Pytamy, spisujemy, dokumentujemy, odkrywamy. Nie ograniczamy się do suchych faktów, nie jesteśmy ortodoksyjni w naszym podejściu do ciekawej opowieści. Stawiamy na wspomnienia i czar anegdoty. Czekamy na Wasze zagórowskie historie!
Zaiste, niezwykłą postacią musiał być ksiądz prałat Trojanowski... Nad jego trumną długie dni wybrzmiewały najpiękniejsze mowy pogrzebowe, wzniosłe modlitwy oraz szczery płacz prostego ludu, żegnającego się z ukochanym proboszczem. Kim był i czym się wsławił, że w ostatnią drogę odprowadzano go z prawdziwym żalem?
"Pomimo dziwnej jakiejś, niezrozumiałej niechęci, kilka osób z inteligencji miejscowej zakrzątnąwszy się energicznie, zorganizowało się wreszcie w stowarzyszenie, niosące pomoc bliźnim, w razie pożogi. Straż ta już kilkakrotnie dała dowody swej użyteczności, biorąc energiczny udział w kilku pożarach. " Z takim oto entuzjazmem pisano w 1902 roku o działalności zagórowskiej straży pożarnej. O kulisach wydarzeń związanych z jej powstaniem opowiada niniejszy artykuł.
Siostry zakonne ze zgromadzenia benedyktynek misjonarek pojawiły się w Zagórowie w czerwcu 1945 r. Władze miejskie pozwoliły zająć dom po niemieckim pastorze, który usytuowany był przy ulicy Konińskiej. Ponieważ w mieście pojawiła się potrzeba uruchomienia przedszkola, siostry skierowały swoje wysiłki w tym kierunku. Pierwszymi przedszkolankami zostały: s. Salomea oraz s. Ancylla. O pedagogicznej działalności sióstr opowiada Piotr Gołdyn.