Pałac w Łukomiu we wspomnieniach Józefy Białas

Józefa Białasowa ( 15.03.1920 -13.10. 2014 ) , z domu Błażejewska pracowała w młodości w przypałacowym ogrodzie. Swoje wspomnienia spisała ok. 2000 roku i przekazała je Panu Januszowi Zapartemu, nauczycielowi ze Szkoły Podstawowej w Łukomiu. Za jego pośrednictwem trafiły one do mnie.

Oddaję głos Pani Józefie:

Łukom należał do rodziny Chełmskich. Jan i Zygmunt, dwaj bracia. Potem był właścicielem Pocztowski, po nim Marian Rzuchowski. Żona Zofia, córka Hanka – do wojny byli w Łukomiu. On był doktorem praw. W Krakowie mieszkał jego brat, miał trzech synów: Janusza, Zbigniewa, Daniela. Janusz i Zbigniew przyjeżdżali na wakacje do stryja – jak nazywali Rzuchowskiego. Daniel dwa lata uczęszczał do szkoły w Bukowem.

Park ogrodzony był płotem z pustaków. Był to park jeden z najpiękniejszych w okolicy, rosły w nim drzewa rzadko spotykane, których nazw już nie pamiętam. Przy wejściu do parku od strony szkoły po lewej stronie stała drewniana kapliczka, fundamenty jeszcze chyba można odnaleźć, ale spaliła się jeszcze za panowania Chełmskich, nie została już odbudowana.

Ganki były co tydzień gracowane, tak nazywało się podcinanie specjalnym narzędziem, które miało ostry nóż. Zaprzęgało się do tego kuca. Konik ten mały dawał radę, potem grabiami się grabiło. Zawsze musiało być zagrabione. Przed pałacem był klomb z róż szampańskich i innych -we wszystkich kolorach, nawet czarnych, kwitły całe lato do późnej jesieni. Były też inne  kwiaty sadzone, ale już niskie.

Dziedzice przed pałacem

Z boku pałacu, z lewej strony stał budynek nazywany skarbcem – tam mieli wszystkie zapasy na zimę.

Wejścia do pałacu były dwa: główne od strony ganku głównego, a drugie od ganku prowadzącego od podwórza.  Tu było pełno orzechów włoskich, stał drewniany spichlerz [2], a dodatkowo jeszcze lodownia między drzewami. Kiedyś, jak była zima i staw zamarzał, to cięli specjalnymi piłami, zwozili na pryzmę, obkładali to słomą i grubo ziemią – tak, że korzystali cały rok z naturalnego lodu.

Na Bartoszu [3] był mostek murowany, cztery słupki połączone grubym zielonym łańcuchem, a na każdym słupku stały kwiaty. Przechodząc przez mostek po lewej stronie widziało się wysepkę, gdzie wchodziło się po kamiennych schodkach. Był na niej stół z niekorowanej brzozy i takie ławeczki. Dalej na środku stawy była druga wysepka, tam królowały łabędzie. Można było obserwować zachowania tych pięknych ptaków siedząc na pierwszej wyspie. Staw był zawsze czyszczony, zarybiany, tak że ryby mieli własne. Jeszcze ludzie [ mieszkańcy wsi ] w Bartoszu też łowili, bo Bartosz płynął dalej przez łąki.

Ganek od strony pola, gdzie prowadzi droga na łąki nazywany był ciemnym gankiem, bo tak tam gęsto rosła koniczyna, że nawet najmniejszy promień słońca się nie przedarł. Zaraz za parkiem była bażantarnia, bo hodowali też bażanty. Przed wieczorem ten, co się nimi zajmował, grał specjalną melodię i bażanty na głos trąbki leciały, bo tam były dokarmiane.  Urządzali czasem na nie polowania.

Powojenne zdjęcie pałacyku. Ze zbiorów J. Kościańskiego

Córka Rzuchowskiego, Hanka, prowadziła nawet harcerstwo dla dzieci z okolicznych wsi.  W kościele dziedzice mieli swoją ławkę po lewej stronie wychodząc z zakrystii.  Po wojnie mieszkali w Krakowie, tam też pomarli i są pochowani. Powiedział mi o tym jeden z synów brata, Janusz Rzuchowski, bo rozmawiałam z nim, jak przyjechał zobaczyć, jak wygląda Łukom. Był załamany…

Nie dziwię się, bowiem w rękach nowych zarządców, którzy przejęli pałac po II wojnie światowej zaczął z czasem podupadać. W budynku znajdowała się m.in. mleczarnia, Biblioteka Gromadzkiej Rady Narodowej ( później: filia Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy w Zagórowie ) oraz Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej, mieszkania. Do niedawna zespół dworsko-parkowy wystawiony był na sprzedaż za… bagatela: 2800000 zł!

Kopię wspomnień Pani Józefy Białasowej otrzymałam od Pana Janusza Zapartego już dawno temu i miały mi posłużyć wówczas do stworzenia questu osadzonego właśnie w Łukomiu. Do stworzenia gry terenowej jednak nie doszło, a same kserówki wylądowały w teczce z dokumentami „do przepisania” i do dzisiaj mi z powodu tego zaniechania wstyd. Odkładając sprawy „na potem” nie zdążyłam już osobiście porozmawiać z Panią Józefą. Ostatecznie zmobilizował mnie ostatni artykuł Damiana Kruczkowskiego i dzisiaj wspomnienia Pani Białasowej mogę Państwu przedstawić.

Już niebawem opublikujemy rozmowę z Panem Józefem Kościańskim, który w ubiegłym miesiącu uzupełnił moją wiedzę o wspomnienia swoich krewnych, związanych z dziedzicami i dworem.

6 myśli na temat “Pałac w Łukomiu we wspomnieniach Józefy Białas

    1. PGR zrobił swoje z parkiem i tymi budynkami bo jak tam wpuścili ludzi pokroju analfabety bez oka to nie teraz o czy pisać

  1. Witam. Państwo Dunin-Rzuchowscy to była rodzina mojego pradziadka Andrzeja Wimmera. Czy ktoś z Państwa posiada więcej informacji na ich temat? Bądź dysponuje jakimiś zdjęciami. Niestety prawie nic o nich nie wiemy. Z góry serdecznie dziękuje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s