Leonard Myśliński: angażował się całym sercem w działalność patriotyczną

Leonard w meloniku

Leonard Myśliński ps. Jerzy Kwiatkowski (ur.15.10.1896 – zm.1981), syn Jana i Cecylii z domu Przystańskiej, podporucznik, uczestnik Powstania Wielkopolskiego, kupiec. Prowadził sklep galanteryjno-kolonialny przy ul. Mały Rynek 11. Odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym i Medalem Niepodległości (1935) za służbę wojskową, działalność patriotyczną, obywatelską i społeczną.

Towarzystwo Gimnastyczne Sokół. Z lewej salutuje L. Myśliński. Z archiwum A. Bernata

W latach międzywojennych prezes Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Zagórowie (1932). W czasie okupacji hitlerowskiej udzielał pomocy uwięzionym i utrzymywał kontakt z Simonem Bogumiłem, partyzantem działającym w lasach na terenie Biskupic.

-Byłam małą dziewczynką. Mieszkaliśmy przy ul. Rybackiej przy Małym Rynku. Miałam blisko do sklepu Myślińskich. To była „kolonialka” z dwoma dużymi wystawowymi oknami. Chodziłam do sklepu i dostawałam od pana Myślińskiego cukierki. Jak wracałam do domu, on zawsze stawał na rogu ulicy i patrzył, czy bezpiecznie przeszłam przez ulicę. To był postawny mężczyzna – wspomina Krystyna Szelewicz-Cichocka.

– Mój rodzinny dom był na Małym Rynku. Mama mnie posyłała, jak byłam dziewczynką, to były lata 50-te, do sklepu państwa Myślińskich po sól rogową, wykorzystywaną wówczas do wypieku ciasta. Sól pełniła rolę dzisiejszego proszku do pieczenia. To była pełna doznań wycieczka, gdyż sklep był dość okazały, posiadał duży bufet, półki, wiele towarów, zapachów, a jego wnętrze mocno oddziaływało na wyobraźnię dziecka.

Leonard Myśliński w swoim sklepie kolonialnym.

Można było również kupić np. mydło, proszek do prania lub cukierki. W sklepie pomagały panu Leonardowi żona Maria, z domu Chmielewska, siostra Kazimierza Chmielewskiego, ojca mojego męża Włodzimierza Chmielewskiego, i Leokadia Chmielewska, która w przyszłości została moją teściową. Myślińscy mieli troje dzieci: Jerzego, rocznik 1925 jak moja mama, Krystynę i Zygmunta-wspomina Bożena Chmielewska.

Leonard Myśliński z żoną Marią i córką Krystyną.
Leonard Myśliński z żoną Marią i córką Krystyną.

– Wysoki, przystojny, kochający. Światły umysł. Wszystko potrafił zrobić, „złota rączka”. Nawet umiał gotować. Wspierał sąsiadów. Bawiliśmy się w chowanego. Jak dziadek Leonard usłyszał hymn państwowy w radiu czy telewizji, wstawał i przyjmował postawę na baczność. Postawił sobie grobowiec jeszcze za życia. Kładł nacisk na wykształcenie. Synowie Jerzy i Zygmunt bardzo dobrze się uczyli. Dziadek, jako kupiec, zatrudnił się specjalnie do pracy na budowie, aby miał dokument, że jest robotnikiem. Dzięki temu ojciec i wuj mieli szerzej otwarte drzwi na studia. Takie to były czasy – wspomina Agnieszka Myślińska-Olejnik, wnuczka, córka Zygmunta Myślińskiego.

Leonard Myśliński i Jan Wróblewski, weterani. Z archiwum Andrzeja Bernata

Dodaj komentarz