Sylwetki ludzi związanych z Zagórowem „Losy, które zapisały się w historii” cz.1

Czterech mężczyzn, jedno nazwisko, bliżsi lub dalsi kuzynowie, bezpośrednio lub poprzez swoich przodków związani z Zagórowem. Wszyscy spokrewnieni bliżej lub dalej. Spokrewnieni również ze mną. Postaci więcej lub mniej tragiczne. Zapisali swoje losy na kartach historii.

Ten artykuł poświęcam jednemu z nich. O pozostałych czterech napiszę niebawem.

Najmłodszy z nich, Powstaniec Warszawski  – Janusz Konstanty Zywert był synem organisty Romana Zywerta i Marianny Gilewskiej. Roman to brat mojego dziadka Jana Zywerta. Obaj urodzili się i wychowali w Zagórowie. Roman wyprowadził się z Zagórowa, a mój dziadek Jan całe życie spędził w tym miasteczku. Również dziadkowie Janusza Konstantego, a moi pradziadkowie  – Piotr Zywert i Waleria z Antkowskich, żyli i zmarli w Zagórowie. Janusz był więc najbliższym kuzynem mojego ojca Juliusza Zywerta, również urodzonego w Zagórowie.

Janusz Konstanty urodził się już w Stawiszynie 2 stycznia 1928 roku. Tam stawiał pierwsze swoje kroki. W roku 1932 ojciec Roman z rodziną przeprowadził się do Skulska.                

Janusz z  pewnością niejednokrotnie bywał u swoich dziadków w Zagórowie na ul. Kościelnej 4 przy Małym Rynku. Tam właśnie urodził i wychował się jego ojciec. W Zagórowie zresztą mieszkała cała rodzina ze strony ojca, a Janusz często musiał spoglądać na kolumnę z figurą św. Jana Nepomucena.


Warszawa, 1938 rok. Marianna Zywert z d. Gilewska z matką i dziećmi. Janusz Konstanty Zywert stoi za zdjęciu pierwszy z prawej.

Nawiązałam kontakt z siostrą Janusza – Bożeną Sobańską z d. Zywert, mieszkającą obecnie w Poznaniu, moją kuzynką. Od niej uzyskałam większość informacji i zdjęć. I piękne wspomnienia, aczkolwiek w większości smutne. To właśnie dzięki niej mogę opowiedzieć dokładniej piękną, lecz tragiczną historię młodego, dzielnego chłopca. Będę cytowała niekiedy dosłownie wspomnienia płynące prosto z serca, jakie pozostały w pamięci kilkuletniej wówczas siostry.

Z domu rodzinnego, w którym zapewne dużo mówiono o sprawach ojczyzny, Janusz wyniósł wielką miłość do swojego kraju, odwagę i hart ducha. Już w dzieciństwie, wraz z bratem Mirosławem, należał do harcerstwa. Miał też wspomnianą już siostrę Bożenę oraz drugą – Teresę (obecnie Dolata).


Od lewej Janusz, obok  starszy o 2 lata brat Mirosław

 

Ze wspomnień siostry Bożeny:

„Janusz był chłopcem bardzo energicznym, wesołym i niezwykle koleżeńskim, ale też ambitnym i prawym. Uczył się bardzo dobrze, był obowiązkowy i zdolny.”

W zbiorach rodzinnych siostry Bożeny zachowało się świadectwo szkolne Janusza z 1937 roku. Wynika z niego, że dnia 21 czerwca 1937 roku ukończył on z bardzo dobrymi ocenami Sześcioklasową Publiczną Szkołę Powszechną w Skulsku.

Jaki był Janusz, opisuje jego siostra:

„Ukochał swoją wychowawczynię, panią Dobraszakową i bardzo jej pomagał, szczególnie wtedy, gdy źle się czuła, a miała migrenowe bóle głowy. Jeszcze przed wojną, a potem już w czasie okupacji, pomagał biednej rodzinie Kosmanów, których ojciec ,szewc, miał gruźlicę. Januszek idąc do szkoły zanosił choremu bułkę i kiszoną kapustę. Często też przesiadywał u niego w warsztacie szewskim i robił lampy karbidowe, które w czasie wojny były bardzo przydatne.”

„Był również bardzo pomocny w pracach domowych. Lubił gotować, pracować w ogrodzie i zajmować się domowymi zwierzętami. Mama mówiła, że gdy Januszek wyjechał do Warszawy, to tak, jakby w domu zabrakło najlepszej służącej.                                                                                                                      Kochał też nas,  swoje młodsze siostry. Dowodem niech będzie fakt, że gdy u wujka w Warszawie urodziła się córeczka, Januszek nazwał ją Bożenka, bo w domu zostałam ja, jego młodsza siostra (…) Przysyłał też dla mnie różne upominki: małą laleczkę, książeczki, np. „Sto pociech”, a obrazek z Matką Boską, z dedykacją na odwrocie, mam do dzisiaj w albumie.”

Warszawa, 1944 rok. Janusz Konstanty Zywert ps. „Rogala”

„W domu rodzinnym był nazywany „Nianiu”, a już w Warszawie u wujka „Mały”, choć mając 16 lat, miał już 180 cm wzrostu.”

„W stosunku do okupanta był nieprzejednany, dzielny i odważny. Świadczą o tym pewne, niby drobne wydarzenia – gra hymnu „Jeszcze Polska nie zginęła” na pianinie, podczas, gdy wiadomym było, że żandarmi są w pobliżu. (…) Janusz zwykł nie kłaniać się żandarmom. Któregoś razu za to właśnie, żandarm uderzył go, zrzucając mu czapkę z głowy. Januszowi na szczęście udało się uciec.” 

Ojciec Janusza kilkakrotnie dowiadywał się wcześniej sobie tylko znanymi  kanałami o planowanych wywózkach dzieci na roboty do Niemiec. Wówczas postanowił zacząć ukrywać synów. Być może losy Janusza potoczyłyby się zupełnie inaczej. Jednak los chciał, by Janusz swe życie poświęcił w Powstaniu Warszawskim…

Nie wiemy czy za namową rodziców, czy raczej przy ich protestach  stanowczy trzynastolatek  uzyskuje w końcu ich błogosławieństwo i samodzielnie przedostaje się do Warszawy w 1941 roku. Matka upiekła synowi na drogę małego koźlaczka. Z pewnością dla obu stron rozstanie było bardzo bolesne. Większość drogi Janusz pokonuje pieszo, przez granicę do Generalnej Guberni przeprowadza go znajomy. Zdąża do mieszkającej w Warszawie babci Adaminy Gilewskiej i jej syna Kazimierza. Uczęszcza tam na tajne komplety i włącza się w działalność konspiracyjną. Najpierw wstępuje do Szarych Szeregów, a później do Armii Krajowej – najprawdopodobniej pułk „Baszta”.  Po zaprzysiężeniu,  jak wszyscy, otrzymuje pseudonim. Jego brzmi – „Rogala”.

W Warszawie Janusz mieszka u rodziny – Kazimierza Gilewskiego i jego żony Haliny Gilewskiej z domu Rowińskiej na ul. Fabrycznej 28. Przypuszcza się więc, że mógł mieć bliski kontakt z bratem Haliny, podchorążym Ryszardem Rowińskim ps. „Marzec” (1924-1944), żołnierzem Grupy Artyleryjskiej „Granat” (poprzedni kryptonim „548”), poległym na Dolnym Mokotowie 14 lub 15 września 1944 roku.  Osobą wprowadzającą Janusza do konspiracji był prawdopodobnie jego wuj por. Ludwik Zywert, posługujący się wówczas nazwiskiem konspiracyjnym „Jan Zieliński”.


W środku Janusz Konstanty, po prawej – por. Ludwik Zywert
Warszawa, kamienica na ul. Fabrycznej 28, rok 1938

W tej kamienicy Janusz mieszkał u swojego wuja Kazimierza Gilewskiego. Taką ją widział, tą ulicą chodził. Czy to z tej kamienicy wyszedł po raz ostatni do walki? Czy myślał o tym, że być może nigdy już tu nie wróci? Czy w sercu młodego chłopca była odrobina strachu?

16–letni wówczas Janusz pod pseudonimem „Rogala” bierze czynny udział w Powstaniu Warszawskim, oddział Szare Szeregi, szlak bojowy – Mokotów, Czerniaków. Jest młodym odważnym chłopcem. Zostaje raniony w nogę kulą dum-dum i trafia do powstańczego szpitala „Blaszanka” przy ulicy Przemysłowej 15/19/21  prawdopodobnie 6 września 1944 roku. Szpital zorganizowano w Fabryce Opakowań Blaszanych „Tłocznia”. Działał od 7 sierpnia do 26 września 1944 roku.  Był to szpital polowy zgrupowania AK „Kryska”.


Szpital powstańczy „Blaszanka” przy ul. Przemysłowej w Warszawie

Kula dum dum przed i zdeformowany po trafieniu w cel

„Janusz 1 sierpnia 1944r. poszedł do powstania pobłogosławiony przez sąsiadkę, panią Woroniczową, bo w mieszkaniu już rodziny nie było. Walczył pod pseudonimem „Rogala” na Czerniakowie i Mokotowie w Zgrupowaniu „Kryśka” i  prawdopodobnie w Pułku „Baszta”. Świadkowie, z którymi wuj Kazimierz rozmawiał, nie mieli słów na wyrażenie pochwał pod jego adresem. Dowodem są kartki napisane z  Częstochowy przez wujka Kazimierza Gilewskiego i ks. Mariana Rzeszewskiego. Oni, dorośli mieli wyrzuty sumienia, że nie walczyli, a Janusz za nich spełnił patriotyczny obowiązek”.

Janusz w wieku 16 lat umiera  8 września 1944 roku, w pełni świadomości, z modlitwą różańcową na ustach.

„ Janusz był chłopcem głęboko wierzącym, ufającym w opiekę Matki Najświętszej, co rodzice i rodzeństwo zauważyli u niego już w dzieciństwie. Obecny przy jego śmierci wujek Kazimierz Gilewski, wśród strzelaniny i pożarów, na prośbę Janusza przyprowadził księdza, który udzielił mu Sakramentów Świętych.”

Rodzinę o śmierci Janusza powiadomił m.in. pochodzący ze Słupcy ks. Marian Rzeszewski, przesyłając kartkę.

Opis kartki dokonany przez siostrę:

„ Kartka informująca rodziców o śmierci Janusza napisana z Częstochowy przez ks. M. Rzeszewskiego, przyjaciela rodziny. Zdołano odtworzyć następujący zapis dotyczący śp. Janusza. „Janusz spełniwszy (..) obowiązek odszedł.” Kartka niezbyt czytelna – zalana łzami bliskich.”

Bolesna informacja przyszła również od wujka Janusza – Kazimierza Gilewskiego, który z rodziną wyjechał do Częstochowy.

„Moi Drodzy (…) „Małego” miedzy nami już nie ma. Po wypełnieniu świętych obowiązków umarł. Trudno jest mi opisać szczegóły śmierci.(…) Za nas wszystkich spełnił to, czego w danej chwili okoliczności wymagały (…)”

„Kartka ostrożnie informuje o śmierci Małego (tak u wuja w domu nazywano Janusza). Wujek podkreślił, że umarł po wypełnieniu świętych obowiązków, również za nas wszystkich.”

 Kartki przychodzą i później, kiedy słowa łatwiej wypowiadać. Kazimierz Gilewski, wujek Janusza, pisze do ojca poległego chłopca Romana Zywerta.  Pisze o Januszu sprzed tragicznego dnia.

„ (…) Nie mogłem dotrzeć do niego, mimo, że znajdowaliśmy się blisko siebie, bo ja byłem w aptece. W każdym razie, gdy dotarłem, cały dom nie miał słów na wyrażenie podziwu dla jego pracy. Przeniósł się do mnie do apteki i już prawie codziennie musiał się u mnie meldować do czasu, dopóki nie poszedł z kilkunastu przyjaciółmi „załatwić pewną sprawę” (…).”

Kazimierz Gilewski był farmaceutą, prowadził aptekę.

Janusz Konstanty Zywert zostaje pochowany przez wujka Kazimierza Gilewskiego na podwórzu przyszpitalnym na ulicy Przemysłowej 15,  pomiędzy dwoma drzewami. Przy tym pochówku były też obecne pracownice apteki prowadzonej przez Kazimierza. Na Wyciągu  z Aktu Zejścia z Parafii św. Jozafata w Warszawie jako miejsce śmierci widnieje również  ul. Przemysłowa 15.

 

Janusz walczy,  umiera  i zostaje tymczasowo pochowany niedaleko domu  w którym mieszkał. Ulice Fabryczna ( miejsce zamieszkania) i Przemysłowa (miejsce, gdzie został ranny, lokalizacja „Blaszanki” i miejsce pochówku) leżą blisko siebie. Obrazuje to mapa Warszawy z 1946 roku.


Mapa Warszawy z 1950 roku

„ Na podwórzu przyszpitalnym powstańców chowano w kolejności, jak umierali. Fabryka została zbombardowana i zawaliła się, przysypując groby. (…) Znajomy dozorca poinformował wujka o dacie ekshumacji. Janusz spoczywał w miejscu miedzy dwoma drzewami, które oczywiście zostały złamane, ale pozostały części pni, po czym łatwo było miejsce rozpoznać.”

Przy ekshumacji była matka Janusza – Marianna Zywert z domu Gilewska i wspomniany już Kazimierz Gilewski.

„ Mama pojechała do Warszawy i była obecna na miejscu, wujek również. Oboje rozpoznali Januszka.”

Młody powstaniec jako jeden z nielicznych był pochowany w trumnie. Miał na sobie żołnierski mundur. Na mundurze znajdowała się biało-czerwona szarfa, również na rękawie biało-czerwona opaska. Miał na sobie położony ryngraf z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej w koronie na biało-czerwonej chorągiewce. Takim zobaczyła  go po raz ostatni na ulicy Przemysłowej zbolała matka. 

„W czasie ekshumacji mama zabrała opaskę powstańczą i ryngraf. Ja byłam małym dzieckiem, jednak jeszcze dziś przypominam sobie te święte dla naszej rodziny pamiątki.”  

Janusz Konstanty Zywert został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, kwatera A27-13-16A w rewirze Zgrupowania Armii Krajowej „Kryska”.


Lista osób ekshumowanych po Powstaniu Warszawskim – wśród nich nasz młody powstaniec Janusz Konstanty Zywert

Po ekshumacji  na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach odbył się pogrzeb. Było to w poniedziałek 5 listopada 1945 roku o godzinie 9.00. W pogrzebie uczestniczyła również mama Janusza i wujek Kazimierz.


Pierwotny  wygląd  grobu

Grób po renowacji dokonanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego (2017)

„Dopóki grób będzie istniał, nie mamy obowiązku wnoszenia żadnych opłat, gdyż miasto za groby swoich obrońców nie bierze pieniędzy.” – pisze siostra powstańca.

Symboliczny napis nagrobny znajduje się na rodzinnym grobowcu na poznańskim cmentarzu (Junikowo).


Poznań – cmentarz na Junikowie

W Skulsku dnia 2 czerwca 2007 roku w Sanktuarium Służb Mundurowych w kościele pw.  Matki Bożej Bolesnej odbyła się uroczystość , podczas której zawieszono tabliczki ku pamięci m.in. Janusza Konstantego Zywerta.

 

 

Wspomnienie o młodym Powstańcu Warszawskim nie byłoby tak dokładne, gdyby nie udostępnione mi wspomnienia i pamiątki jego siostry Bożeny Sobańskiej z d. Zywert, za co jej serdecznie dziękuję.

 

 


Na zdjęciu Bożena i Michał Sobańscy przed Sanktuarium Służb Mundurowych w Skulsku.




 

 

 

Losy kolejnych postaci w kolejnym artykule. Czekajcie.

 

 

Informacje zaczerpnięto ze zbiorów:

– zbiory rodzinne Bożeny Sobańskiej

– zbiory własne

– Powstańcze Biogramy – Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s