Lektura akt kancelaryjnych XIX-wiecznego Zagórowa jest fascynująca…ale i mozolna. Z jednej strony: piękna polszczyzna i moc ciekawostek o mieszkańcach naszego miasteczka sprzed dwustu lat zawarta w bogatej korespondencji urzędowej, a z drugiej – trudności z rozszyfrowaniem odręcznie spisywanych dokumentów. Bo mimo że duża część piszących sztukę kaligrafii opanowaną miała do perfekcji, to co niektórzy bazgrali jak przysłowiowa kura pazurem.
Ale pochwalić się muszę, że i tak udało mi się kilka perełek z dokumentów tych wyłowić.
Dowiedziałam się zatem, że w małym miasteczku Zagórowie, w powiecie konińskim rozgrywała się wielka polityka i nie mniejsze ludzkie dramaty. Ważną personą, stojącą jednocześnie na czele służb porządku publicznego, czyli policji był Burmistrz. Nie mniej szacownymi czuli się przedstawicie Rady Miejskiej oraz pan Dominium Zagórowskiego ( czyli dziedzic dóbr, w skład których wchodziło miasto) i jego przedstawiciele. W każdym z tych urzędów / instytucji zasiadali mężowie z prawdziwie ludzkimi przywarami, którzy zwalczali się nawzajem zaciekle, składając coraz barwniejsze donosy do wyższych instancji, często ośmieszając i pomawiając swych adwersarzy. Osobną frakcją zdają się być Obywatele miasta, którzy także pragną dociekać swoich racji, niekoniecznie będących w zgodzie z racją członków Rady Miejskiej i Dominium. Wśród Obywateli miasteczka jest również liczne przedstawicielstwo Starozakonnych, troskliwie dbających o własne interesa.
Czy to nie brzmi znajomo? 🙂 Generalizując: natura ludzka niezmienną jest…
Pozwolę sobie zatem opowiedzieć Państwu kilka historii, których wybór jest bardzo subiektywnym, a kolejność opisania mieć będzie więcej wspólnego z łatwością rozszyfrowywania tekstów, niźli z chronologią właściwą zdarzeń. Zapraszam więc do lektury!
„Ściele się więc pod nóżki JWW Ministra Policyi…”
W 1812 r. do Podprefekta Powiatu Konińskiego wpływa zażalenie na obecnie urzędującego Burmistrza Jakóba Bogdańskiego. Pismo składa urzędnik Kasy Miejskiej, Hugo Hiller, informując organ zwierzchni o tym, że imć Bogdański “złodziejów podczas jarmarków na czynie ujętych wolno puszcza”. Z innych pism ( tym razem od Rady Miejskiej ) dowiemy się, że nie tylko uwalnia złoczyńców, ale i handluje przejętymi od nich fantami, a “pieniądze z procederu tego nie wiadomo, do kogo idą”. Donosy odnoszą spodziewany efekt, odbywa się śledztwo, a nieuczciwy włodarz zostaje suspendowany – czyli zawieszony, pomimo wielu pism sprzeciwu kreślonych piękną kaligrafią i z wielką uniżonością do Ministra Spraw Wewnętrznych i Policji.

Zdjętego z urzędu w 1912 r. Bogdańskiego zastępuje imć Xawery Żbikowski, a ten po powołaniu w 1815 do Konina na Magazyniera (zastąpiony zostaje przez Imć Hugo Hillera, do tej pory Executora Konsumpcyjnego) – obaj panowie jako pełniący obowiązki burmistrza. Rada MIejska za zgodą dziedzica występuje do Ministra Spraw Wewnętrznych z prośbą o powołanie Hillera na urząd Burmistrza Miasta. Prośbę swą argumentuje, że brak prawowitego urzędnika na stanowisku wprowadza chaos, a dodatkowo Hugo Hiller cieszy się wśród Obywateli jak najlepszą opinią, jest prawy, niepijący, służył ongiś w armii, a dodatkowo jest ojcem wielu dzieci ( w domyśle: z prawego łoża).
Niestety, mimo tych starań burmistrzem imć Hiller albo nie zostaje, albo nie dane mu jest zasiadać na urzędzie zbyt długo, bowiem już 22.04. 1817 do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych od Komisji Woj. Kaliskiego wpływa pismo w sprawie Burmistrza Ignacego Kowalewskiego.
Z pisma wynika, że choć Obywatele Zagórowa są z burmistrza zadowoleni, gdyż uczciwym go widzą i nie pijakiem, to członkowie Rady Miejskiej mają o imć Kowalewskim zgoła odmienne mniemanie. Obywatele, “których żądaniem jest aby Kowalewskiego jako dbającego o dobro mieszkańców Zagórowa, wypełniającego swe obowiązki i zapobiegającego uciążeniom jakich się Rada Miasta względem mieszkańców dopuszcza, mieć na urzędzie Burmistrza utrzymanego”, sami więc składają zażalenie do tejże komisji. Nie oszczędzają w piśmie Prezesa Rady Przepierczyńskiego, który “dopuszczać się miał różnych nieprzyzwoitości w lżeniu, bici i dokuczaniu mieszkańcom”.
Komisja rozpatruje ponad 31 zarzutów, kierowanych to do Burmistrza, to do Rady.
“Ja tych łotrów dobrymi zrobię albo spalę!”
jednym z poważniejszych zarzutów kierowanych przeciw Kowalewskiemu jest pogłoska, jakoby zarzekał się, że nakaże spalić miasteczko. Taka groźba w Zagórowie, tak często nękanym pożarami, mogła wywołać niemałe zamieszanie. Czy jednak słowa takie paść miały na poważnie z ust urzędnika? Okazało się w śledztwie, że Kowalewski zirytowany rozpasaniem niektórych obywateli czy urzędników, rzucił w obecności przypadkowego świadka: “Ja tych łotrów dobrymi zrobię albo spalę!”. Słowa te poniesiono dalej… Komisja zarzut oddala.
Znacznie poważniej brzmiał jednak zarzut zabójstwa obywatela Krygowicza. Ponoć Imć Kowalewski miał dokonać zbrodni na Obywatelu miasta wkrótce po objęciu władzy w Zagórowie.
Przesłuchania świadków pomogły dokładniej przyjrzeć się tej dramatycznej scenie. Oto Burmistrz ze swymi ludźmi udaje się do domu Krygowicza, „typa niespokojnego bądź ze słabości zmysłów, bądź z pijaństwa”, rozwścieczony informacją, jakoby krewki Zagórowianin znów często bije swoją żonę. Na pytanie o powody, Krygowicz zaczyna lżyć urzędnika, na co Kowalewski nakazuje żandarmowi Szapniewskiemu porządnie obić delikwenta. Ten się wzbrania, lecz zwierzchnik jest nieugięty.

Zajście jest głośne i przykuwa uwagę pana Szumańskiego, który zapamiętuje kilka szczegółów, między innymi ten, że po odejściu policjanta i burmistrza widział Krygowicza przywiązanego do belki we własnym domu. Kilka innych osób również zeznaje w śledztwie prowadzonym przez komisję kaliską. Jeden z nich przyznaje, że wcześniej ofiara bywała już przez poprzednią władzę zamykana w komórce za podobne czyny.
Komisja, wysłuchawszy wyjaśnień Kowalewskiego i żandarmów, postanawia jednak udzielić Burmistrzowi nagany. Nie powinien nakłaniać urzędnika policji do wymierzania kary pijakowi i żonobijcę umieścić w areszcie… Nie przyjmuje chyba do wiadomości, że delikwent był niereformowalny, bo wcześniejsze odsiadki w „kozie” nie przyniosły oczekiwanych zmian w zachowaniu. Z dokumentów nie wynika dokładna przyczyna zgonu rzeczonego Krygowicza, ale możliwe, że dla urzędników komisji nie było to już takie ważne.
c.d.n.