Daleko od domu… Tylko gdzie?

            Historia moich zainteresowań losami przodków zaczęła się od rodzinnych spotkań. Jako nastolatek podczas świąt, rocznic i innych uroczystości z udziałem rodziny wielokrotnie słyszałem jak wspominano mojego pradziadka, Franciszka Kowalczyka, który po zakończeniu II wojny światowej nie wrócił do rodzinnego domu. Nie wrócił, bo został zastrzelony. Takie wieści o pradziadku dotarły do wioski, z której pochodził. Tak mówili ci, którzy z wojny wrócili. Moja mama wiele razy opowiadała mi, jak jej tata, mój dziadek, płacząc, mówił jej, że stracił ojca w wieku 8 lat. Do końca nie wie, co tak naprawdę wtedy się stało. Opowieści mamy sprawiły, że zrodziła się we mnie ciekawość i chęć znalezienia jakichkolwiek informacji o pradziadku. Mój dziadek, syn Franciszka, który z pewnością wiedział o nim najwięcej, już wtedy nie żył; zmarł, gdy miałem 9 lat. Dopytywałem jednak innych krewnych – jego żonę a moją babcię oraz spowinowacone z nim ciotki.

Tajemnica związana z jego zaginięciem nie dawała mi spokoju; moja wyobraźnia pisała kolejne scenariusze. Gdy jako młody chłopak jeździłem z rodzicami na zakupy do Niemiec, wracało do mnie wciąż jedno pytanie. Czy w miejscach, które widziałem z okna samochodu, w którymś lesie albo na którejś polanie, mogłyby spoczywać szczątki mojego pradziadka? Szukając informacji o pradziadku, w rodzinnych archiwach udało mi się znaleźć jedynie akt zgonu wypisany w roku 1981, na którym widnieje data śmierci 12 kwietnia 1945, oraz zdjęcie pradziadka prawdopodobnie z obozu pracy. Widać na nim zmęczoną twarz. W ręku trzyma małą kartkę z numerem 1. Czy mogło to oznaczać, że był pierwszym pracownikiem obozu? Jeśli tak, dlaczego akurat on. I gdzie? Jaka historia zapisana jest na tej fotografii? Gdzie i dlaczego umarł? Kto przekazał informację o śmierci? Kolejne scenariusze.

Zdjęcie Franciszka z obozu pracy.

            W rodzinnych opowieściach była również i ta związana z obozem. Podobno jako jeniec obozu  raz odwiedził rodzinną wioskę. Podobno dostał przepustkę. Wtedy też miał przekazać to zdjęcie.

I znów kolejne pytania – czy w niemieckim obozie pracy rozdawali zdjęcia, aby przekazać rodzinie, skąd ta kopia? Dlaczego już nigdy więcej nie udało mu się tu wrócić?

Wtedy nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na te pytania. Wróciłem do nich jednak po 13-14 latach. Historia pradziadka Franciszka domagała się zakończenia. Rozpocząłem ponowne poszukiwania. Pomocne okazały się informacje zapisane w akcie zgonu – data urodzenia, nazwiska rodziców, miejsce zamieszkania.   

Odpis skrócony aktu zgonu.

 Zacząłem od telefonów. Szukałem głównie w parafiach i archiwach. Udało mi się dotrzeć do dokumentu, w którym poza datą urodzenia znalazłem kolejne informacje – miejsce urodzenia i datę ślubu pradziadka; trafiłem też na dane jego najbliższej rodziny – żony Walerii, syna Aldona (mojego dziadka) i córki Klary. Dokument nie uwzględniał drugiego syna – Ryszarda Michalskiego (nazwisko po mamie), który był nieślubnym synem Walerii i prawdopodobnie mieszkał z dziadkami lub był tam tylko zameldowany (opowieści rodzinne oraz dokumenty zawierają sprzeczne informacje).

Dokument z Archiwum Państwowego dotyczący rejestru mieszkańców gminy Lądek.

 Dane te pomogły mi w dalszych poszukiwaniach. Z uporem przeszukiwałem zasoby internetu w nadziei, że trafię na jakiś nowy trop. Sprawa nie była prosta, bo sieć wzmiankowała o kilku Franciszkach Kowalczykach. Jeden z nich urodził się nawet tego samego dnia i miesiąca, co ja, umarł zaś tego dnia i miesiąca, które w dacie urodzin ma mój pradziadek; dziwny zbieg okoliczności. Wreszcie w 2023r. w urodziny mojej mamy, nastąpił przełom. Przeglądając kolejny raz internetowe archiwa, dotarłem do akt niemieckiego obozu pracy w Nachterstedt (Seeland). W nich wzmianka o Franciszku Kowalczyku. Przy nazwisku data urodzenia – ta sama, która w akcie zgonu pradziadka. 22 września 1895. Pierwszy ważny trop. A przy okazji nieplanowana urodzinowa niespodzianka dla mamy. Natychmiast poszukałem zdjęć tego miejsca (z czasów II wojny światowej). Nie ma ich za wiele. Wystarczyły jednak, by dowiedzieć się, że w Nachterstedt działała podczas wojny kopalnia węgla brunatnego. Intuicyjnie wpisałem w wyszukiwarce “cmentarz Nachterstedt”. Wśród wyników wyświetliła się strona “Polskie groby”. Otworzyłem, zdjęcia nagrobków. Na jednym z nich, pośród kilku innych polskich imion i nazwisk, również to – Franciszek (Franz) Kowalczyk. Emocji towarzyszących tamtej chwili nie da się opisać. Po blisko 80 latach od śmierci pradziadka udało się poznać prawdę. Rodzinna opowieść o Franciszku, który nigdy nie wrócił z wojny, ma  wreszcie swój epilog. Zabrałem również ze sobą kilka garści ziemi z grobu mojego dziadka, która została wysypana na mogile mojego pradziadka w Nachterstedt, również zabierając z niej trochę ziemi, aby wysypać w miejscach pochowania jego dzieci.

Wracając jeszcze do aktu zgonu, na którym była zapisana data śmierci 12 kwietnia 1945 (trzy dni wcześniejsza niż na nagrobku), można by się zastanawiać, skąd ta rozbieżność. Czy ktoś wracający do Polski po wojnie przekazał złą datę śmierci? A może po prostu dzień śmierci zapisany na nagrobku jest w istocie datą pochówku?

Również myśląc czy nie trafiłem na zbieżność danych. Na jednym z Niemieckich dokumentów są przypisane do osób skróty miejscowości z których pochodzą i przy nazwisku Kowalczyk znajduje się dopisek “Skok.” (czyli Skokum).

Za czasów II wojny światowej niemieccy urzędnicy zapisywali polskie imiona po niemiecku. Czyżby scena z udziałem Franka Dolasa z filmu “Jak rozpętałem III wojnę światową” była oparta na faktach?

            Pradziadek pochowany jest wraz z jedenastoma Polakami we wspólnej mogile. Ośmiu z nich jest wymienionych na nagrobku imiennie, 3 jest nieznanych. Moment ten utwierdził mnie w przekonaniu, że poszukiwania zostały zakończone. Niebawem jednak, gdy emocje już się uspokoiły,    w głowie zaczęły się pojawiać kolejne pytania. Wśród nich te, związane z jego pracą oraz powodem śmierci. Udało mi się odnaleźć informacje o przyczynach śmierci kilku innych Polaków w tym wspólnym grobie, a także jeńców obozu innych narodowości (m.in. Włoch). W obozie panowały nieludzkie warunki. Głównymi powodami śmierci były tam samobójstwa, niewydolność krążenia, przemęczenie, gruźlica lub wypadek przy pracy. Zacząłem poszukiwać również dalszych informacji o rodzinie pradziadka. Posiadałem  dokument z archiwum zawierający informacje o jego żonie Walerii Kowalczyk (z domu Michalska), imionach rodziców, rodzeństwa oraz datach ich urodzenia. Przeglądając internet w celu znalezienia  dodatkowych informacji natrafiłem na artykuł Bogdana Michalskiego zatytułowany “Z Ameryki do Polski…”. Moją uwagę przyciągnęło nazwisko autora oraz pojawiająca się w treści artykułu nazwa miejscowości – Zagórów, która sąsiaduje z Ratyniem. Pojawiło się tam również wspomnienie osoby, której nazwisko też widziałem wcześniej w dokumentach, które posiadałem. Po ich sprawdzeniu okazało się, że autor pisze o moim prapradziadku, Stanisławie Michalskim, który wyjechał do USA w poszukiwaniu swojego brata Feliksa. Dzięki redakcji “słupca.pl” oraz pomocy kilku innych osób udało mi się wreszcie skontaktować z Bogdanem. Okazało się, że pradziadek Bogdana oraz mój prapradziadek byli braćmi. To oznaczało zaś, że jesteśmy rodziną. Zaskoczenie było ogromne. I choć tak wiele udało się już wyjaśnić, wciąż nie przestaję szukać. 

Po wojnie moja prababcia Waleria Kowalczyk przeprowadziła się do Gorzowa Wielkopolskiego z synami Aldonem Kowalczykiem (moim dziadkiem), Ryszardem Michalskim (pierwszym synem, któremu zostawiła nazwisko panieńskie) oraz córką Klarą Kowalczyk.

Zdjęcie wspólnej mogiły w Nachterstedt, którą odwiedziłem wraz z rodzicami, by zamknąć pewną część historii.  

Zdjęcie prawdopodobnie rodzinne (rok nieznany), Franciszek to mężczyzna z wąsem stojący z prawej strony. Pozostałe osoby nierozpoznane. Porównując to zdjęcie do zdjęcia z obozu, nie trudno dostrzec, jak wojenna rzeczywistość potrafiła zmienić człowieka.

Autor: Mateusz Kwiatkowski

Dodaj komentarz