Ks. Piotr Widawski – urodzony w Zagórowie przeor cysterski w Bledzewie

Autor : Jarosław Buziak

01 widawski piotr portret
Piotr Widawski – portret

Ks. Marek Piotr Widawski ur. się w dniu 25 kwietnia 1774 r. w Zagórowie „ze skromnych, ale pobożnych rodziców” [1]. Edukację elementarną rozpoczął w szkole w Zagórowie, a następnie kontynuował ją w Słupcy, gdzie uczył się gramatyki i łaciny [2].

W opactwie cysterskim w Bledzewie

Po przekroczeniu bramy zakonu kontynuował naukę, zgłębiając tajniki retoryki, filozofii i teologii. W dniu 19 sierpnia 1791 r. przyjął habit zakonny w Bledzewie i imię zakonne Piotr, a w dniu 30 lipca 1797 r. został wyświęcony na kapłana.  Posługę zakonną pełnił w Bledzewie i tak o niej napisał po latach: „Z mojey teraźnieyszey posady jestem kontent i nieżądam niczego, jak tylko pragnę żyć i umierać w klasztorze i Pana Boga chwalić”. Posiadał głęboką wiedzę teologiczną, a specjalizował się w historii kościelnej i bibliografii teologicznej. Doskonale znał historię polską. Zapamiętany został jako kapłan pobożny i gorliwy.

W klasztorze sprawował ważne obowiązki, i przez lata spędzonych wśród mnichów piastował funkcje bibliotekarza, archiwisty, skarbnika, nauczyciela [3], a za rządów przeora ks. Nepomucena Kabacińskiego był jego zastępcą [4].

W dniu 13 czerwca 1831 został wyniesiony na godność przeora w klasztorze bledzewskim, a za zasługi na rzecz zgromadzenia przyodziano go godnością notariusza świętej stolicy apostolskiej. „Pracował, bo to było jego obowiązkiem, nie oglądając się za żniwem, pracę Bogu poświęcał, bo jemu od młodości służyć poślubił. Ktoby był wstąpił w wspaniałe klasztoru bledzewskiego mury, widział rządy tak znakomitego przełożonego, przyjrzał się skrzętnéj w bibliotece i w archiwum troskliwości nieboszczyka z takiém światłem i tak chętnie zbierającego nowe nabytki i starych pilnującego zasobów”.

Po roku 1815 miasteczko Bledzew zostało wcielone do Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Zakaz przyjmowania do klasztoru nowicjuszy wymusił powolny upadek klasztoru. Ostatnim zarządcą bledzewskim był profes i przeor pelpliński, ks. Mateusz Prądzyński, a po jego śmierci w 1829 r. zarząd nad klasztorem sprawował profes bledzewski, przeor ks. Piotr Widawski. W roku 1820 Ministerstwo Spraw Duchownych odebrało klasztorowi prawo patronatu nad kościołem w Rokitnie. Kasata klasztoru bledzewskiego nastąpiła na mocy rozporządzenia Ministerstwa Spraw Duchownych z dnia 4 lipca 1835 r. i do końca tego roku zamknięto klasztor, a mieszkających tam zakonników oddelegowano do różnych parafii w diecezji poznańskiej. [6] Pozostał w bledzewskim klasztorze do czerwca 1837 r., kiedy to po zniesieniu zakonu przez rząd pruski otrzymał rozkaz przeniesienia się do Obry [5].

W opactwie cysterskim w Obrze

Od początku stycznia 1836 r. wszystkie zabudowania opactwa w Bledzewie znalazły się pod administracją władz pruskich. Klasztor zamierzano początkowo przekształcić na seminarium nauczycielskie, ale projekt przeniesiono i zrealizowano go w Paradyżu. Następnymi pomysłami było utworzenie w murach klasztornych siedziby sądu, letniej rezydencji biskupów, czy też fabryki. Nie zyskała akceptacji propozycja przekazania zabudowań cystersów bledzewskich parafii katolickiej, w zamian za zgodę odstąpienia fary bledzewskiej ewangelikom. Ostatecznie na mocy obwieszczenia rejencji z 11 grudnia 1842 r. kościół i klasztor w Bledzewie został wystawiony na licytację. W dniu 21 lutego 1843 r. zakupu dokonali trzej mieszczanie bledzewscy. I zgodnie z zawartą umową sprzedaży obiekty te zostały rozebrane [6].

W nowym miejscu z „bólem serca” śledził informacje o sprzedaży i rozbiórce klasztoru w Bledzewie, w którego spędził wiele lat swojego życia. W Obrze sprawował obowiązki kapłańskie i wspierał w pracy miejscowego proboszcza. Pozostał do końca życia wierny regułom zakonnym, zachował swój ubiór, a na ścianach swej celi powieszone miał szkice bledzewskiego klasztoru [7].

Po osiedleniu Jezuitów w Obrze w ścianach klasztornych odżyło życie zakonne. Fakt ten sprawił przeorowi Widawskiemu wielką przyjemność i odtąd ciągle powtarzał, że „prosi P. Boga by ich tam zatrzymał do jego śmierci, pragnąc śród zakonników skończyć” [8].

Poświęcenie obrazu Matki Bożej Pocieszenia w Obrze

Kult Matki Bożej Pocieszenia zaczął rozwijać się po 1835 r., kiedy to landrat babimojski Bitter wraz z żandarmami wtargnął do klasztoru obrzańskiego. Zerwano wówczas z obrazu srebrną sukienkę Matki Bożej wraz z wyjątkowej wielkości brylantem. Obdarty z kosztowności obraz został zamknięty w kapitularzu zakonnym na klucz, który został przekazany urzędnikom administracji rządowej. Wśród miejscowej ludności zaczęto coraz częściej mówić o Matce Pocieszenia jako o obrazie cudownym, słynącym łaskami. W 1838 r., po długich negocjacjach Kurii Arcybiskupiej w Poznaniu z urzędami pruskimi, proboszcz Franciszek Władysław Lewandowski otrzymał obraz Madonny i przekazał go okolicznej ziemiańskiej rodzinie Prota Mielęckiego z Karny, który zawiózł go do malarza w Poznaniu, w celu poddania go renowacji, a następnie do złotnika, aby ozdobić go w sukienkę i koronę. W lutym 1839 roku obraz powrócił z Poznania do Obry. W czasie sumy odpustowej ku czci św. Walentego w dniu 14 lutego, odprawionej w kościele pod jego wezwaniem, obraz poświęcił ks. Piotr Widawski, spędzający ostatnie lata życia w obrzańskich murach jako emeryt-rezydent, a kazanie ku czci Matki Bożej Pocieszenia, wygłosił mansjonarz wolsztyński ks. Walenty Reichert.  Po odpuście wizerunek Madonny został umieszczony w bocznym, środkowym ołtarzu przy ścianie północnej do publicznego kultu. Odtąd rozpoczęły się pielgrzymki okolicznych mieszkańców przed ołtarz, aby „powierzać swoje sprawy Obrzańskiej Pani” [9].

Poświęcenie kamienia węgielnego pod budowę kościoła w Kłębowie

W maju 1823 r. podczas wielkiego pożaru miasta Kębłowa spłonął drewniany kościół. Trudu odbudowy świątyni podjął się miejscowy proboszcz ks. Jan Kunze. Prace budowlane rozpoczęte zostały w lecie 1852 r. od uroczystego poświęcenia kamienia węgielnego przez ojca przeora Piotra Widawskiego, który przybył z Obry pomimo podeszłego wieku i uciążliwości zdrowotnych. Choć tradycyjny wieniec zawisł na szczycie nowych murów świątyni w listopadzie następnego roku to trudności finansowe spowodowały, że budowa zakończona została dopiero w latach 70. XIX w. dzięki wsparciu w 2/3 Królewskiej Regencji w Poznaniu, a w 1/3  parafian. Wybudowany wówczas kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja na kamieniu węgielnym poświęconym przez Widawskiego służy mieszkańcom Kłębowa i okolic do dziś [10].

Twórczość literacka

Ks. Piotr Widawski był autorem kroniki opactwa bledzewskiego. Jego opracowanie pod tytułem „Wiadomość historyczno-chronologiczna o fundacji klasztorów w Nowym Doberlugu, w Zemsku i w Bledzewie XX. Cystersów” zostało opublikowane w „Archiwum Teologicznym” ks. Jabczyńskiego I, 472 i II. 55. Spod jego pióra wyszedł także artykuł „Kościół i klasztor księży cystersów w Bledzewie”, opublikowany w „Przyjacielu Ludu” z 1843 r. X. 49, z rycinami przedstawiającymi kościół i klasztor [11]. Tekst ten ponownie ogłoszony został drukiem w „Tygodnik Illustrowanym” z r. 1862, V, 57, pod tym samym tytułem i z tymi samymi rycinami [12]. Lata swojej emerytury przeor Piotr Widawski spędził w Obrze i był pierwszym historykiem, który spisał dzieje obrzańskiego opactwa cysterskiego i jego klasztoru. Warto przytoczyć w tym miejscu słowa tekstu rozpoczynającego historię opactwa, które charakteryzują stosunek autora do przeszłości. Ks. Piotr Widawski napisał, że „pamiątek ojczystych i tego wszystkiego, co jakąkolwiek historyczną mając wartość i nas żyjących ciekawie zajmuje i naszych potomków równą ciekawością napełniać będzie” [13]. Przez wiele lat układał rubricele dla całego zakonu cysterskiego w Polsce [14].

Ostatnie lata życia

Kilka lat przed śmiercią obchodził o. Widawski jubileusz swojej pracy duchownego. Na pamiątkę tego wydarzenia zawieszono w kościele jego portret, na którym ubrany jest w habit cysterski, do którego przypięty został Order Orła Czerwonego IV klasy, wręczany nieraz zasłużonym kapłanom przez władze pruskie z okazji jubileuszów 50-lecia kapłaństwa [15].

01 widawski piotr portret
Piotr Widawski – portret

Po długiej chorobie przeor ks. Piotr Widawski zmarł 15 października 1854 r. Uroczystości pogrzebowa wybitnego kapłana stała się jednym z najważniejszych wydarzeń z pobytu jezuitów w Obrze. W dniu 17 października złożyli oni jego ciało do grobu w sklepie kościoła obrzańskiego, w sąsiedztwie ks. Karola Antonowicza. W następnym dniu odbyło się nabożeństwo żałobne, które celebrował ks. Stanisław Kinosowicz, a mowę pogrzebową wygłosił ks. Aleksy Prusinowski [16], który wspominał ostatnie chwile jego życia w słowach:  „Z jaką cierpliwością znosił długoletnie kalectwo, przykrą słabość czasów ostatnich, jak mało sobie folgował, widzieliśmy to wszyscy; zatrudniony do chwili zgonu nieomal nie skarżył się, owszem zakłopotanych o jego zdrowie, troskliwych o ulżenie boleściom, on potrzebujący pociechy sam pocieszał zapewnianiem ustawiczném, że go nic nie boli, nic mu nie dolega. – A przecież nie była to niebaczność do życia tęskniąca a z przelęknienia się śmiercią nawet obawę śmierci oddalająca, bo gdy zbliżała się skonania godzina, on przed chwilą jeszcze chodzący, zaprasza wszystkich obecnych w miejscu kapłana, ogłasza, że śmierci godzina bliska i przysposobienia religijnego na śmierć się domaga. Przyjął Sakramenta święte i skonał – dzisiaj już złożone ciało do grobu a dusza przed Bogiem stanęła” [17].

Przypisy:

[1] A. Wyrwa, B. Kucharski, Szlak cysterski w Wielkopolsce, Poznań 1996, s. 88.

[2] P. Zając, Kasata Klasztoru Cystersów i pierwsze lata duszpasterstwa diecezjalnego w Obrze (1835-1840), w: Ecclesia. Studia z Dziejów Wielkopolski, 2011, t. 6, s. 166; AAP, Personalia zbiorcze dekanat śmigielski [1829], sygn. OA III 54, k. 79r-V.

[3] Przegląd Poznański, 1854,  t. 9, s. 535.

[4] „Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego”, 1830, nr 69, s. 990.

[5] Przegląd Poznański, 1854,  t. 9, s. 539.

[6] Ks. D. Śmierzchalski-Wachocz, Matka Boża Obozowa. Geneza i rozwój kultu obrazu Matki Boskiej Rokitniańskiej do 1945 roku, w: Sanktuarium Rokitniańskie. Dzieje i konteksty, pod red. G. Chojnackiego i A. Draguły, Zielona Góra 2009, s. 13.

[7] Przegląd Poznański, 1854,  t. 9, s. 535.

[8] Ibidem, s. 536.

[9] A. Wojtczak, J. Sowa, Obrzańska Matka Boża Pocieszenia, w. Studia Gnesnensa, 2011, t. 15, s. 384-385.

[10] http://www.parafiakeblowo.pl/pliki/dzieje_keblowa.pdf, z dnia 15.07.2015 r., s. 15-16.

[11] R. Witkowski, Jerzy Schwengel (1697-1766) – przeor kartuzji kaszubskiej i dziejopis Kościoła, Poznań 2004, s. 239.

[12] „Warta”, 1885, nr 599, s. 5308.

[13] K. Wawrzynowicz, Obra. Zarys dziejów, Wolsztyn 2007, s. 62.

[14] „Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego”, 1830, nr 69, s. 989.

[15] P. Zając, op. cit., s. 209.

[16] Ibidem, s. 209.

[17] Przegląd Poznański, 1854,  t. 9, s. 541.

***

Teksty źródłowe:

02 kosciol i klasztor w bledzewie

Jeżeli miło jest czytelnikom, „Przyjaciela ludu” znajdować w tém godnem utrzymania się w najdłuższe czasy piśmie wizerunki starożytnych, i nowszych obcych pomników (2),  tém miléj zaiste jest dla nich, widzieć w niém prawdziwy skład pamiątek ojczystych i tego wszystkiego, co jakążkolwiek historyczną mając wartość i nas żyjących ciekawie zajmuje, i naszych potomków równą ciekawością napełniać będzie. Tym to sposobem kojarzy się święty węzeł przeszłości z obecnością, obecności z przyszłością. Jak dla nas mają, i dla potomności mieć będą wielką wartość wizerunki wystawiające nam czy to posąg Apollina Belwederskiego, zdobięcego dziś muzeum francuzkie, grupę Laakoona, niegdyś własność Watykanu, późniéj zwyciężcy Napoleona, bramy tryumfalne Konstantyna, Sewera, Tytusa, które Rzym dotąd po części w ruinach posiada; czy najstarożytniejsze obeliski i piramidy egiptskie; czy groby Królów perskich jeszcze w rozwalinach persopolitańskich podziwiane; czy posągi zwyciężcom w potrzebach, lub zasłużonym w innym względzie mężom, a niekiedy i niegodnym ludziom przez nikczemnych pochlebców wznoszone; tak drogim są dla nas i równie drogim dla potomności będą datkiem wizerunki pomników uobecniających wielkość, godność, wspaniałość, żądzę sławy, lub pobożność przodków naszych, a noszących na sobie piętno sztuki w obszerniejszém, w ściślejszém, lub właściwém znaczeniu.

Niestety! nic na tym podksiężycowym świecie nie ma stałego, nic wiecznie trwałego. Z czasem tak liczone między cuda kunsztu dzieła sławnych Polidorów, Athenodorasów, Agesanderów; szczytne twóry Andżelów, Rafaelów, Smuglowiczów, Kanowów, Dawidów, Thorwaldsenów, i innych słynnych mistrzów, równie jak straszydła kramarskie, na których widok, wzdryga się umysł, oko mgłą zachodzi, jednemu i temu samemu ulegają losowi. Ileż to w oczach naszych przodków niezginęło wzniosłych, świetnych, godnych zachowania dla odleglejszéj potomności pomników, o których z mniéj więcéj dokładnych opisów, lub rysunków, a nawet tylko domysłów, częsiokroć ledwie słabe powziąść można wyobrażenie! Ileż z powierzchni ziemi, jak słusznie dorozumiewać się godzi, niezniknęło szczytnych dzieł sztuki, o których istnieniu wcale wiadomość do nas niedoszła! Ileż, co nam z opisów, podań, opowieści wiadomo, nierunęło w kolei wieków najwznioślejszych budowli, wielkich pamiątek, drogich zabytków starożytności, z któremi wiele błogich łączy się wspomnień? Wszystko to albo okrutny ząb czasu, który rzeczy ziemskie gryzie, albo barbarzyńska ręka ludzka, która się tylekroć – na najświętsze targnęła pomniki, lub żywioł jaki w gwałtownym wybuchu w proch roztrąca, wniwecz obraca. Wszystko, co jest ziemskiego, temu smutnemu nareszcie ulega losowi. Czycha on – że pochwycę nić z najświeższych zdarzeń – i na owe tak gorliwie strzeżone od upadku i do najdłuższego w rzeczywistości zachowania upoważniające olbrzymie architektoniczne sztuki, jakie nam wskazuje np. kościół metropolitalny w Kolonii, wieża kościoła Ś. Szczepana w Wiedniu, kościół Ś. Wita na Chradczynie w Pradze. Trwalsza bowiem tęcza na niebie, trwalsze sławne wodospady Niagary na ziemi; ponieważ dzieła tamte, są dziełami ludzi, to zaś dziełami Boga; bo taka jest różnica między Bogiem, twórcą natury, a człowiekiem, twórcą sztuki. Tém większą okazywać należy troskliwość o zachowanie podobnych rzeczy dla potomności przynajmniéj w obrazach. My szczęśliwsi pod tym względem od przodków naszych, mamy do tego rozliczne sposoby, które zawdzięczamy wzmagającemu się co raz bardziéj przemysłowi, pomnażającym się z każdym rokiem wynalazkom, owo zgoła, postępującéj olbrzymim krokiem oświacie. Tém większéj czci, tém silniejszych uwielbień stają się godnymi mężowie, zajmujący się gorliwie zbieraniem ciekawie wszechstronnie pamiątek ojczystych, i przekazywaniem ich potomności w obrazach, i opisach. Cześć i uwielbienie u nas [str. 49] Lelewelowi, mężowi znanemu z głębokiéj uczoności, z niezmordowanéj pracowitości i żelaznéj w przeciwnościach wytrwałości; Hr. Edw. Raczyńskiemu, obywatelowi uczonemu, i o wzrost nauki między nami wielce starannemu, zamożnemu i w zamożności piękny użytek czyniącemu, chwała, i podobnie im działającym mężom! I któżby niebędąc miotany przesądem, owładniony lekkomyślnością, lub wiedziony niespokojnym umysłem, niezłożył chętnie tego hołdu na ołtarzu zasługi? Któżby nie pragnął przejścia także imion mężów takich wraz z ich dziełmi do potomności? Mężów, którzy są prawdziwymi zachowawcami w niepokalaniu uczucia narodowości? Niemyśląc, niemogąc, i niechcąc myśleć o prawie do najmniejszego podobnego względu, lecz mogąc iść i chętnie idąc choć na maleńką skalę za ich godnym naśladowania przykładem, postanowiłem wypłacić skromną dań tego rodzaju w „Przyjacielu ludu”, w tym wizerunkowym składzie pamiątek narodowych. Przedmiotem jéj jest kościół i klasztor Księży Cystersów w Bledzewie. Niemoże on się ubiegać o palmę artystyczną, ani ze zniesionym w roku 1810. klasztorem gryżowskim (Grüssau) Ks. Cystersów, słynnym z architektoniki, i malowań alfreskowych, a znanym już z opisu w Przyjacielu ludu Nro. 52. w roku 8. na stronicy 409-410., w Szląsku; ani z istniejącym dotąd, i wielce użytecznym dobru publicznemu, wzniosłym i bogatym w spaniałe zabytki architektoniczne, rzeźbiarskie i malarskie klasztorem osseckim (Ossecum) Ks. Cystersów, w Czechach. (3) Budowla, o której w wizerunkach zachowanie, czuje się pisarz niniejszego artykułu z powołania być dbałym, jakkolwiek do podrzędnego poczetu dzieł kunsztu należy, zawsze przecież, jako pamiątka historyczna, godna jest zachowania dla naszych potomków, aby oni widząc, [str. 50] jak i co jest za ich życia, mogli także wiedzieć, jak, co i dla czego przed nimi na téj cząstce ziemi polskiéj było. Niknie właśnie z oczu naszych kościół i klasztor Księży Cystersów w Bledzewie. Chcąc uratować pamiątkę, i wyrwać niepamięci, że kiedyś i gdzie istniał, załączam dwa rysunki. Nie dozna on losu, jakiego doznała niegdyś piękna budowa kościoła pod tytułem: Śgo Henryka, i klasztor Księży Cystersów w Nowym Doberlugu, fundowanego na wzgórku przy rzece Obrze, (4) niedaleko dzisiejszego młyna starodworskiego w latach 1232.-1235. przez Władysława plwacza, Książęcia wielkopolskiego. (5) Sprowadziwszy on siedmiu zakonników z klasztoru doberluckiego z górnych Łużyc, wyznaczył im, za poprzedniém zezwoleniem dziedziców wsi Zemska, Eustachiusza i Wojzeszka, miejsca puste i błotniste przy rzece Obrze na wzgórku, i kazał im wybudować kościoł drewniany, równie i pomieszkania dla nich, a na ich utrzymanie pięćset morgów gruntu między rzeczką Puniqua (Punikwa) darował wieczyście, przywilejem zatwierdził, i Nowym Doberlugiem nazwał.

 

Zakonnicy ledwie 50 lat tu zamieszkać mogli, albowiem częste wezbrania rzeki Obry, smutne zawsze po sobie zostawiały ślady, tak dalece, że w roku 1263. tak wielki był wylew tej rzeki, że w kościele klasztornym, na półtora [str. 51] łokcia stała woda, i dla tej przyczyny, kazali zakonnicy ten kościoł rozebrać, i przewieść do bliskiéj wsi Staregodworku, gdzie stał aż do roku 1705., a zakonnicy przymuszeni byli, przenieść się do wsi Zemska, darowanéj im w roku 1260. przez dwóch braci, Eustachiusza i Wojzeszka, gdzie około roku 1280. wybudowali kościoł pod tytułem: Zwiastowania N. Maryi Panny, przez połowę murowany, a przez połowę drewniany,  i pomieszkania z drzewa (7) dokąd się, lubo nie wszyscy, przenieśli (8) około roku 1285.

 

03 kosciol i klasztor w bledzewie

Lecz i tu mieszkali niespełna 130 lat, ponieważ dla braku wody przymuszeni byli obrać sobie inne miejsce dogodniejsze dla swego przyszłego pomieszkania, i założyć fundamenta kościoła i klasztoru w Bledzewie, dokąd pomiędzy rokiem 1407.-1414. przeprowadzili się z Zemska, i gdzie już odtąd stale przemieszkiwali, lubo różnych klęsk przez rozmaite przypadki doznawali, a największa dotknęła ich klęska w roku 1592., w którym kościoł i klasztor stał się pastwą płomieni. Tego samego roku dnia 26. Sierpnia (10) obrany był Opatem Ks. Sebastyan Grabowiecki, pod ten czas będąc dopiero Klerykiem, zalecony przez Najjaśniejszego Króla Zygmunta III. zgromadzeniu bledzewskiemu, od tegoż Króla potwierdzony dnia 28. Września 1592 r. Ten po objęciu rządów klasztoru, zajął się zaraz odbudowaniem kościoła, wraz z podniebieniem, i ukończył go w roku 1595. W następnym roku 1596. kościoł ten przez Suffragana poznańskiego, J. Ks. Jakóba Brzeźnickiego, został poświęcony. Rzeczony Opat zaczął także i pomieszkania dla zakonników z cegły palonéj stawiać, lecz śmierć nieprzepuszczająca żadnemu śmiertelnikowi, wątek życia jego przerwała dnia 19. Października 1607 roku, a dopiero następca jego, Ks. Jan Dłuski, Opat bledzewski, zaczęty klasztor przez poprzednika swego, wraz z innémi budowlami dokończyć kazał. Oprócz tego, wspomniony Opat opatrzył zakrystyą we wszystkie potrzeby kościelne, a dla ozdoby kościoła chóry czyli stalla zrobić kazał w różne sztucznie wykładane figury, które jeszcze dzisiaj widzieć można w kościele parafialnym rokitnickim i bledzewskim.

 

Klasztor Księży Cystersów w Bledzewie, wybudowany przez wspomnionych Opatów, oparłby się był kilku wiekom dla trwałości materyału, lecz dla swéj szczupłości był za mały i niewygodny, dla pomnażającéj się liczby zakonników. Z téj przyczyny Ks. Aleksander Benedykt Gurowski, Opat bledzewski, obrany w roku 1722. dnia 16. Czerwca, zaczął obszerniejsze z cegły palonéj budować dla zakonników pomieszkania, od strony zachodnio-północno-wschodniéj, (patrz rysunki) które ukończył w roku 1736., aż do murów starego klasztoru. (11) Było jego zamiarem daléj rozszerzać klasztor, (l2) lecz śmierć zaszła dnia 20. Lutego 1742 roku zamiar budowania zniweczyła. Następcy dwaj jego, Ks. Michał Gorczyński i Ks. Michał Konarzewski, Opaci bledzewscy, żadnego nie uczynili kroku do dalszéj budowy klasztoru. Następca ich obrany w roku 1756. dnia 21. Sierpnia, (13) Opat bledzewski, Ks. Michał Józef Loka, wielki miłośnik [str. 54] budowania (14) miał szczera chęć wystawić nowy kościół klasztorny w Bledzewie dla wielkiéj jego ruiny, a osobliwie podniebienia kościelnego, które w roku 1761. zarwało się w godzinę po odprawionéj jutrzni, lecz zawczesna śmierć tego nieodżałowanego Prałata, która nastąpiła dnia 1. Marca 1762. roku, niedozwoliła mu wykonać szczerych jego życzeń. (15)

 

Po śmierci Ks. Michała Józefa Loki, Opata bledzewskiego, z pozostałego po nim majątku, w roku 1765., zaczęło zgromadzenie braci budować drugą część klasztoru od strony północno-wschodniéj, (patrz rysunek) bez dołożenia się do tego pod ten czas Opata bledzewskiego, Ks. Franciszka Rogalińskiego, i ukończyło ten ze wszystkiemi potrzebami do zamieszkania w r. 1776. Po ukończeniu téj części klasztoru, zajęło się zgromadzenie budową od strony wschodniéj trzeciej części gmachu klasztornego, i ukończyło go ze wszystkiem w roku 1783., wyjąwszy malowanie kapitularza, biblioteki, które dopiero nastąpiło w roku 1789. przez malarza Ratke z Międzychoda.

 

W następnych latach po rozrzuceniu grożącéj niebezpieczeństwem świątyni Pańskiej, zajęło się znowu zgromadzenie budowaniem kościoła klasztornego, którego fundamenta założone zostały dnia 1. Lipca 1786 roku, a który aż do dachu bez podniebienia i innych ozdób w roku 1797. ukończonym został; a że w tym samym roku wszystkie dobra klasztorowi z rozkazu Najjaśniejszego Króla pruskiego odebrane zostały, i szczupła tylko kompetencya wyznaczoną została, zgromadzenie pozbawione funduszu, dalszéj budowy kościoła zaprzestać musiało; dopiero za wstawieniem się Ks. Onufrego Wierzbińskiego, Opata bledzewskiego, z klasztorem do tronu Najjaśniejszego Króla Wilhelma III., z prośbą o pomoc do jéj ukończenia, otrzymał na ten cel od tegoż w roku 1799. w darze 5,603 talarów, 21 dobrych groszy, z którego to funduszu kościoł klasztorny ukończonym został w r. 1802., a w następnym roku 1803. dnia 30. Maja przez Ks. Onufrego Wierzbińskiego, Opata bledzewskiego, pobłogosławionym został. Opat ten, w krótce po ukończonym tym ś. obrządku, dnia 22. Września tego samego roku, życie doczesne zakończył.

 

Na facyacie klasztornego kościoła był pozłacanemi literami napis następujący: D. O. M. Munificentia Friderici Wilhelmi III. Borussorum Regis potentissimi, Anno Domini MDCCCII finitum.

 

Wszystkich Opatów zemskich i bledzewskich, było ogółem 39. Przez 250 lat początkowi Opaci w liczbie 14 z klasztorów niemieckiéj prowincyi wybieranymi byli na Opatów, (to samo rozumieć o innych klasztorach w Polsce) a osobliwie z Kolonii. Przeto Zygmunt I., Król polski, chcąc temu zapobiedz, wydał Konstytucyą w roku 1511., w któréj postanowił, aby odtąd w królestwie polskiém Opaci zakonni z ojca i matki byli Polakami, i ze szlachetnego rodu. (16) Stósownie więc do tego postanowienia obrany był w roku 1516. pierwszym Opatem bledzewskim w rzędzie 15. Polak i szlachcic Ks. Jan Zeidlitz, Profess klasztoru bledzewskiego, który ze znakomitej pochodził familii w Wielkiéjpolsce.

 

Lubo następnie Opaci bledzewscy przez zakonników obieranymi byli ze szlachetnego rodu Polacy, atoli że ci po większéj części zalecanymi byli przez Królów polskich; a kilku między nimi, nie byli nawet Professami zakonu cysterskiego, i dopiero po swej elekcyi na Opata, professyą czynili, i habit zakonny przyjmowali; (17) to gdy się prawu kanonicznemu i statutom zakonu cysterskiego sprzeciwiało, przeto Aleksander VII., Papież, na prośbę jeneralnego Prokuratora zakonu cysterskiego, wydał Brewe w roku 1666., dnia 19. Kwietnia, w którém postanowił, aby odtąd na Opatów obieranymi byli tylko ci, którzy są Professami zakonu cysterskiego, gdyż w przeciwnym razie elekcya takowa za nieważną uznana będzie; to samo postanowił Klemens IX., Papież, w roku 1668. dnia 7. Grudnia; a naostatek Aleksander VIII., Papież, w roku 1689. dnia 23. Grudnia powyższe postanowienia poprzedników swoich [str. 55] potwierdzi, przez wydane Brewe, które się zaczyna od słów: Debitum Pasteralis Officii. Ostatnim Opatem klasztoru bledzewskiego, był Ks. Mateusz Prądzyński, Profess i Przeor pelpliński, który umarł d. 25. Czerwca 1829 r.

 

Po jego śmierci zarządzali klasztorem bledzewskim aż do kassacyi nastąpionéj dnia 31. Grudnia 1835 r. Przeorowie, z których ostatnim był podpisany Profess bledzewski, teraz w Obrze, (gdzie takie był dawniéj aż do roku 1835. dnia 31. Grudnia, klasztor Księży Cystersów) zamieszkały.

 

Dzisiejszy kościoł i klasztor bledzewski Księży Cystersów obwieszczeniem Królew. Prześw. Regencyi III. z dnia 11. Grudnia 1842 roku, przeznaczonym został na publiczną przedaż, z warunkiem rozebrania tak kościoła, jako i budynków klasztornych, które téż rzeczywiście w drodze licytacyi dnia 21. Lutego 1843 roku z ogrodami i placem klasztornym sprzedane zostały za 4,825 talarów. Jedna część klasztoru, tak nazwana stary Przeorat, gdy to piszę, już była rozebraną.

 

Dzwony dwa (18) klasztorne, które przez dwa wieki na chwałę Boską lud pobożny wzywały, zostały zdięte z wieży, i do kościoła farnego w Bledzewie były przewiezione. Zegar wieżowy wraz z dwoma dzwonami (19) podobnież kościołowi farnemu w Bledzewie (20) przekazane zostały, za poprzedniém zezwoleniem ś. p. Marcina Dunina, Arcy-Biskupa gnieźnieńsko-poznańskiego.

 

Książki z biblioteki klasztornéj w roku 1843. w Styczniu, przewiezione zostały do Międzyrzecza, zapewne dla biblioteki szkoły realnéj.

 

Pisałem w Obrze w Lipcu 1843.

Ks. Piotr Widawski. [str. 56]

—–

(1) Miasteczko na pograniczu Marchii brandeburskiéj, w departamencie poznańskim, w powiecie międzychodzkim (Birnbaum).

(2) Żyjemy niejako w wieku pomników. które też najpomyślniéj udają się pod cieniem drzewa pokoju. I tak w krótkim lat przeciągu, powstały liczne pomniki, a między temi na cześć Ś. Bonifacego, Anglika, pierwszego Niemiec Apostoła, rozkrzewiciela chrześciaństwa, i oświaty, w Fuldzie, Guttenberga, (podług innych Kuttenberga od Kutna hora w Czechach) istotnego wynalazcy druku, w Moguncyi. – Schillera, sławnego wieszcza niemieckiego, w Stutgardzie. – Mozarta, sławnego szczytnemi tworami muzykalnemi, a nieśmiertelnego operą Don Juan, i mszą de requiem, w Salzburgu, i t. d. i już przechodzą z ręki do ręki w wizerunkach. różne pisma czasowe zdobiących, mniéj, więcéj dokładnych.

(3) Na czele tego klasztoru. liczącego dziś przeszło 60 zakonników, z których kilku pełni obowiązki nauczycielskie przy jedném z gimnazyów w Pradze, innych kilku przy gimnazyum pojezuickiém w Kommolau, inni zatrudnieni są pasterskiemi obowiązkami w różnych miejscach, tak, iż w klasztorze jest tylko najwięcéj 25 poświęcających się służbie Boga, i udzielaniu nauk młodszéj braci zakonnéj, stoi szanowny Opat Ks. Salezy Kru”gner, rodem z jednego pobliższych miasteczek czeskich, będący w klasztorze miłości braci, za klasztorem powszechnych uwielbień przedmiotem. (Przed dwoma laty głosiły pisma publiczne, iż mu ofiarowaną była mitra książęca Biskupa wrocławskiego, lecz że się od jéj przyjęcia wymówił). Romantyczna okolica, cuda natury, tak przyjemnemi są oku widza, jak dziejowe pamiątki  osobliwości kunsztu, przyjemnie umysł jego zajmując uzupełniają obraz piękności, jakie są obficie po całym Teplic (mila od Ossecka), obszarze rozlane. W różnych książkach, i dziennikach rozrzucone są szczegółowe opisy tego klasztoru, a niejakiś Pan Urbani poświęcił mu oddzielne pismo, uposażone kilku wizerunkami. Podług tego klasztor założony był pierwotnie przez Jana Hrabię Milgosta w Maskowie, roku 1193., w siedm lat późniéj przeniesiony został do Oseka. (Osek, Wosek, Ossecum, Osseca zapewne męskiego pochodzenia, osekati, wycinać, karczować, trzebić). Pierwsi zakonnicy w liczbie 12. sprowadzeni byli z Bawaryi. (Jak zawsze i w każdym względzie cel usprawiedliwia środki, tak było i w owych wiekach odkąd zaczęły powstawać zakony. Cel, rozkrzewienie wiary Chrystusowéy, światła ewanielii, rozpraszając powoli ciemnotę, a tém samém wiodąc ku oświacie, i pracy przemysłowéj, wywoływało potrzebę sprowadzania zkąd inąd zakonników, ku jego za ich przewodnictwem osiągnieniu. I tak dzisiejsze czysto-przemysłowe stowarzyszenia, wielkie mają podobieństwo z wóczesnémi stowarzyszeniami religijno-przemysłowemi. Zakonnicy wskazując naukami ewangelicznemi ludowi, pod względem potrzeb duszy, niebo, wskazywali mu zarazem pod względem potrzeb ciała, ziemię, a doświadczeniem w pocie czoła czynioném, przekonywali go o korzyściach, jakie z siebie wydaje, i jakiemi plony płacę robotnika wieńczy, nastręczając rozliczne ku zaspokojeniu tych ostatnich potrzeb sposoby. Wiadomo z dziejów ojczystych, ile ziemia nasza winna Benedyktynom, i ich młodszym braciom Cystersom, mianowicie téż pod względem rolnictwa i sadownictwa. Jak indziéj dopełnili tych głównych warunków powołania swego, i po dziś dzień jeszcze dopełniają i Cystersi osiekscy. Wybieranie przez oświeconych już lub przynajmniéj otrząśniętych z barbarzyńskiéj ciemnoty przodków naszych, ile można najprzyjemniejszych, acz w ówczas jeszcze dzikich i ponurych miejsc dla zakonników ku tak wzniosłemu, błogiemu i mozolnemu zawodowi przeznaczonych, było niejako wynagrodzeniem ich samotnictwa, na które wskazani byli, – wynagrodzeniem ich wielkich posług, które ludzkości nieśli, – ich poświęceń, do których zawsze gotowi byli. Tak zaiste duchem ożywion był i założyciel klasztoru osiekskiego). Już około roku 1239. Opat Sławko, mianowany biskupem pruskim, wezwany przyjął na siebie dzieło nawracania Liwończyków i Prusów, dopełniwszy świętego posłannictwa, powrócił w sędziwym wieku do klasztoru, i w krótce tu, pełem zasług położonych w winnicy Chrystusowéj, zakończył na łonie przywiązanych i wdzięcznych braci życie. Rok 1421. dnia 12. Lipca. Hussyci z Pragi z podburzoném pospólstwem, wymordowawszy pozostałych zakonników, zrabowawszy klasztorne sprzęty, klasztor na łup ognia podali. Późniéj klasztor ten wydarty zakonowi cysterskiemu, w kilkadziesiąt lat dopiero w ręce Cystersów powrócił. Wojna siedmioletnia, sprowadziła i na ten klasztor ciężkie kontrybucye, doszczętny prawie rabunek i inne okropne klęski. Pomimo spustoszeń, jakich on w kolei czasów doznał, pozostały jeszcze dotąd z pierwszego założenia cztery krużganki, refektarz, i dziwnéj piękności starogotyckiéj budowy kapitularz, a w nim kamienny pulpit, na którym z zachwyceniem spoczywa oko każdego widza, mianowicie znawcy sztuk nadobnych. Dzisiejsi mieszkańcy z majętności klasztornéj w liczbie około 6.000 dusz, podzieleni są zatrudnieniami gospodarstwa rólnego, przemysłu technicznego, rzemiosł i wyrobnictwa dziennego. Rólnictwo i sadownictwo dowodzą pilności wzorowéj; jednemu i drugiemu sprzyja niebo i ziemia. Wszystkie niemal drogi wysadzone są drzewami owocowymi, które równie przyjemny sprawiają widok oku przechodnia pod czas lata, jak pożywne na zimę pomnażają zasoby dla mieszkańców. Dobytek, około którego skrzętnie chodzą, piękny. Kopalnie węgla kamiennego obfite. Lasy w rozliczne gatunki drzewa zamożne. W Oseku istne od dwóch wieków klasztorna fabryka wyrobów wełnianych białych i czarnych, kolory odzieży cysterskiéj. Tych używają, jak się zdaje, i zakonnicy na swe habity, i kukuły. W dolinie Bernarda papiernia wydaje najpiękniejsze gatunki papieru, które po większéj części idą do Saksonii.

 

Wszystko jest godném, a najgodniejszém widzenia: Kościół klasztorny, kapitularz, galerya obrazów, biblioteka, ogród klasztorny, w nim piękne wodotryski, a śród romantycznych okolic przyjemny wzgórek Salezyusza. Po objęciu rządów klasztornych przez dzisiejszego czci godnego Opata tego imienia, ówczasowy stan rzeczy, wielkiéj w działaniach wymagał sprężystości. Wybór nie mógł paść na godniejszego z braci zakonnych. Dopełnił on i wciąż dopełnia z wielką oględnością wszystkich do urzędu przywiązanych warunków. Bracia zakonni posiadają w nim drogiego ich sercu ojca, klasztor rządnego gospodarza, rząd prawego Kapłana i obywatela, nauki wielkiego opiekuna, uczeni czynnego i prawdziwego wspieracza, przybysze gościnnego bez rozrzutności męża, ubóstwo szlachetnego dobroczyńcę, ludzkość w ścisłém znaczeniu wyrazu przyjaciela, jedném słowem, wszystko w nim objawia wiernego wyobraziciela zalet reguł Śgo Benedykt, godnego syna Śgo Bernarda. Równie dbały z jednéj strony o potrzeby klasztorne, o uświetnienie chwały Boga wewnątrz, jak z drugiéj strony o uprzyjemnienie krótkiego przybyszom latowym pobytu zewnątrz, chcąc jedno z drugiém w harmonijnym pogodzić stosunku, pozostawił, aby ułatwić i braciom i przychodniom przystęp na szczyt góry, a z niéj śliczny widok z miejscowych w odleglejsze okolice, kazać wykuć stopnie w skalistych bryłach, lecz zwirowały zwierzch zeszklony piaskowiec najtwartszéj stali hardy stawiał opór, a naglejsze budowy, naprawy, i inne nieodbite wydatki, kazały oględnemu na wszystko rządcy zaniechać, a przynajmniéj zostawić do sposobniejszego czasu w zawieszeniu wykonanie budowy stopni i tarasu. Knują pomiędzy sobą bracia spisek, ale godziwy, chwalebny, godny naśladowania spisek, aby przywiedzeniem onego do skutku uczcić pamięć dobrego ojca i okazać się jeszcze w oczach późniéj potomności przywiązanymi jego synami. Wyrzekli oni w swéj braterskiej zmowie: „Niech się stanie” i stało się. Nakładem ich pekuliszowskiego grosza stanęła zamierzona przez czci godnego Prałata budowa. Poddał się w krótkim czasie stałemu ich przedsięwzięciu zuchwały głaz, bracia stoczyli ciężki z serc swoich kamień, a miano: „Wzgórek Salezyusza” świadczyć będzie potomnym o miłości zakonników, ku ich zakonnemu ojcu, o wspólném ich usiłowaniu zdziałania obecnością pociechy dla przyszłości, a przechodzień karmiąc swe oczy ze szczytu góry przepysznemi obrazami, jakie mu romantyczne nastręczają okolice, błogosławić będzie twórcom, którzy mu doń szczodrobliwą ręką przystęp ułatwili. W roku 1834. dnia 31. Sierpnia odbyło się z wielką uroczystością poświęcenie tego pięknego dworu. Było to prawdziwe święto niespodzianki braci dla braci, synów dla ojca. W odśpiewanym hymnie wylane są uczucia serc braterskich. Umieszczam tu ostatnią zwrotkę w polskim przekładzie:

 

„Niech jeszcze długo Twe oko podziwia,

Z miejsc tych cudownéj natury przedmioty;

A wiek Twój błogi niech nas uszczęśliwia,

Byśmy Ciebie wielbiąc, szli torem Twéj cnoty.”

 

Pamięć tego dzieła złożona jest w następującym chronogramie:

 

AbbatI saLesIo fILII pIetate ConCorDes

VIaM In VIa In saXa pararVnt.

 

(Opatowi Salezyuszowi wdzięczne klasztorowi dzieci, tę bezdrożną skałę przystępną zrobili.)

 

Odczytanie opisu kościoła i klasztoru bledzewskiego Księży Cystersów, umieszczonego niegdyś w archiwum teologiczném (w roku 1836.) i porównanie go z opisem klasztoru osekskiego przez Pana Urbani, przekona o wielkiém podobieństwie losów klasztoru bledzewskiego z losami klasztoru osekskiego Księży Cystersów, a przekonanie to usprawiedliwi dostatecznie ten przydłużny nieco przypis. I jeden i drugi doznał smutnych spustoszeń, jakie zrządzają to rozhukane żywioły, to barbarzyńskiéj zemsty ludzkiej, co uniesieni jakimkolwiek szałem lub chciwi łupów, zbrojną mieczem prawicą sięgali po głowy modlących się w przybytku Boga niewinnych ofiar, a świętokradzką lewicą po drodze sprzęty na służbę jego poświęcone. Wiadomo, co klasztor osekski spotkało z strony Husytów! Wiadome jego losy z czasem siedmioletniéj wojny! I klasztor bledzewski, równie miał swoich plądrujących Hussytów, choć nie pod wodzą równie sławnego, jak osławionego Ziski! Głoski kroniki jednego i drugiego klasztoru stawiają nie tylko obraz nieszczęść, ale téż i sławy. Wydał klasztor oseski z pośród siebie słynnych teologów, między innymi ś. p. Eugeniusza Worella, znanego z traktatu teologiczno-kanoniczno-moralnego, który w r. 1727. przypisany został Opatowi bledzewskiemu, Ks. Aleksandrowi Benedyktowi Gurowskiemu. Klasztor bledzewski wydał z swego zgromadzenia Biskupa chełmińskiego, Ks. Jana Kazimierza Opalińskiego; miał równie sławnych teologów, i uczonych mężów, którzy nie tylko ojczyźnie, ale i zakonowi użytecznymi byli, a między innymi przed 56 laty był ś. p. Ks. Urban Flaum, nauczyciel wyższéj szkoły w Wschowie. Jedno tylko ma Bledzew do pozazdroszczenia Oseckowi: Raju na ziemi i trwalszego na niéj pobytu! Bledzew późniéj zaczął i prędzéj skończył swą bytność, wcześniéj dopełnił swego posłannictwa! Sic eunt fata!

(4) To miejsce dotychczas pospolicie po niemiecku nazywają Klosterwintel mieszkańcy bliżsi miejsca tego.

(5) Obszerniejszy opis kościoła i klasztoru, znajduje się w Archiwum teologiczném, wydawaném przez J. Ks. Jabczyńskiego, Kanonika metropolitalnego poznańskiego, w r. 1836., w zeszycie 4. na stronicy 474 i następnych.

(6) Pięciowiekowy ten kościoł, stał aż do roku 1779., w którym był rozebrany, a inny na tém miejscu kosztem klasztoru w następnym roku z cegły palonéj postawiony, przez Ks. Celestyna Kiedrzyńskiego, od ten czas Przeora i Proboszcza bledzewskiego.

(7) Z tych pomieszkań niektóre stały do r. 1783.

(8) Zupełne przeniesienie się zakonników z Zemska do Bledzewa, dopiero nastąpiło około roku 1578.

(9) Z rękopismów klasztornych niemożna było dojśdź, z jakiego materyału był budowany kościoł i klasztor w Bledzewie, atoli z pozostałej jednéj ściany kościelnej przy tak nazwanym starym Przeoracie, i z napisów gockim charakterem, okazuje się, że kościoł był murowany.

(10) W Archiwum teologiczném, wydawanem przez J. Ks. Jabczyńskiego, Kanonika metropolitalnego poznańskiego, w roku 1836., w zeszycie 4., na stronicy 494. mylnie wydrukowany jest rok l582. jego obioru, powinien być rok 1592.

(11) Od strony zachodniéj stała jeszcze jedna tego klasztoru strona, w któréj na dole był refektarz, i tak nazwany stary przeorat; a na górze szczupłe celki niezamieszkane. Ten zabytek dwuwiekowy, już w miesiącach Maja i Czerwca 1843 r. był rozbieranym.

(12) Zajął się także budową kościoła rokitnickiego, na pagórku, przy wsi Rokitnie, zaczętą przez rodzonego brata jego, Ks. Józefa Gurowskiego, Opata bledzewskiego, którą aż pod dach doprowadził. Tę po jego śmierci następca Ks. Michał Gorczyński, Opat bledzewski, z niewiadomych przyczyn rozebrać kazał, a na inny kościoł w Rokitnie założył fundamenta w roku 1742. na pagórku, lecz niedokończywszy go tylko pod dach, umarł. Następca jego Ks. Michał Konarzewski, Opat bledzewski, zatrudniał się wprawdzie budową tego kościoła, lecz i ten niedokończył go, życia dokonał. Dopiero Ks. Michał Józef Loka, Opat bledzewski, reszty budowy dokończył, i do tego stanu doprowadził kościoł w Rokitnie, jak go dzisiaj oglądać można. Miał także wspomniony Opat. Ks. Loka, szczerą intencyą wybudować przy tym kościele klasztor, i przenieść zgromadzenie z Bledzewa do Rokitna, lecz zamiar jego dla słusznych przyczyn, nieprzyszedł do skutku. – Z listu Ks. Władysława Lewandowskiego, Prof. bledz., pisanego w roku 1762. dnia 22. Maja do Ks. Franciszka Rogalińskiego, obranego Opata bledz., bawiącego pod ten czas w Rzymie.

(13) Zaraz po śmierci Ks. Aleksandra Benedykta Gurowskiego, Opata Bledzewskiego, bawiąc pod ten czas w Rzymie Ks. Michał Józef Loka, wyrobił sobie, bez wiedzy zgromadzenia bledzewskiego, u Stolicy apostolskiéj Brewe na Opactwo bledzewskie, pod dniem 17. Kwietnia 1742 r., jedynie w téj myśli, aby kościoł w Rokitnie przez Opatów Józefa, i Benedykta Gurowskich zaczęty (który później był rozebrany) mógł dokończyć, lecz że wprzódy dnia 28. Marca t. s. r. został przez Członków zgromadzenia obrany kanonicznie Ks. Michał Gorczyński, Opat paradyski, Opatem bledzewskim, dla téj przyczyny, zgromadzenie go za Opata nieuznało, i był przymuszonym, zamiarów swych odstąpić. W dwa lata późniéj został Opatem oberskim.

(14) Będąc wprzódy Opatem oberskim od r. 1744. do 1756., zaczęty kościoł murowany przez poprzednika swego Ks. Remigiana Guilelma Bystrama, Opata oberskiego, obranego w roku 1722., dokończył. Wieżę w środku kościoła miedzią pokrył. Podniebienie kościelne przez malarza Brzozowskiego z Poznania, malować kazał. Statuę kamienna Ś. Jana Nepomucena wraz z postumentem, stojącą przy kościele oberskim, w roku 1749. wystawić kazał. (Obacz rycinę w Przyjacielu ludu  Nr. 27. r. 8. na str. 213.)

(15) Ks. Loka, w przeciągu piąciu lat swoich rządów, jako Opat bledzewski, wystawił w roku 1758. nowy kościoł murowany w Nowéjwsi. W Rokitnie, kaplicę murowaną w polu między granicą rokitnicką i libikowską. Oprócz tego zajął się szczerze ukończeniem wewnętrznych ozdób, i piękném malowaniem podniebienia kościoła rokitnickiego. Ołtarz wielki, i poboczne, chóry, czyli stalla; konfessyonały, kazał robić i sztafirować; wieżę dokończyć i blachą żelazną pokryć. Przytém, przysposobił materyał do wybudowania rezydencyi opackiéj w Starymdworku.

(16) To samo postanowił później przez Konstytucyą w r. 1550. wydaną, Zygmunt August, Król polski, w któréj nakazał: aby sami tylko Polacy szlachta, na Opatów podług prawa obieranymi byli.

(17) Ks. Andrzej Kościelecki, Kanonik katedralny poznański, za zezwoleniem papiczkiém został w roku 1582. mianowany Opatem bledzewskim, z tym warunkiem, aby habit zakonny przyjął, i professyą wykonał, lecz on tych warunków nie wypełnił, i przez dziewięć lat zarządzał przez administracyą opactwem bledzewskiém. Następca jego, Ks. Sebastyan Grabowiecki, Opat bledzewski, dopiero w czwartym roku po objęciu rządów opactwa, śluby zakonne wykonał, i habit przyjął, i to za wyraźnym rozkazem Ks. Mateusza Borzewskiego, Opata lendzkiego, pod ten czas Komisarza i Wizytatora w prowincyi polskiéj. – Z wizyty klasztornéj, z r. 1595. dnia 11. Października.

(18) Jeden dzwon kazał ulać ś. p. Ks. Stanisław Dembiński, Opat bledzewski, w roku 1623.; a drugi następca jego, Ks. Teodor Pawłowski, także Opat bledzewski.

(19) Te dwa dzwony do zegara kazał ulać Ks. Stanisław Dembiński, Opat bledzewski, w r. 1623.

(20) Kościół parafialny w miasteczku Bledzewie jest z cegły palonéj, i starożytnéj budowy. Ten, pomimo spustoszeń, których doznawał przez pożary dachu i wieży w latach 1632. dnia 22. Maja, i 1661. dnia 17. Lipca, dotychczas w pierwiastkowéj zostaje całości. O założeniu fundamentów tego kościoła, żadnej niemasz pewności, atoli sądząc z jego budowy, przeszło pięćset lat już stoi.- Przysionek kościoła przybudowany został z cegły palonéj w roku 1796.

 

Przyjaciel Ludu, 12.08.1843, nr 7.

 

***

 

Ks. Piotr Widawski przeor Cystersów urodził się dnia 25. kwietnia r. 1774 w Zagórowie w województwie kaliskiém, do szkół chodził w Słupcy, zaś w 18. roku życia wstąpił do Cystersów w Bledzewie. Tamże wyświęcony, bez przerwy w naukach się ćwiczył. Posiadał téż rzadkie wiadomości teologiczne, mianowicie co do historyi kościelnej i bibliografii teologicznéj; znał również doskonale historyą polską. Jako kapłan był wzorem pobożności i gorliwości. Dobroczynny bez oglądania się na wdzięczność, słodki w pożyciu, pokorny, cierpliwy i wesół śród długoletniego kalectwa ujmował sobie wszystkich współbraci. W klasztorze sprawował z kolei wysokie obowiązki. Był bibliotekarzem i archiwaryuszem, skarbnikiem, nauczycielem, a w końcu przeorem, piastował także urząd notaryusza apostolskiego. Przez długi czas dla całego zakonu w Polsce układał rubricele. W Bledzewie gdzie już za jego pamięci wzniesiono nowy gmach klasztorny, pozostał aż do zniesienia zakonu przez rząd pruski. Rozkaz opuszczenia klasztoru otrzymał w czerwcu r. 1837. Z bólem serca przeniósł się do Obry, z bólem serce patrzał jak pod nieprzyjazną ręką padały mury bledzewskie z których ani kamień nie pozostał, mury tylu innych domów cysterskich co się wznosiły od tylu wieków na granicy brandeburskiej niby [str. 535] twierdze katolicyzmu. W Obrze oddany cały obowiązkom kapłańskim, ciche a budujące prowadził życie obok proboszcza miejscowego także dawnego Cystersa. Ujmującą miał w swojéj podeszłéj starości powierzchowność. Mocno pochylony, bieluchną uwieńczony siwizną przypominał znajome święte postacie. Regułę zakonną i ubiór zakonny do końca zatrzymał. Chował także starannie swój kukuł żeby w nim być pogrzebany. Na ścianach jego izdebki wisiały widoki bledzewskiego klasztoru. – Kiedy OO. Jezuici w Obrze osiedli, ucieszył się bardzo i często odtąd powtarzał, że prosi P. Boga by ich tam zatrzymał do jego śmierci, pragnąc śród zakonników skończyć. Lat temu kilka odbył swój kapłański jubileusz i wtedy portret jego zawieszono w kościele. Zasnął w Panu dnia 15. października otoczony w chwilę śmierci OO. Jezuitami. Dnia 17. tegoż miesiąca pogrzebany został w sklepie kościoła oberskiego, obok O. Karola Antoniewicza. Do grobu zanieśli go OO. Jezuici. W następnym dniu odbyło się nabożeństwo żałobne. Duchowieństwo bliższe i dalsze zjechało się bardzo licznie; celebrował ks. Kinosowicz, a mowę pogrzebową którą w całości podajemy, znowu ks. Aleksy Prusinowski powiedział.

 

Ks. Prusinowski mówił jak następuje:

 

„Czyśmy już niegodni, żałobą nową strapieni bracia kapłańscy i chrześciańscy słuchacze, patrzeć na sędziwe postacie naszych patryarchów w służbie kościelnej, że już w tym roku tego samego dekanalnego zakresu słudzy ołtarzowi po raz się trzeci zbieramy, by do mogiły składać zwłoki co najstarszych braci naszych? – Zaledwie pieśni grobowe zamilkły nad przodownikiem sędziwym naszego grona dekanalnego, a już na nowo głos nas żałoby zwołuje na modlitwę po śmierci wysłużonego w chwale Pańskiéj kochanego księdza Piotra Widawskiego! – Żal nam ciężki, niech nas nic nie wstrzymuje od szczeréj łzy boleści, bo nam wzięła pociecha zapatrywania się na pomnik śliczny pobożnego naszych ojców życia, bo nas opuściła święta dusza, któréj modlitwa nas wspierała we własnych krewkościach, a my jakoby sieroty czujemy się opuszczeni przez tego, którego społeczność na ziemi otuchy nam dodawała świątobliwéj.

 

Żalić nam się należy, ilekroć nas odbieży dawnych czasów zabytek, co z dawnego szczęścia świadectwo i dawnych cnot pamięć w nieudolne i niedolą znękane pokolenie przenosił, a im pomnik taki wyżej stawić trzeba było dla zasługi i godności, tém sprawiedliwszy żal ten będzie i słuszniejszy. – Niechaj się więc dzisiaj serca nasze szczeremu i głębokiemu otworzą żalowi, bo ś. p. ksiądz Piotr Widawski, przeor Cystersów i notariusz apostolski, rzadki już dzisiaj wystawiał nam wzór cnot i zasług swego powołania w kapłaństwie zakonném; niechaj obraz jego nim spuścimy do grobu te zwłoki wystąpi raz jeszcze przed oczy nasze, byśmy w długie czasy przechowując pobożne wspomnienie naszym potomkom powiadać mogli, żeśmy widzieli i śnieżną sukienkę zakonnego kapłana i białą duszę prawego sługi Bożego. – Bo czyli wyższych zrządzeń wolą czyli naszéj przewrotności winą olbrzymim krokiem rodzaj nasz odbiega od ojców podobieństwa, zmienia się cała postać naszego społeczeństwa i naszych wyobrażeń istota: a komu droga jest przeszłość z rycersko-szlachetnemi postaciami ojców, komu jeszcze miłe podanie o wiekach namaszczonych niejako zakonów obojéj płci modlitwą, w czyjém sercu albo łzę żalu i tęsknoty albo nadziei modlitwę wzbudzi tradycya o wspaniałéj, wielkiéj, o surowéj i pokornéj służbie Bożéj naszych dziadów, kto z boleścią na nasze przerzedzone kapłańskie spojrzy grono w porównaniu do owych licznych i dostojnych zastępów duchowieństwa jakoby królewskiego dostatkiem a zakonną niskiego pokorą; ten niechaj droga zmarłego postać w duszy swéj niezatartemi nakreśli rysami, boć to ostatnia suknia biała świętego Bernarda do grobu zstępuje, a z nią dla nas ostatnia żywej tradycyi nić zerwała się z zakonem tylu jaśniejącym zasługami. [str. 536]

 

Dzięki niech będą Bogu za tę przynajmniéj pociechę, iż nam dał oglądać w ś. p. księdzu Piotrze cnoty tak wysokiej zasługi, tak ujmującéj ponęty, iż już dla tego samego z miłością tęsknić będziemy za czasami, które go wychowały, bo słusznie o nim powtórzyć należy Eleazara o sobie świadectwo: „statecznie z żywota chodząc; okażę się być starości godnym a młodzieńcom mężny przykład zostawię.”

 

Ks. Piotr Widawski urodził się w Zagórowie miasteczku województwa Kaliskiego w Królestwie Polskiém ze skromnych ale pobożnych rodziców dnia 25 kwietnia r. 1774 i w młodości już ukazując tak wielką do nabożeństwa skłonność jako téż i zdolność umysłową do nauk, wybrał stan duchowny za życia swego powołanie; rodzice nie sprzeciwiając się wyborowi dobrego syna dla pierwszych nauk początków oddali go do szkoły w Słupcy, gdzie dziecinne swe lata pobożnie i z pilném do nauk przykładaniem przepędził i w ośmnastym roku życia swego w klasztorze Cystersów w Bledzewie professyą zakonną uczynił.

 

Nie oczekujcie, słuchacze żałobni, w nauce dzisiejszéj pochwał branych z wielkich tego świata walk i głośnéj a doczesnéj świetności, inném było życie ś. p. ks. Piotra, bo w zakonie poświęciwszy swoje usługi Bogu chciał być skarbem w królestwie niebieskiém ukrytym, wszystko więc co jemu dodaje świetności wewnętrzném jest cichém, a jak on sam unikał zgiełku doczesności tak téż wystawienie cnot jego powinno w skrytych duszy tajnikach w cichém zaciszu klasztorném pochwały szukać przedmiotu.

 

Zakonnik kryje swe życie i zapomina o świecie, do tego ustawicznie jego zmierzają dążenia, by go i świat nie znał. Bez wątpienia że od pięciu blisko wieków jak zakonnicy świętego Bernarda na naszej ziemi zaludnili Oliwy, Pelplina, Lądu, Bleczewa, Paradyża, Przementu, Obry okolice, wiele wzniosłych umysłów, wiele dusz szlachetnych, wiele wspaniałych charakterów przyszło szukać do tych murów modlitwą poświęconych śmierci i grobu w świecie żywym, by zapomniani w świecie i zapominając o nim tak jak ś. p. drogi nasz zmarły duszę już na ziemi z Bogiem połączyć i wzdychać do wielkości zmartwychwstania z docześnéj śmierci tego żywota. Ale te wielkie dusze pogrzebły wielkość swą w modlitwie i nie głosili światu, ile poświęcali Bogu i bliźnieniu. – Z pod białéj sukienki, w którą się schronili, tylko się modlitwy do nieba unosiły gorące, ta im starczyła za ponęte zmysłów której się wyrzekali, za bogactw pokusę któréj się oprzeć umieli, za własną wolę nawet, to wielkie królestwo najuboższego żebraka, którą świętemu poświęcili posłuszeństwu. Życie ukryte i wewnętrzne było zakonom jedyném zasługi polem i tém życiem napełniając całe społeczeństwo, stały na straży, aby nie zaginął skarb modlitwy i umartwienia, skarb głęboki a wielki wewnętrznego życia pomiędzy uczniami tego, który odkupienia dzieło swą modlitwą, swym postem, i wyniszczeniem swéj istoty poświęcił. O święte to i wielkie powołanie, tak stare jak kościół i jak kościół sam wzniosłe, iluż ono nie uszczęśliwiło serc, ile szczęścia i błogosławieństw nie nakłoniło światu chociaż w ukryciu nieznaném! – Wszystkich stanów ludzie i rozmaitego wieku cisną się do ustronia cichego, jedni doświadczeni wszelkiego nieszczęścia koleją, drudzy znużeni roskoszami świata, ci w niskiéj serca pokorze, inni po długich wędrówkach na manowcach grzechu i błędu, dziecinne umysły narodów na wpół dzikich i starce przedwcześni czasów zwątpienia i rozpaczy, niewinne dusze pobożności pełne i serca rozdarte w walce ze światem i sobą, wszyscy przychodzą nagiąć się do słodkiego jarzma zakonu, ogrzać się przy wiecznie żywym ogniu gorejącéj modlitwy i jaśnieć w kościele cnotą ukrytą.

 

Ale czyż się godzi nad zwłokami zmarłego ś. p. księdza Piotra o nim zapominać, wynosząc zgromadzenia wielkość, któremu on się poświęcił, pomijać [str. 537] jego zasługi i cnoty, chwaląc zakon, któremu on szlubował? – Czyż przez to pamięci zmarłego nie ubliżę i celu mowy żałobnéj nie chybię? – Nie! bracia! Bo zakonnik o sobie zapomina a swoję wielkość Bogu poświęca w zakonie, i o tyle jest wyższym i świętym, o ile swojéj wyrzekłszy się wielkości, siłę zakonu a przez to chwałę Boga w kościele wyniesie. A jakże zresztą oprzeć się wspomnieniom zakonów i ich powołania na miejscu jeszcze tak świeżo przypominającém tę niedawną a już tak daleką przeszłość, nad grobem ostatniego zakonników cysterskich przełożonego. – Czyż nie jest nam, jakoby się rozwarły tych grobowych sklepień otwory? patrzcie, występuje białych mężów szereg do klasztornych modlitw, wśród zimy głębokiéj, i ciemnéj nocy, ten chór pański w świetle zajaśniał, świat śpi i rozpustuje a zakonnicy klęcząc przed Panem z wyciągniętemi ramiony jako posągi marmurowe na grobach zaczynają hymn pański śpiewać Najwyższemu. W pobożnych pieniach zlewa się głos dźwięczny męża, co do życia wstępuje z drżącym głosem złamanego starca, co się chyli do grobu, a rozdźwięk zgodny rozlega się o sklepienia wysokie, sięga nad nawałnicy zamieć i nad obłoków wyżyny aż do tronu samego Boga; samotniki pobożne wylewają najskrytsze serca żale przed Panem i kiedy świat o nich zapomniał albo ich niewdzięcznie prześladuje, oni się modlą za niego i ofiarują umartwienia dotkliwe za jego szczęście Bogu sprawiedliwości i miłosierdzia i z Dawidem powtarzają: „w pośród nocy wzywać będę Imienia Pańskiego.” Kiedy rozpusta swe zapala pochodnie, ja zapalę światła ołtarzowe; kiedy zbrodniarz występne nawiedza drogi, kiedy grzesznik zgryzotą sumienia się dręczy, kiedy nędzarz cierpi bez nadziei i bez przyjaciela, zakonnik modli się za nędzarza, grzesznika i zbrodniarza, modli się za żywych i umarłych, modli się za nieszczęśliwych, aby ich nie odstąpiła nadzieja, modli się za szczęśliwych, bo oni o modlitwie zapomną. Takie wzniosłe ustawiczne z niebem związane życie wewnętrzne usposobiło zakony i ich członków do téj wielkiéj abnegacyi, do tego poświęcenia niezrównanego, w którém każdy zapominając o sobie a służąc ogółowi, wzbogacał swoją wiadomością, swoim geniuszem całość zgromadzenia, a przez nie stawał się świata dobroczyńcą. – W takiém wewnętrzném życiu sposobiły się zakony do karczowania lasów, uprawiania roli, zakładania cywilizacyi i kultury, gromadzenia bibliotek, rozpowszechniania szkół, uprawiania nauk; stały się kolebką oświaty i szczęścia dla okolic i narodów całych – takie przechowując życie wewnętrzne zakony zarazem zapobiegały, aby wychodząca od nich oświata nie stała się w świat puszczona szkodliwą i zgubną przez wyrodzenie się od pierwiastkowéj prostoty i wiary lub przez balwochwalstwo wiedzy i mienia, a gdzie oświata zbezbożniała i na takie zeszła manowce, tam jeszcze zakony stały się przytułkiem pokory, czystości, ubóstwa, by przyświecać zepsutym odrodkom na drodze powrotu do Boga i szczęścia.

 

W takiéj epoce wstąpił był ś. p. ks. Piotr Widawski w ośmnastym roku życia swego, w roku 1792 do klasztoru, bo znać już młodą dusze ogarnął zapał Boży, a powiedzieć o sobie może z Ekklezyastykiem: „gdym jeszcze był młodzieniaszkiem – przez modlitwę swą szukałem jawnie mądrości.” I odtąd żywot jego był ściśle związany z losami zakonu księży Cystersów: dni jego są naznaczone wyłącznie czynnościami jego powołania, dzieła jego ogarniają jego obowiązki, i chcąc wiedzieć co uczynił, dość wiedzieć co był czynić powinien.

 

Kto z podziweniem nie wspomni jego wstrzemięźliwości trzeźwéj w wieku, gdzie wystarczy ubarwić występek i umieć wybór zrobić w rozpuście do tego, aby się zwać cnotliwym i za doskonałego uchodzić? – Kto nie odda hołdu téj prostocie serce i życia w czasie, gdzie intryga i zbytek wszędzie się wedrzeć potrafiły i lud nawet dotąd niewinny zarażają, [str. 538] gdzie wszystko się porównało w nędzy i próżności, gdzie mali potomkowie wielkich przodków ledwie cząstkę dziedzictwa po ojcach dzierżąc, tysiącznemi dotknięci klęskami, przewyższamy wymyślaniem coraz nowych potrzeb nietylko dziadów i ojców ale siebie samych co chwila? Kto nie cieszył się temu pogodnemu pokojowi na sędziwie młodzieńczém obliczu jego pomiędzy wami, gdzie wszystkie namiętności rozpuszczone w walce burzliwém wstrząśnieniem wszystkich porywają do wzajemnego boju? – I takich cnot trzeba było, aby wśród tylu zmian i tylu prześladowań zakonnego życia trwać niewzruszonym w powołaniu zakonném jak to widzimy w przykładzie zmarłego. Nie uląkł się zabraniem dóbr rozpoczętém już w przeszłym wieku i za rządów jeszcze narodowych, nie uląkł się coraz nowém zagrażaniem karności wewnętrznej przez świeckie przepisy i narzucanie obcych w zakonach władz i rządów, wiedział bowiem, że dzieje kościoła i dzieje zakonnych instytucyi są trwalsze od praw światowych mijających się co chwila i w zarodzie swoim nieraz już na skreślenie skazanych, wiedział o tém i nie dał wzruszyć w synowském przywiązaniu do instytucyi, której swoją młodość i całe życie poświęcił. – Głęboko znając nauki kościelne, gruntownie obeznany w dziejach ojczystych, wiedział, iż naród i kraj potrzebuje zakonów wtedy nawet, kiedy chorobliwą niemocą zdjęty niewdzięcznie się rzucał przeciw dobroczynnym ich instytucyom po ojcach odebranym w puściźnie.

 

A chociaż się rządy zmieniły, choćby nauką swą i pobożnością mógł był w świeckiém duchowieństwie niepospolite zająć miejsce, chociaż widział zagrażające zamachy na całość zgromadzeń klasztornych, wytrwał przecież i nie opuścił zakonnego życia, przyświecając braciom swym w klasztorze bledzewskim gorliwością nabożeństwa, posługą duchowną dla wiernych, nauką nabytą i prawością nieskażonego umysłu i serca.

 

Umieli ocenić bracia cnoty takie i dnia 13 czerwca 1831 został wyniesiony na godność przeora w klasztorze bledzewskim, a prócz tego dla wynagrodzenia niepospolitych dla klasztoru usług i uczczenia powszechnie kochanego i szanowanego męża kościół przyodział go godnością notariusza świętéj Stolicy apostolskiéj. Ale godność nie zmieniła obyczajów, nie nadwerężyła szczeréj prostoty, nie położyła końca pracom dla zgromadzenia i wiernych poświęconym. Aczkolwiek widział zbliżający się koniec i niezawodne zniesienie klasztorów, ks. Piotr tak za świadectwem żyjących dotąd braci pracował jakoby pierwsze był spędzał dni w zakonie przy najpomyślniejszych nadziejach i najszczęśliwszém powodzeniu.

 

Pracował, bo to było jego obowiązkiem, nie oglądając się za żniwem, pracę Bogu poświęcał, bo jemu od młodości służyć poślubił. Ktoby był wstąpił w wspaniałe klasztoru bledzewskiego mury, widział rządy tak znakomitego przełożonego, przyjrzał się skrzętnéj w bibliotece i w archiwum troskliwości nieboszczyka z takiém światłem i tak chętnie zbierającego nowe nabytki i starych pilnującego zasobów, czyby mógł był przypuścić, że tylko lat kilka instytucya taka przetrwa? – A przecież uderzyła bolesna godzina, trzeba było opuścić zakątek własny wybrany za przytułek i ucieczkę po opuszczeniu świata, trzeba było wziąść kij wędrowny i gdzieindziéj szukać schronienia. – O bolesne dla nas wspomnienie, o chwilo żałosna, w któréj niejeden człowiek umierał rodzinie, ale instytucya umierała dla narodu i kraju! – Ileż to razy z ciężkiém westchniemem i łzą na sędziwéj powiece wspominał tę gorzką godzinę ś. p. ks. przeor, kiedy po raz ostatni z braćmi się w murach własnego pożegnał klasztoru? Ach! pominę smutną dolę wygnania, bym do żalu, którym nas śmierć zmarłego przejmuje, większéj jeszcze nie dodał boleści i wspomnieniem strat dawniejszych straty nie uprzykrzał obecnéj; dość na tém, że roku 1837 ks. Piotr musiał swą celę zakonną opuścić. – Dzisiaj z tych świeżych i wspaniałych murów zakonnych [str. 539] kamień niezostał na kamieniu, byśmy odświeżaniem smutnych pamiętek nie odnawali ran zadanych przez krzywdy, któreśmy ponieśli. Ala została nam droższa nad mury pamiątka tego pobożności przodków naszych zabytku, bo nam został był ks. Piotr, wierny swemu powołaniu, wierny swéj nawet sukni zakonnéj.

 

Oddalony z Bledzewa do Obry się przeniósł, by niemogąc w własnym zakątku starych dni strawić, przynajmniéj innej tegoż zakonu rezydencyi Boga chwalić, skołatane strapieniem serce pocieszyć i sędziwe kości złożyć w grobie swych braci zakonnych.

 

Jakie tutaj wiódł życie, jak mogąc odpocząć gorliwie pracował, tego wam nie potrzebuje opowiadać. Ciebiebym raczéj, szanowny téj parafii pasterzu i rządzco tego kościoła, towarzyszu zakonny zmarłego, przyjacielu i opiekunie w starości, ciebiebym raczéj przywołać mógł na świadectwo, byś jego pochwałę opowiedział jako najbliższy jego przyjaciel i powiernik, ale dość go chwali twój żal, dość łzy twoje szczere. Ty czeladko parafialna powiedz z jaką skwapliwością do ostatnich niemal dni swego życia garnął się do chwały Bożéj, do posługiwania wam duchownego, jak niezmordowanie lubo ośmdziesiątletni już starzec spowiedzi długie słuchał godziny wśród skwaru i zimna, jak chętnie i radośnie uciążliwe o wszelkiéj porze czyności kapłańskie sprawował bez najmniejszego zobowiązania, bez wszelkiéj powinności? – Ach! wyznajmy to z własném zawstydzeniem, ale ku pochwale zasługi zmarłego, że on starzec sędziwy, złamany wiekiem, chorobą i kalectwem, mógł był dla nas młodszych kapłanów być gorliwości i pracy kapłańskiéj wzorem i przykładem, a kiedy skromność święta starca nie pozwoliła nigdy na wyniesienie cnot jego za życia, niechaj dzisiaj po śmierci pierwsze o nim wyrzeczone słowo będzie jeżeli nie sprawiedliwości wymiarem, którą mu sam Bóg tylko oddać potrafi, to przynajmniej naszéj wdzięczności i naszego uszanowanie za ten wzór święty zadatkiem.

 

Nie masz przy trumnie jego rodziny i krewnych, a przecież łez niemało płynie do ziemi; te łzy wdzięczności i przywiązania na jego grobie wylane anieli uniosą przed tron Boga, aby niemi okupić długi ś. p. ks. Piotra, jeżeli się dotąd dla słabości ludzkiéj niezupełnie przedwiecznemu sędziemu opłacił, a zbawionemu przez nie ks. Piotrowi uplotą koronę wiecznego szczęścia, które mu Bóg miłosierny zgotował.

 

Jeżeli ks. Piotr tak kochał Boga i tak gorliwym się okazał w posługowaniu duchowném bliźniego, nie mniéj okazywał swą miłość do bliźniego w szczodrobliwych uczynkach miłosierdzia chrześciańskiego, nie oglądając się na to, czy to krew własna którą wspierał lub obca; byle mógł łzę otrzeć, wdowę pocieszyć, sierotę nakarmić, ojca rodziny podnieść z upadku, wszędzie hojną ręką i szczerém sercem niósł dar i ofiarę, niezrażony tém, iż dobroć i miłosierdzie często niegodnym świadczył, a częściéj jeszcze pomiędzy niewdzięcznych szafował. Mało kto wiedział o tém, że ks. Piotr nawet wtedy jeszcze, kiedy sędziwą przyciśnięty starością, chorobą znękany powinien się był i mógł na własne oglądać potrzeby, niósł znaczne i wielkie ofiary potrzebującym, bo skryta była jego cnota jako królestwo niebieskie, a królestwo niebieskie jest podobne skarbowi ukrytemu.

 

Tyle cnót tak dzisiaj rzadkich nie mogłoby w jednej zamieszkać duszy, gdyby nie był miał zasady fundamentu cnot wszystkich: cnoty chrześciańskiéj pokory; owszem na pokorze da się dopiero zakładać jako na kamieniu węgielnym budowa doskonałości chrześciańskiéj, które tém wyższą być może im głębiéj sięga na grunt serca zasada i fundament pokory. Krył się ze swemi zaletami, nigdy pochwał zasłużonych nie przyjmował, wszędzie sam chętnie pochwałami obsypując każdą i najmniejszą w bliźnich zasługę, pełniąc sam wszystkie cnoty jako powinność, dobrodziejstwa jako obowiązek, a przyjmując wszelkie posługi jako uczynek miłosierny nad starcem potrzebującym litości. [str. 540]

 

Dla tego Bóg po tak długim obdarzył wiekiem, aby długo przyświecał młodszemu pokoleniu świętym swoim przykładem, a gdy go ostatnią nawiedził chorobą, myśmy wszyscy na samą myśl, iż go utracić możemy, czuli dziwną obawę, jakoby przeczuwając że święty nas opuści, za sierotami po partyarsze zostaniemy. – Z jaką cierpliwością znosił długoletnie kalectwo, przykrą słabość czasów ostatnich, jak mało sobie folgował, widzieliśmy to wszyscy; zatrudniony do chwili zgonu nieomal nie skarżył się, owszem zakłopotanych o jego zdrowie, troskliwych o ulżenie boleściom, on potrzebujący pociechy sam pocieszał zapewnianiem ustawiczném, że go nic nie boli, nic mu nie dolega. – A przecież nie była to niebaczność do życia tęskniąca a z przelęknienia się śmiercią nawet obawę śmierci oddalająca, bo gdy zbliżała się skonania godzina, on przed chwilą jeszcze chodzący, zaprasza wszystkich obecnych w miejscu kapłana, ogłasza, że śmierci godzina bliska i przysposobienia religijnego na śmierć się domaga. Przyjął Sakramenta święte i skonał – dzisiaj już złożone ciało do grobu a dusza przed Bogiem stanęła.

 

Ach pamiętny nam i drogi grób ten będzie oberskiego kościoła, bo tutaj spoczął ostatni patryarcha zakonów przekazanych nam od ojców w puściznie a zniesionych krzywdą czasów, bo tutaj pochowaliśmy drogi pierwiastek odradzających się na naszéj ziemi klasztorów. Legł Piotr obok Karola, a jak się pokochali za życia chociaż w krótkiém obcowaniu, tak tam w niebiesiech spodziewamy się wybiegł Karol Piotrowi naprzeciw powitać go na progach błogosławieństwa wiecznego, w którém się wspólnie za naszą biedę modlić będą o przebłaganie u Pana wszelkiego miłosierdzia.

 

Ach ta modlitwa pobożnego ks. Piotra niech wam będzie podziękowaniem za przywiązanie, któreście mu okazywali w życiu. Tobie ja mianowicie szanowny przyjacielu i opiekunie zmarłego, proboszczu miejscowy, dziękuję jego imieniem za długoletnie pielęgnowanie, i naszém imieniem zebranych tutaj kapłanów, bo to coś ty dla niego czynił, to było wspólnym duchowieństwa długiem wdzięczności za wzór prawego kapłana, długiem uszanowania dla jego cnót i sędziwéj starości. – Wam dziękuję kapłani Towarzystwa Jezusowego za ostatnią przy śmierci przysługę duchowną i wam także licznie zebrani bracia duchowni dziękuję za to, że zebraniem waszém okazaliście, o ile umiecie cenić, szanować, uwielbiać zmarłego powołanie, wiek i zasługi.

 

Bóg żal widzi, modły wysłucha, a odpuściwszy słabości umieści ks. Piotra pomiędzy błogosławionymi; wziąwszy nam patryarche na ziemi rzecznika w niebie przysporzy, o co go prosim, mówiąc pobożnie: „Wieczny odpoczynek racz duszy Piotra dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków. Amen.” [str. 541]

Przegląd Poznański. Pismo sześciotygodniowe. Tom XIX. Poznań 1854.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s