już się na zawsze zamknęły – serce po raz ostatni w piątek o g. 5 uderzyło. Zasnął snem sprawiedliwych – spokojnie, jak spokojne było całe jego życie. A kiedy dzwon żałobny, świadek tej starej prawdy – „czuwajcie, bo nie wiecie dnia ani godziny” – ogłosił tę wiadomość, to podobno każde serce zawtórowało jękiem boleści: „Mój Boże! umarł nasz ojciec najdroższy! O bo zaprawdę był ojcem dla was, jeżeliście go tylko poznali?! Takieś nas prędko opuścił – tegośmy się nigdy nie spodziewali! Tam w górze inne prawo, aniżeli na ziemi. Tam prawo życia, tu prawo śmierci!.. – a przed tem prawem nikt się nie ostoi. Gwiazdy pogasną jedne po drugich i z całego niebios widnokręgu pozostanie mów tylko jedno – ono wielkie nic, jak niem było przed pierwszym dniem stworzenia, bo jak powiada Pismo: „niebiosa poginą, ale ty zostajesz, i wszystkie jako szata zwietrzeją, i jako odzienie odmienisz je, i odmienia się, ale Ty tenżeś jest i lata Twoje nie ustaną” Ps. 101. A na ziemi cóż jest, coby się przed tem prawem śmierci ostało?

Gdzież wielkie niegdyś milionowe miasta? – na próżno ich śladu szukamy. Pomniki wielkiej przeszłości w gruzach, – zielsko lub bluszcz rozsadza olbrzymie mury, a piasek pustyni zasypuje kamienne kolosy. Wszystko podlega temu prawu na ziemi. A cóż dopiero człowiek, o którym Pismo ś. mówi: „że jest jako kwiat polny, co rankiem kwitnie, a wieczorem usycha, jako cień co przechodzi, – jako sen co przemija, – jako strzała z cięciwy wypuszczona, – jako łodzie szybko biegnące po fali, – jako dym co wiatr unosi, – jako pajęczyna, którą lada ptaszek rozbija.”

Słowem świat ten to wielkie cmentarzysko, gdzie wciąż jedno za drugiem goni pokolenie, – do ciemnej się kładzie mogiły, miejsca nowemu ustępując. A z nas co będzie?!… naprzód martwe zimne ciało, – potem – stos kości, – potem – szczypta popiołu, a z pomników po nas garstka gruzów. Oto, bracia żałobni, los nasz na ziemi – oto prawo, gdy Bóg wypowiedział: „postanowiono człowiekowi raz umrzeć.”

Nie bez przyczyny łez doliną życie to nazywamy, nie jest to wyrażenie poetyczne, ale smutna bolesna prawda, której tyle mamy dowodów, ile po tej ziemi przeszło nam podobnych istot, i której my sami oddać musimy świadectwo. Z płaczem się tu przychodzi, – z płaczem się wychodzi. A dla naszej pociechy powiedzmy, któryż wiek nie płacze? – a jeśli się kto śmieje, – cóż to za śmiech? – Śmiech pomieszany z boleścią. Dowód jeden więcej, że temu ze śmiechem, tak jak z kwiatkiem umarłemu, nie do twarzy, – a jak najświeższy kwiat w trumnie ma coś grobowego, tak najweselszy uśmiech w ustach wygnańca ma coś płaczącego.

Któryś z kaznodziei dawniejszych przyrównywa życie człowieka do drogi, którą skazanego wiodą na śmierć. Z początku rusztowania albo szubienicy nie widać, – czy dlatego śmiech przystoi? Wiozą go w karecie! – czy się dla tego ma cieszyć? ale właśnie dla tego, że go wiozą – prędzej się do fatalnej mety zbliża. Młodość pędzi jak na wartkim rumaku, – przemija jak błyskawica, aniśmy się spostrzegli, kiedy kwiat opadł! – i kiedy nam się zdaje, że upał pracy przeminął, a już dreszcze zimna czuć się dają. A cóż to jest zimno w życiu człowieka? – To zbliżająca się ręka śmierci, pod którą się chyli nie tylko wiek stary, ale i dziecię – i młodzieniec – i człowiek, który zaledwie wystąpił na scenę życia. – Gdzie – kiedy i z czego się cieszyć?! Pismo ś. zresztą pierwej naznacza czas płakania, potem mówi o śmiechu. To potem, – gdzie jest potem? – to potem jest tam, gdzie jak ś. Jan powiada, – niema już ani łez, ani płaczu, – to nie na tej ziemi, to już w Ojczyźnie Niebieskiej, to w Bogu, a zatem życie to całe jest czasem płakania. – „Euntes ibant et flebant mittentes semina sua.” Idąc szli i płakali rzucając nasienia swoje.” – Póki idziemy – poty siejemy, – poty płaczemy. Dopiero kiedy przyjdziemy tam, dokąd przez całe to życie zmierzamy, przyjdziemy z radością (Ps. 125). Czas siejby się skończy, więc i deszcz łez przestanie padać, a z zebranych snopów będzie wieczna uciecha. Ultimum remedium doloris est flere, – ostatniem lekarstwem boleści, smutku, jest płacz, powiedziano.

Jak radość rozszerza serce i uśmiech wywołuje na usta, – tak boleść serce i mózg i oczy nam ściska, i z człowieka jak z gąbki łzy wyciska. I nie trzeba na to boleści ciała, – wystarczy boleść żalu, – wystarczy dolegliwość tęsknoty; serce człowieka jest jak arfa o wielu strunach, na wszystko co go otacza i co w nim żyje, wygrywa smutne swe pieśni. Słusznie gdzieś powiedziano: „sunt lacrima rerum,” bo wszystko co człowieka otacza, przez człowieka, płacze – i cóż dziwnego, że na łez dolinie, serce więcej i częściej dostarcza oczom łez płaczu niżeli łez radości! – łzy to wymowny język serc szlachetnych i czułych.

Płakał i nieraz w cichości szczupłego swego mieszkanka, z koronką w ręku klęcząc u stóp krzyża Chrystusowego w towarzystwie najwierniejszych, a licznych swoich przyjaciół – książek, którym poświęcał wszystkie wolne chwile, często wołał: Jezu ratuj!! Oto, słuchacze, mąż wedle serca Bożego! – Oto drugi Dawid, któremu „lepszy zakon ust Pańskich, niżeli tysiące złota i srebra” (Ps. 118). Jako drugi Eliasz pałał on żarliwością o chwałę Bożą i zbawienie bratnie.

Płakał i nieraz nad wami, bo was ukochał gorącem sercem, – bolał i narzekał nad zatwardziałymi grzesznikami w nałogach pijaństwa, które tak bardzo w pośród was grasowało, a dzisiaj jeszcze tu i owdzie się spostrzega. Nad wytępieniem tego strasznego nałogu, poniżającego nad wszelki wyraz nasz lud, szczególnie małomiejski i wiejski – był ś. p. wasz pasterz niezmordowanym i niezrównanym missyonarzem od zarania swego kapłaństwa aż do ostatniej chwili życia swego. Głos waszego pasterza nietylko tu ale i w dalekiej okolicy – nietylko w Witowie i na całych Kujawach, a szczególniej dawniejszemi czasy, w całej obszernej dyecezyi kujawsko-kaliskiej był słyszany, słuchany i bardzo – bardzo pożądany. Dosyć było słyszeć go każącego, aby uczuć w sercu głęboki dla jego osoby szacunek, aby powziąć przekonanie głębokie, że sama szczerość i prawda, sama miłość Boga i ludzi rządziły sercem i językiem jego. To też tłumnie zalegał lud chrześcijański świątynie Pańskie, w których słowo zbawienia płynęło z ust jego. W czasach najpiękniejszych dni jego życia – w misyach, których był duszą, słuchało nieraz po kilka i kilkanaście tysięcy jego słów natchnienia, a każdy błogosławił te usta, pełne namaszczenia zapału. Mówię to z tem większą pewnością, bo gdy ś. p. ks. Jan Trojanowski po kilka razy dziennie w bardzo wielu miejscach kazał, myśmy go kapłani słuchali z przyjemnością, a gdy on rozbijał serca zatwardziałych grzeszników młotem miłości Bożej, nauki ewangelicznej, myśmy je oczyszczali i z Bogiem jednali. Krótko mówiąc, gorliwość ognista na ambonie, cierpliwość niewyczerpana w konfesyonale, pobożność budująca przy ołtarzu, nauka gruntowna – oto całe życie ś. p. ks. Trojanowskiego prałata, a to wszystko wieńczy wytrwałość. Lecz co najwięcej łez wycisnęło z ócz tego przezacnego kapłana? Pragnąc zbawienia dusz powierzonej sobie parafii, jako najczujniejszy ojciec duchowny i pasterz, nauczał was, upominał, prosił, karcił i groził; a wśród tej trzodki znalazły się judasze, które zadawały bolesne rany szlachetnemu jego sercu, które już bić na zawsze przestało. Tak jest! – łzami boleści zakończył wasz pasterz ostatnią ofiarę w tej świątyni za was parafianie; słusznie słowa ś. Augustyna do niego zastosować mogę: „Zdroje łez moich, przyjemna Tobie ofiara!”

Zaprędko nam zgasłeś dzielny żołnierzu Chrystusów! Czas pracy ku chwale Bożej, uświęceniu siebie i zbawieniu bliźnich zawsze jest krótki. Zaledwie wziąłeś broń ewangeliczną, by nią walczyć przeciwko wrogom prawdy i zbawienia dusz ludzkich, – zaledwieś rozżarzył ogień ś. miłości chrześcijańskiej, a już własnemi łzami go zalałeś i w chwili gdyś wołał z Jeremiaszem: „Zbaw Panie lud Twój, ostatki Izraelowe” – Pan ci odpowiedział: „Niech przestanie głos twój od płaczu i oczy twoje od łez, bo ma zapłatę robota twoja, mówi Pan.”

Niech mi będzie jeszcze raz wolno powiedzieć: ś. p. przezacny, pobożny kapłanie, a tak drogi nam współkolego po pługu ewangelicznym! Ty prawdziwy „homo Dei” spoczywasz słodko snem śmierci, boś o niej bardzo często mówił, częściej myślał, a zawsze był do niej przygotowany! Używaj swojej nagrody; już ukończyłeś dzieło, do którego cię Bóg powołał: pracowałeś! – a pracowałeś z gorącem poczuciem sługi Bożego.

Dzień dzisiejszy jest dniem waszego i naszego smutku, – jest zarazem dniem chluby i tryumfu dla naszego Kościoła, – dla naszej religii. Pójdźcie, pójdźcie tu wszyscy, co spotwarzacie ś. naszą wiarę, co bluźnicie Kościołowi, policzkujecie sługi jego; – co to głośno wołacie i nie rzadko to czynami stwierdzacie: my dzisiaj żadnych kapłanów nie potrzebujemy!! Pójdźcie i przypatrzcie się łzom wdów i sierot, łzom dziatek i dorosłych, łzom ubogich i zamożnych, łzom zdrowych i chorych, łzom wszystkich mieszkańców tej parafii, łzom kapłanów i wiernego ludu. Spojrzyj na około i zapytaj wszystkich serc: – Czy to umarł człowiek zwyczajny, człowiek próżniactwu, rozkoszom lub światu oddany? – Czy taki smutek, żal i płacz ogarnia po człowieku nieużytecznym?! Możecież się bezbożni spodziewać po waszej śmierci równych jęków i boleści?!

Żałobni słuchacze! szanuję łzy wasze, bo one najlepiej głoszą światu, czem był ten kapłan, którego z taką boleścią tę trumnę otaczamy. Straciliśmy w nim najdroższy skarb, bo prawdziwego przyjaciela, światłego doradcę, najlepszego ojca duchownego, dzielnego nauczyciela i hojnego dobrodzieja. On chciał dla nas być wszystkiem i myśmy z nim stracili wszystko.

Tak żyją i umierają prawdziwi przyjaciele Boga, tak wierni słudzy Pana idą po nagrodę wiecznej chwały,

Dobry Jezu a nasz Panie!

Daj mu wieczne spoczywanie. Amen.”

Po skończonej mowie zaśpiewano „Subvenite;” na tem skończyły się ceremonie dnia środowego przy współudziale 35 kapłanów.

Ks. Michał Ciesielski.

(Ciąg dalszy nastąpi).

„Przegląd Katolicki” (03.03)1898, nr 9, s. 11-12.

***

OPIS POGRZEBU Ś. P. KS. PRAŁATA TROJANOWSKIEGO, KUSTOSZA KOLLEGIATY KALISKIEJ (CIĄG DALSZY).

We czwartek o 7-ej godzinie rano wyszedł z wotywą żałobną miejscowy wikaryusz ks. Józef Łogucki. Od 8-ej rozpoczęto śpiewanie wigilii i po każdym nokturnie wychodziły solenne wotywy i msze ś. Po pierwszym nokturnie wyszedł dziekan słupecki ks. kan. Karol Jankowski, ks. Michał Skowronek i ks. W Gumowski, proboszcz z Cienina. Po drugim – ks. kanonik Ign. Płoszaj, dziekan z Łasku, ks. Mieczysław Sadowski, proboszcz z Królikowa i ks. Michał Ciesielski. Po trzecim – ks. kanonik Z. Jabłkowski, ks. proboszcz Ant. Wojciechowski z Młodojewa i ks. M. Stawicki z Chocza. Po Laudes wyszła wielka msza ś., którą celebrował w assystencyi kapłanów ks. prałat prepozyt Michał Orzechowski. Po skończonej mszy ś. na mównicę wszedł ks. proboszcz Walenty Bąkowski, kolega zmarłego i wygłosił na temat: „Błogosławieni umarli, którzy w Panu umierają. Odtąd już mówi Duch, aby odpoczęli Z prac swoich” (ks. Obj. VIII) następującej treści mowę.

„Przenieśmy się – żałobni słuchacze – myślą do chwili, w której chrystyanizm zjawił się na ziemi, i przypuśćmy z świętym Janem Chryzostomem, że filozof pogański spotkał Zbawiciela, rozpoczynającego swe nauczanie. Jezus jest sam jeden; idzie pieszo, z kijem w ręku; uboga odzież okrywa jego ciało.

– Gdzie idziesz? pyta się filozof.

– Idę opowiadać moję naukę.

– Jaki masz zamiar opowiadając po wioskach Judei, jak nazywasz Twoję naukę?

– Nawrócić świat.

– Ale chcąc skłonić świat cały do tego, aby porzucił swoich bogów, swoję religię, swe obyczaje, zwyczaje, prawa, aby przyjął twoje zasady, musisz być mędrszym od Sokratesa, wymowniejszym od Platona, który nie był w stanie skłonić jednego nawet miasteczka Attyki do przyjęcia praw swoich.

– Nie udaję się za mędrca.

– Któż więc jesteś?

– Znają mnie jako syna prostego rzemieślnika z Nazaretu.

– Jakiemiż tajemnemi środkami przygotowywałeś pomyślny skutek dla swojego przedsięwzięcia?

– Dotychczas pędziłem życie w warsztacie; od niedawnego czasu przebiegam okolicę; kilku uczniów poszło za mną; i im właśnie powierzę ogłaszanie mojej nauki pomiędzy narodami.

– Uczniowie zatem twoi, są to ludzie, którzy odznaczają się tak szlachetnością urodzenia, jak i wyższemi zdolnościami?

– Uczniowie moi, to dwunastu rybaków, którzy się jedynie znają na łodziach swoich i sieciach, – dwunastu żydów; a wiadomo ci, w jakiej pogardzie są żydzi u innych ludów.

– Liczysz więc na opiekę potężnego jakiego monarchy?

– Nad królów i możnych tego świata, nie będę miał zaciętszych wrogów; wszyscy oni uzbroją się na zagładę mej nauki.

– Posiadać więc musisz ogromne bogactwo; pojmuję, iż roztaczając złoto w oczach ludów, łatwo można zjednać sobie wielbicieli.

– Nie mam gdzie złożyć głowy; uczniowie moi ubodzy z urodzenia, staną się jeszcze uboższymi wskutek rozkazów moich; żyć tylko będą z jałmużny, lub pracy rąk.

– To pewnie nadzieję twoje zasadzasz na twej nauce?

– Nauka moja! podstawą jej są tajemnice, które ludzie wezmą za szaleństwo, – chcę naprzykład, aby uczniowie moi głosili, że to ja stworzyłem niebo i ziemię, że jestem Bogiem i razem człowiekiem, żem się narodził z dziewicy, że umarłem na krzyżu pomiędzy dwoma łotrami; ponieważ tym rodzajem męczeństwa mam wkrótce zakończyć życie – że w trzy dni potem zmartwychwstałem, że na koniec wstąpiłem do nieba?

– Ależ przynajmniej moralność Twoja musi być bardzo wygodna, musi ona pochlebiać wszystkim namiętnościom?

– Moja moralność! Przeciw wszystkim namiętnościom walczy, potępia wszystkie występki, nakazuje najostrzejsze cnoty, a karze nawet złe myśli.

– To może obiecuje wielkie nagrody tym, którzy zechcą ją przyjąć!

– Na ziemi obiecuje im wzgardę, nienawiść, więzienie, stosy, śmierć pod wszystkie mi postaciami, a po skończonem życiu, obiecuje im nagrody, których rozum ludzki pojąć nie jest w stanie.

– To gdzież i jakich ludzi chcesz uczyć tej dziwnej twojej filozofii? Zapewne prostaków takich, jakimi są ci, których nazywasz twoimi uczniami?

– Religia moja opowiadana będzie w Jeruzalem w obliczu Synagogi i w Atenach przed Areopagiem, w Rzymie w samych cesarskich pałacach, wszędzie w obliczu królów i ludów, po miastach i wsiach, aż na krańcach świata.

– I pochlebiasz sobie, że Ci się to powiedzie?

– Bezwątpienia; wkrótce wszędzie uznanym będę za jedynego Boga nieba i ziemi; świat odmieni swą postać, wszędzie bożyszcza upadną, ludy tłumami przyjmować będą moje naukę, królowie nawet upadną na kolana przed narzędziem mojej męki i zamieszczą je na swych koronach jako najpiękniejszą ich ozdobę i wszędzie mieć będę świątynie i ołtarze, kapłanów i wielbicieli.

– Idź, idź biedny szaleńcze do warsztatu swego, bo zamiar twój jest szczytem obłąkania umysłu.

Tak jest: w obliczu zdrowego rozsądku przedsiębrać nawrócenie całego świata z pomocą 12 rybaków w wieku Augusta, – to szczyt szaleństwa, wykonanie podobnego zamiaru przechodzi oczywiście wszystkie siły ludzkie. A jednakże historya świadczy, że tak się stało: zamiar ten został wykonany sposobem i środkami przepowiedzianemi przez Jezusa, mocą więc tylko Bożą.

Gdyby ten sam filozof, o którym mówimy, wrócił na ziemię i zobaczył jak religia Jezusa Chrystusa Nazareńskiego panuje nad całym światem; czyliżby wątpił o cudownym jej początku? czyliżby przejęty uwielbieniem nie zawołał: Wszystko to jest nad rozum i nad siły ludzkie – wszystko to jest dziełem Boga.

  1. p. ks. Jan Trojanowski, jako missyonarz przyjąwszy udział w dziele Chrystusowem, przybył do tej okolicy jako prosty kapłan; nie pochodził z wysokich rodów, nie odznaczał się nawet wielką wymową, a jednak swą nadzwyczajną religijnością tak rozgrzał religijność tutejszą uśpioną, że zmieniona została postać okolicy. Ś. Grzegorz i ś. Ignacy Loyola mawiali, że największą cnotą jest posłuszeństwo, zarazem dodając, że nad posłuszeństwo jest tylko większa religijność. Znałem trzech tutejszych księży proboszczów, którzy tu zeszli z tego świata: ks. Wadowskiego, męża niezwykłego charakteru i prawości, który umiał powiedzieć zawsze prawdę i to we właściwym czasie; ks. Machowiaka, pełnego wymowy, i czcigodnego ś. p. ks. prałata Trojanowskiego, męża nadzwyczaj religijnego, o którym mówimy i mówić będziemy w dalsze pokolenia nie inaczej, jako o prawdziwym mężu bożym, który przeszedł pomiędzy nami a myśmy patrzyli nań własne mi oczyma. Przysłuchiwałem się nieraz mowom nieboszczyka ks. prałata, które streszczały się zawsze w wyrazach ś. Teresy: niebo spalić, a piekło zalać, aby ludzie służyli Panu Bogu jedynie z samej miłości. Nieboszczyk piekłem nigdy nie groził, mawiał najczęściej tylko o miłości Boga szczególniej odzywającego się w Sakramencie ołtarza: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście obciążeni a ja was ochłodzę,” a jeżeli mawiał o niebie, to nie inaczej, jak o swej własności, kórej czysta jego dusza już przez wiarę była dziedziczką. Dzielił się niebem ze wszystkimi prawdziwie wiernymi, jako pewną nagrodą za wytrwałą cnotę.

Tracąc czcigodnego ks. prałata, duchowieństwo tutejszej okolicy traci przewodnika do nieba. Lecz jakże obejdziesz się Prześwietne Kollegium kaliskie bez członka swego tak pożytecznego? Jakże rozstaniesz się ze swym towarzyszem i przyjacielem zacny ks. Dziekanie, który tak wysoko wyrażał się o twem posłannictwie?

Jakże rozstaniemy się my, kapłani, ze swym przewodnikiem tak wyrozumiałym? Jakże rozstaniesz się parafio ze swoim pasterzem, z tą postacią tak wychudzoną postami i pracą? Jakże i ja mam się rozstać nietylko ze swoim kochanym sąsiadem, ale i kolegą seminaryjnym? Spojrzenie twoje przedśmiertne, czcigodny ś. p. ks. Prałacie, nigdy mnie nie opuści. Ktoby się mógł spodziewać, że kapłan nie tak jeszcze podeszły w leciech, pełen sił, zakończy życie tak przedwcześnie? Raptus est ne malitia mutaret intellectum ejus aut ne fictio deciperet animam illius. Porwany jest, aby złość nie odmieniła umysłu jego, albo omamienie nie zwiodło duszy jego. – O śmierci bolesna, jakże na długo będzie pamięć twoja. O wielki i miłosierny Boże! który powoływasz wybranych w chwilach dla ich zbawienia najpożyteczniejszych.

Trudno temu uwierzyć, że czcigodnego ś. p. Prałata już niema nietylko w plebanii, ale i w okolicy – a tylko zwłoki jego tu jeszcze na chwilę pozostają. Żegnaj więc nam czysty dusz naszych oblubieńcze – przewodniku nasz, miłośniku prawdziwy. Już cię więcej w tej ziemskiej pielgrzymce nie ujrzymy. Bojowaniem dobrem się potykałeś, zawoduś dokonał – wiaryś dochował, dlatego odłożon ci jest wieniec chwały. Chrystus, któregoś naukę tak gorliwie opowiadał i cnoty tak wiernie wyrażał – czeka na cię.

Wieczny odpoczynek wybranemu Twemu racz dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki Amen.”

„Przegląd Katolicki” (10.03)1898, nr10, s. 14-15.

***

ZMIANY W DUCHOWIEŃSTWIE

Przeniesieni administratorzy parafii:

[…] ks. Stanisław Skulski z Koźminka do Zagórowa; […]

Przeniesieni wikatyusze parafii:

[…] ks. Józef Szadkowski z Zagórowa do Borowna; […]

Zmarli:

[…] ks. Jan Trojanowski, adm, par. Zagórów; […]

„Przegląd Katolicki” (14.07)1898, nr 28, s. 11.

2 myśli na temat “Ks. Jan Nepomucen Trojanowski

  1. Interesujący artykuł. Tytułem uzupełnienia i – w jednym przypadku – sprostowania dodam do niego trzy uwagi:
    1) Aleksander Przewalski był malarzem, a nie rzeźbiarzem.
    2) Umieszczony na początku artykułu wizerunek księdza Trojanowskiego, opisany jako: „Zdjęcie J. Trojanowskiego z rodzinnego albumu pana Marka Konopińskiego”, to wydarta kartka z publikacji księdza Michała Ciesielskiego „Pamiątka pierwszej setnej rocznicy koronacyi cudownego obrazu św. Józefa w kolegjacie kaliskiej”, Kalisz 1897.
    3) Wotum złożone w setną rocznicę koronacji obrazu św. Józefa Kaliskiego przez ks. Trojanowskiego i zagórowskich parafian zachowało się do dzisiaj w sanktuarium św. Józefa w Kaliszu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s