Proboszcz i obywatel. Ks. Mikołaj Wadowski w dziejach Zagórowa… (2)

Rok, który wystawił duchowieństwo na próbę

Najbardziej burzliwy rozdział w życiu ks. Mikołaja Wadowskiego przypadł na rok 1861. W całym Królestwie Polskim narastały wówczas napięcia społeczne i polityczne. Coraz częściej dochodziło do patriotycznych manifestacji, a uliczne demonstracje nierzadko kończyły się starciami z rosyjskim wojskiem. Śmierć uczestników tych wydarzeń wywoływała powszechne poruszenie, a kościoły stawały się miejscem nie tylko modlitwy, lecz także manifestowania narodowej solidarności.

W centrum jednego z najgłośniejszych sporów znalazł się biskup kujawsko-kaliski Michał Jan Marszewski. Współcześni przedstawiali go jako człowieka wychowanego w pruskiej dyscyplinie, ceniącego porządek i bezwzględne posłuszeństwo wobec prawa. Obawiając się eskalacji konfliktu z władzami carskimi, zdecydowanie sprzeciwiał się wszelkim działaniom, które mogły zostać odczytane jako polityczna demonstracja.

Zakazał odprawiania nabożeństw żałobnych za osoby poległe podczas antycarskich wystąpień, nakładał kary kościelne na nieposłusznych księży, a duchowieństwu przekazywał zarządzenia władz państwowych, zalecając ich ścisłe wykonywanie [1].

Postawa biskupa budziła narastający sprzeciw. Wielu duchownych uważało, że oczekuje się od nich posłuszeństwa wobec przepisów pozostających w sprzeczności z obowiązkami kapłańskimi oraz dobrem Kościoła.

Narada w Zagórowie

W atmosferze rosnącego napięcia ks. Mikołaj Wadowski zdecydował się zwołać do Zagórowa kongregację duchowieństwa dekanatu konińskiego. Spotkanie odbyło się w maju 1861 roku i miało charakter wyjątkowy. Zgromadzeni księża analizowali zarządzenia biskupa Marszewskiego oraz zastanawiali się nad konsekwencjami ich wykonania [2].

Nie była to zwyczajna narada administracyjna. W rzeczywistości uczestnicy stanęli przed trudnym wyborem pomiędzy posłuszeństwem wobec własnego ordynariusza a wiernością własnemu sumieniu i przekonaniu o autonomii Kościoła wobec ingerencji władz świeckich.

Po zakończeniu obrad dziekan koniński sporządził dokument, który przeszedł do historii jako jeden z najważniejszych głosów duchowieństwa diecezji kujawsko-kaliskiej w okresie przedpowstaniowym.

„Odmawiamy podpisu”

W piśmie datowanym na 13 maja 1861 roku ks. Wadowski poinformował biskupa o stanowisku duchowieństwa dekanatu konińskiego. Kapłani uznali, że nie mogą zaakceptować rozporządzeń zobowiązujących ich do podporządkowania się decyzjom władz państwowych w sprawach naruszających prawa Kościoła i godność kapłańską.

Najbardziej wymownym fragmentem dokumentu pozostają słowa:

„…powyższego rozporządzenia JW. Pasterza, jako obrażającego nasze sumienie, przyjąć nie możemy i odmawiamy podpisu.”

Autorzy protestu poszli jednak jeszcze dalej. Zapowiedzieli, że również przyszłe zarządzenia o podobnym charakterze nie będą przez nich przyjmowane. Całość zakończył podpis dziekana:

„Takową odpowiedź moich konfratrów przesyłam JW. Pasterzowi, łącząc wyraz mego najgłębszego uszanowania. (podpisano) X. Mikołaj Wadowski.” [3]

Charakterystyczne jest, że mimo zdecydowanego sprzeciwu dokument utrzymano w tonie rzeczowym i pełnym szacunku. Nie był to bunt przeciwko biskupowi jako osobie, lecz wyraz przekonania, że pewnych granic posłuszeństwa duchowieństwo nie może przekroczyć.

Gdy spór przeniósł się na ulice…

Protest zagórowskich duchownych miał charakter wyważony. Zupełnie inaczej reagowała część opinii publicznej.

Kilka miesięcy później, 3 września 1861 roku, biskup Michał Marszewski zatrzymał się w Łęczycy w drodze na uroczystości odpustowe do Częstochowy. Wieść o jego przybyciu błyskawicznie rozeszła się po mieście. Przed hotelem zgromadził się tłum, który zaczął wykrzykiwać obelgi i obrzucać budynek kamieniami. Najczęściej powtarzano okrzyk: „Marszewski, sługa moskiewski!” [4]

Próby uspokojenia sytuacji podejmowane przez miejscowego proboszcza nie przyniosły rezultatu. Gdy zdecydowano o natychmiastowym wyjeździe biskupa, rozwścieczony tłum nie zaprzestał ataku. Kamienie rozbijały szyby karety, dlatego duchownego położono na jej podłodze i przykryto poduszkami, aby uchronić go przed odłamkami szkła.

Napastnicy zmusili woźnicę do kilkukrotnego objechania rynku, nie przestając rzucać kamieniami i wykrzykiwać obelg. Dopiero poza granicami miasta pościg został zatrzymany przez mieszkańców wsi Topola, którzy zagrozili agresorom zdecydowaną reakcją. Dzięki ich interwencji biskup bezpiecznie zawrócił do Włocławka.

Wydarzenie to pokazało skalę społecznych emocji, jakie wzbudzała polityka biskupa Marszewskiego. W przeciwieństwie do dramatycznych scen rozgrywających się w Łęczycy, stanowisko przyjęte kilka miesięcy wcześniej w Zagórowie miało charakter spokojnego, dobrze przemyślanego protestu opartego na argumentach, a nie na gwałtownych emocjach.

c.d.n.

Przypisy:

  1. Przyborowski W., Historia dwóch lat 1861-1862, Część pierwsza. Rok 1861, Tom III. Czerwiec-grudzień, Kraków 1891, s. 241.
  2. Tamże.
  3. Czas, 1861, nr 210, s. 3.
  4. Przyborowski W., op. cit., s. 242-243.
  5. https://zagorowzhistoria.com/2019/11/19/o-kosciele-i-sprawach-koscielnych-w-starej-prasie-i-nie-tylko-cz-3/

Zostaw odpowiedź