Święto Dyszla – targi i jarmarki w Zagórowie

„Świętem Dyszla” utarło się nazywać w Zagórowie dzień targowy ( mimo że pierwotnie termin ten dotyczył  jedynie jarmarków). Kiedy po raz pierwszy użyto tego określenia w odniesieniu do środowych targów – nie wiadomo. Pewnym natomiast jest, że tradycja targów sięga w naszym miasteczku XV wieku. Dokładnie bowiem 8 lipca 1407 roku król Władysław Jagiełło podpisał w Niepołomicach akt lokacyjny miasta Zagórowa, w którym obok wszelkich ważnych przywilejów, nadanych mieszkańcom,  zapisano również [1]:

„Postanawiamy także, by w mieście tym Zagórowie, w środę każdego tygodnia odbywały się targi, po wieczne czasy, bez szkód jednak dla innych miast, w które to targi wszystkich i poszczególnym kupcom wolno jest jak i wszystkim innym swobodnie sprzedawać, zamieniać, wszelkie kupno sprawować, świadectwo czego dajemy przez zawieszenie pieczęci Naszej”.

Co charakterystyczne, jeszcze przed nadaniem praw miejskich wieś Zagórów była silnym ośrodkiem handlowym, szczycąc się sporym placem temu celowi służącym. Znajdował się on pierwotnie na miejscu dzisiejszego Małego Rynku, a później rozciągnął się aż po obecny Duży Rynek. Przywilej lokacyjny pozwalał, by targ odbywał się co środę, a wymianie handlowej oddawali się zarówno miejscowi, jak i przyjezdni kupcy – wszystko oczywiście pod pieczą klasztoru i przy uiszczeniu odpowiednich opłat dla miasta.

W średniowiecznej Polsce odbywające się co tydzień targi i jarmarki ( te drugie początkowo miały miejsce raz w roku i trwały kilka lub nawet kilkanaście dni ) były nie tylko okazją do – kolokwialnie mówiąc – zrobienia sobie porządnych zakupów, ale również spełniały ważną rolę społeczną i kulturową. Targ lub jarmark stawał się dla wielu tzw. oknem na świat. Dochodziło wszak do spotkań między ludźmi, wymiany doświadczeń, spostrzeżeń i wiedzy o otaczającym świecie. Kupcy przybyli z odleglejszych miejsc chętnie dzielili się swoimi opowieściami z zaciekawionym tłumem. Za parę groszy można było napić się kubka piwa czy wina, nasłuchać się o dziwach i napatrzeć! Wymianie handlowej towarzyszyły bowiem widowiska artystyczne, popisy kuglarskie…i dość często egzekucje przestępców – teoretycznie ku przestrodze, w praktyce również ku uciesze gawiedzi. Podobnie wyglądać to musiało również w Zagórowie. [2]

***

Pozwolę sobie teraz na przeskok w czasie o dobrych kilkaset lat: w XVIII w. w mieście  Zagórowie panuje dość silne rozprężenie dyscypliny obywatelskiej i ogólna samowolka. Na sytuacje uskarża się – i próbuje interweniować – opactwo , niezbyt zadowoleni są także przybyli do miasteczka w rozmaitych interesach goście.  W latach 1750-1770 dochodzi do konfliktów w trakcie targów i jarmarków, w czasie których Zagórowianie usiłują wymuszać na przyjezdnych kupcach znacznie zawyżone opłaty targowe, myta i taksy. Interweniuje Dwór ( urzędnicy królewscy ), grożąc chciwym mieszczanom karami siedmiodniowego aresztu, sytuacja mobilizuje do działania przeora lądzkiego. Dekret komisji opackiej wizytującej Zagórów 17 września 1760 r., nakazuje m.in. odbudowę lub wymianę na lepsze 55 straganów na terenie obecnego Dużego Rynku. Według zaleceń opata Konstantego Iłowieckiego:

„nowe blochy mają być na 15 łokci długie i 5 cali szerokie z wygodnymi przejściami między ławami”.

Mieszczanie nie bardzo mają chęć się do tych zaleceń zastosować, przeciągają sprawę o dwa lata,  co owocuje karą 100 grzywien wypłaconą przez Zagórowian Dworowi. Mimo krnąbrnej postawy mieszkańców Zagórowa w 1778 roku Stanisław August Poniatowski nadaje miastu przywilej comiesięcznych jarmarków. [3]

Od końca XVIII wieku wygląd urbanistyczny, przestrzenny i komunikacyjny Zagórowa nie zmienia się aż do okresu międzywojennego, mimo trawiących miasto problemów organizacyjnych i pożarów. Duży Rynek pełni funkcję głównego placu handlowego, Długi Rynek jest miejscem handlu bydłem i trzodą chlewną, na Małym Rynku z kolei kwitnie handel drobiem, jajami, nabiałem i podrobami.

W dniu 24 stycznia 1841 roku burmistrz Zagórowa, J. Nurkowski, podpisuje obwieszczenie, które 13 lutego tegoż roku ukazuje się  w „Dzienniku Urzędowym Gubernji Kaliskiey” nr 7. Zawiera ono informację o stałych terminach targów i jarmarków:

„regularnie w pierwszy czwartek każdego miesiąca odbywają się jarmarki, zaś co tydzień w środę targi podług przywilejów temuż miastu nadanych, gdzie nie tylko na produkta i towary, lecz i na wszelkiego rodzaju inwentarze (…) znaczny jest pokup”

„Gazeta Kaliska”: R.4, nr 65 (19 sierpnia 1896 roku) tak z kolei opisuje koloryt zagórowskich jarmarków ( zapis oryginalny ):

„Wtedy przemysł całej okolicy się tu koncentruje. Szczególniej bogaty dział tandety męskiej. Wzdłuż całej połaci placu ustawione są budy z paltami, surdutami, i t.p., z materjału nieszczególnego, ale zato cenie bardzo niskiej. Mieszkańcy tutejsi, a nawet włościanie, zrzucili dawne kapoty i sukmany, ubierają się surdutowo. Oprócz ubiorów widzieć można wielkie zapasy prostego obuwia, wyroby stolarskie, naczynia gliniane i żelazne emaliowane niebieskie, lub białe. Tam znów rozstawione liczne stragany z wiejska biżuterią, paciorkami, medalikami, obrazami świętych, z książkami do nabożeństwa Nie mało też towarów łokciowych z Łodzi i innych fabryk. Handlarze tutejsi szczególniej wywożą do Prus jaja i masło, i to w tak wielkich ilościach, jak mi się nigdzie nie zdarzyło widzieć. Z żywego inwentarza sprzedają tylko konie.”

Kto ciekaw całości opisu, tego odsyłam do artykułu L. Komorowskiej [4].

Barwnie, gwarnie, wesoło, ale i też niebezpiecznie na targach, a zwłaszcza na jarmarkach bywało. Gdzie za kupcem czy nabywcą wędrował pieniądz, tam pojawiali się żądni łupów rabusie. Od czasu do czasu prasa donosiła o zuchwałych napadach, nie brakowało ofiar śmiertelnych, najczęściej dochodziło jednak do mniej spektakularnych przestępstw na tle rabunkowym…a kilka opisów takich spraw znajdziecie Państwo oczywiście w „prasówkach” Liliany Komorowskiej [5].

Ponoć również na Wymysłowie był targ zwierzęcy. Po drugiej stronie od obecnych zabudowań rodziny Bartczaków jest lekko uniesiony teren, którego nigdy nie zalewa woda. Na przełomie XVIII i XIX wieku stała tam na środku karczma. Należała ona do rodziny Bąkowskich. Oprócz sprzedaży alkoholu zajmowali się oni przewozem ludzi i zwierząt łodziami przez Wartę oraz prawdopodobnie poborem opłat za wstęp do miasteczka [6] . Możliwe, że hodowcy zwierząt interesy załatwiali poniekąd na miejscu. Do takich informacji dotarł kiedyś mój redakcyjny kolega, Jarosław Buziak i te skrzętnie w pamięci odnotowałam.

targowo
Podobnie- być może- wyglądały jarmarki w Zagórowie. Na rycinie: targ przedświąteczny za Żelazną Bramą, autor: F. Sypniewski

***

Pani Eugenia Harmacińska, z domu Wysokowska ( ur. w Zagórowie w 1900 roku ) tak wspomina jarmark zagórowski ze swego dzieciństwa, z początków XX wieku:

Na jarmarki zjeżdżali się zewsząd chłopi i Żydzi zapraszali do stoisk. Straganów cały rynek! Jedna Żydówka sprzedała mydło, ciastka, proszki: „No, kupujta: szewce, mydli, powidli, swirguski, pierduski!”. Ludzie się śmiali, ona też.

Wyobraźmy sobie zatem zażywną przekupkę w tradycją nakazanym nakryciu głowy, wygadaną, roześmianą, z humorem zachwalającą sprzedawany towar.  I my się uśmiechnijmy d tego obrazka, zaraz potem ponownie oddajmy głos Pani Eugenii:

Tu gorące kiełbaski obracali, dawali na spróbowanie: „Marcel, idź no przynieś z dumu ciepłe kiełbasy, są na misce w łóżku”. Tu Chajs Barnes krzyczał: „Ciepłe gruszki, garnki, miski, koszyki, opałki … Tu zabawki, tu piszczałki.”

 Co butów, kożuchów skrzynie…  – kontynuuje w swoich zapiskach pani Harmacińska i przechodzi do opisu kolejnych zaradnych kupców:

 Byli tacy krawcy,  Żydki – tandeciarze, co na co dzień kilka portek uszył. Chłopi spodnie, kapoty przymierzali, gdzie nie pasowało – nadciągnął [kupiec] w tę czy drugą stronę, gdzie było trzeba: „Słuchejta, wyglądo to jak hrabio!”. Zaraz inny mu kapelusz na uszy wcisnął.

Ha, grunt to autoreklama. Bez umiejętności przekonania nabywcy do swego towaru daleko w branży kupieckiej nie zajedziesz – w Zagórowie wiedzieli o tym od lat!

A wozów! Ulice, targowisko zawalone. Przyjeżdżali z Kalisza, Stawiszyna, Koła z serami szwajcarskimi, [kiedyś] od  nich wzięliśmy jeden kwadratowy, dobry.

Zagórowski jarmark był też świetną okazją, by popróbować dobrego lokalnego alkoholu wysokoprocentowego lub – jeśli miało się pecha – stać się ofiarą przekrętu:

Monopol sprzedawał gorzałkę po obiedzie, okienkiem sprzedawali. Podchodzili chłopi – zamknięte! Był taki Szczepan – pijus, łagus stary,  co mówił do chłopów: „Dajcie pieniądze, to wam przyniosę, pójdę od tyłu!” Dali mu, a on przez sień wszedł i wyszedł na targowisko, i znikał. Poczekał, aż [oszukany] machnął ręką i poszedł.

Oj, tak, przedwojenny Zagórów pełen był ciekawych indywiduów. Pani Eugenia Harmacińska, z domu Wysokowska, mieszkająca w tamtym okresie przy ulicy Konińskiej (którą to ulicę przepięknie maluje w swoich wspomnieniach, udostępnionych mi swego czasu przez jej Córkę, Grażynę ) pisze dalej w swoim pamiętniku:

Jego matka robiła kiszki. Mieszkała koło nas. Ponakładała na stole i oknie kiszeczki, żeby wystygły. Nasz Brytan [ pies Wysokowskich ]  zwiedział, zapach dolatywał mu poważnie. Szedł, kichę zawsze pociągnął i zaniósł do szopy na swe legowisko i jadł.

No i teraz fragment, który przyspieszyć może tętno nie tylko fanom Sanepidu:

 Były „lakierowane” te kiszki Boguszowej, bo ręką wytarła nos i fartuszek i brała i robiła dalej…

Duży Rynek lata trzydzieste
Zagórów, dzień targowy. Koniec lat 30-tych.

Tak z kolei dzień targowy w miasteczku Zagórów wspomina jej córka,  Grażyna Harmacińska ( z męża Nyczka ), urodzona w 1926 roku:

Dniem targowym tak jak dzisiaj była środa…  – wspominała pani Grażyna w rozmowie ze mną w 2015 roku  – Święto Dyszla, mówili. Na Dużym Rynku targowisko pełne różności. Co miesiąc odbywał się ogromny jarmark. Piekarz sprzedawał wszelkie pieczywo, a obok był stół i samowar. Ludzie siadali, jedli bułki i popijali je herbatą. A na Długim Rynku , w miejscu gdzie dzisiaj jest przystanek autobusowy, mieściło się tzw. Końskie Targowisko, na którym sprzedawano konie, świnie i bydło.  Tam wszystkim strasznie dokuczały gzy!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Z kolei wzdłuż ulicy Kościuszki to była „tania jatka”:  babki handlowały grzybami, borówkami i jagody były.  Na Małym Rynku – drób, jajka i nabiał: sery, masło, mleko.

Apteka 2_1200x755
Widok na południową ścianę Dużego Rynku i ulicę Kościuszki, przekupka z towarami,  foto z archiwum A. Bernata

***

Druga połowa lat trzydziestych położyła kres sielance. Wskutek narastającego w Europie kryzysu  i nasilających się w Polsce oraz u naszych zachodnich sąsiadów nastojów antysemickich doszło w Zagórowie w 1936 roku do zamieszek na tle narodowościowym.

„W dniu 5 lutego 1936 roku podczas odbywającego się w Zagórowie jarmarku grupy młodych ludzi z okolicznych placówek Stronnictwa Narodowego i okolic Zagórowa, Pyzdr, Szymanowic, Trąbczyna, Oleśnicy i Rzgowa (…) uzbroiwszy się w kije obchodziły pojedynczych kupców – żydów, nakazując im opuścić jarmark.”

Sytuacja wzbudziła niepokój przyjezdnych żydowskich handlarzy, którzy już przed godziną 11 zaniechali rozkładania własnych straganów i poczęli opuszczać niespokojne miasteczko. Przytoczoną powyżej relację komisarza Stodzewskiego znaleźć można w książce „Zawsze Wierni” Wojciecha Kujawy, Dariusza Nowickiego i Andrzeja Rubajczyka. Tam też przeczytacie państwo o dalszych losach osób, biorących udział w zamieszkach [7].

Transparent antysemicki nad ulicą Kilińskiego
Fot. Akcja Polaków w Zagórowie „Kupuj tylko u Polaka” .  Z archiwum Andrzeja Bernata

Tymczasem zorganizowane bojówki narodowców rozpoczęły rabowanie żydowskich straganów, a rozjuszone próbami interwencji ze strony policji … wzięły się ochoczo za demolowanie miasteczka.

Żyd z Zagórowa, Leon Jedwab,  tak wspomina te chwile:

„Pamiętam, kiedy zaczęły się wielkie rozruchy na rynku i narodowcy zaczęli wybijać wszystkie żydowskie okna. Siedzieliśmy w sklepie i mieliśmy spuszczone rolety, a oni próbowali się włamać do sklepu, bo chcieli rabować. Ale nie udało im się wejść do środka. I wtedy policja przyjechała z sąsiedniego miasta. […] Było to bardzo przerażające, myśleliśmy, że już będzie z nami koniec.”.

Ciekawskim polecam zajrzeć też do artykułu Jarosława Buziaka, skąd zaczerpnęłam fragment wspomnień Leona Jedwaba z okresu hitlerowskiej okupacji. (Artykuł ).

***

Lata powojenne przynoszą zagórowskim handlarzom nieco więcej spokoju.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Targowisko zwierzęce z czasem przenosi się na wolny plac za  kościołem ewangelickim ( od strony ulicy Lidmanowskiego ). Później zaprzestaje się handlu na Małym Rynku i ulicy Kościuszki, a tzw. „mała jatka” całkowicie „migruje” na plac Dużego Rynku. Na zagórowskie targi  i jarmarki nadal licznie zjeżdżają się zainteresowani z całej okolicy bliższej i dalszej,  korzystając m.in. z komunikacji PKS oraz prężnie działającej kolejki wąskotorowej . W dniu  10 grudnia 1947 roku oficjalnie otwarto odcinek Grabina – Zagórów, codziennie kursowała jedna para pociągów osobowych, a w środy – dodatkowa para – właśnie poprzez wzgląd na odbywające się w miasteczku targi i jarmarki.
Robert Lewicki w książce „Kolej wąskotorowa w krajobrazie ziemi zagórowskiej” pisze:

„…połączenie kolejowe miało szczególne znaczenie w dni targowe. Wielu mieszkańców do dziś wspomina, że w środy wagoniki były tak przeładowane ludźmi, wiezionym przez nich drobiem i innymi towarami, że dosłownie pękały w szwach. Na stacji w Zagórowie całe to mrowie ludzkie wysypywało się i ruszało na rynek lub targowisko.”  

Prywatny odbiorca miał też szansę wynająć dodatkowe wagony w celu przewiezienia zakupionego na jarmarku żywca [8].

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

O Święcie Dyszla i zagórowskich targach sprzed wielu laty opowiedziało mi jeszcze kilkoro sympatycznych rozmówców. Każde z nich zapamiętało coś innego, coś ciekawego, coś wartego uwiecznienia w niniejszym artykule.

Interesującą opowieścią uraczył mnie telefonicznie Pan Tadeusz Molski, rocznik 1926, z urodzenia Zagórowiak, mieszkający od lat w Warszawie.

„Wiele osób szło w środę od strony tzw. Koziej Górki [ tak nazywa się teren dzisiejszych działek rozciągających się aż po Wrąbczyn ] i od Berdychowa szło Małym Rynkiem – ja mieszkałem przy Małym Rynku 6 – i moja mama kupowała wiele rzeczy od razu, nie chodząc wcale na targ. Kobiety z tych wsi co tydzień przynosiły masło, jaja, sery, co tam jeszcze… Pamiętam, że sery, takie osełki, zawinięte były w liść chrzanu, a masło też w takiej osełce, zdobione gorącą łyżką,  takie schodki robione: dwa razy,  jedna połowa i druga połowa, a wklęsłe było pośrodku. Jaja noszono w koszyku – nigdy wszystkie w jednym na raz. Na Małym Rynku była sprzedaż nabiału: serów, masła, śmietany, jaj. I owoce też jeszcze były. W zwykłe dni  też stały kobiety i sprzedawały owoce, na stole takim prostym: kobyłki dwie, parę desek, koszyki tam poustawiane i w zwykły dzień też można było owoce nabyć. Pamiętam, że sprzedawane były gruszki ulęgałki, w Zagórowie na nie mówili : pierdziołki. Małe takie, były niedobre, póki nie dojrzały mocno. Owoców były bardzo dużo. Na Dużym Rynku kury, kaczki, drób wszelkiego rodzaju, masło i jaja też – ale hurtowo. Skup gęsi prowadził Bronek Maciejewski.

Długi Rynek, tam gdzie Plac POW i teren przed szkołą to był targ zwierzęcy, kozy, krowy, cielaki, świniaki. Ziemniaki – hurtowo lub wozem, cebula, drewno, węgiel – artykuły hurtowe.

A na Dużym Rynku sprzedawano także zabawki : koniki na biegunach, wózki – motylki…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Kolejną osobą, która dzieli się ze mną rodzinnymi historiami, jest Pani Małgorzata Kasprzak, z domu Wiatrowska, Zagórowianka od urodzenia:

„Kupcami byli moi dziadkowie ze strony mamy Bronisława i Ignacy Jasińscy i – jeszcze jako panna – moja mama  zajmowali się handlem obuwiem i chyba tkaninami.  Ze  strony Taty babcia Janina Wiatrowska handlowała razem z moim Tatą dewocjonaliami i pasmanterią.”

67784320_354629058761434_4395324644299636736_n
Zdjęcie z odpustu w Trąbczynie. Od lewej : Waldemar Wiatrowski, Eugeniusz Pruszyński, pierwszy chłopiec z lewej to Mieczysław Jasiński (brat Czesława ), drugi chłopiec – nieznany. Fot. Z archiwum M. Kasprzak

„Dziadkowie i Rodzice handlowali w Zagórowie, ale jeździli na jarmarki w całym regionie. Babcia Wiatrowska z moim Tatą handlowała również na odpustach. Pamiętam, że jako dziewczynka pomagałam Babci Wiatrowskiej przy handlu, a szczególnie pilnowanie straganu przed złodziejami.  Oczywiście pamiętam umiłowanie jarmarków zagórowskich przez Panią Grażynę Harmacińską i porównanie tych jarmarków do teatru, ale to to Ty też pamiętasz…”

– wspomina Pani Małgorzata Kasprzak.

O wyprawach na targi z babcią w latach 60-tych opowiada mi także Bogdan Michalski, kolega – współredaktor naszej strony :

Daleko nie było z ulicy Zdrojowej, choć dla mnie wtedy to była cała wyprawa w tajemniczy i fascynujący świat furmanek, koni i innych zwierząt, no i mnóstwa ludzi. Cały rynek zapchany był straganami – choć wydaje mi się, że większość sprzedających robiła to prosto ze swojej furmanki lub coraz bardziej w tamtych czasach popularnego samochodu dostawczego marki Żuk. Na rynku można było kupić wszystko, co było potrzebne do prowadzenia domu lub gospodarstwa. Budy z ciuchami, stoły z butami, lady z bochenkami pachnącego chleba, na hakach różne wędliny śmiały się do nas z daleka. Ziemniaki, warzywa i owoce prosto z wozu, wszystko świeże, zerwane lub wykopane zapewne tego samego ranka. No i różne zwierzaki, kury, gęsi, króliki. Właśnie kupowanie królika było najbardziej interesujące, bo to był królik kupowany specjalnie dla mnie, nie na potrawkę, ale żebym się nim opiekował całe lato.

Królik
Bogdan Michalski w dzieciństwie – z królikiem

Triumfalnie się z tym małym futrzanym zwierzakiem obnosiłem, dumny jak paw, nie wiedząc nic, że po moim odjeździe królik i tak do garnka poszedł. Najbardziej jednak dla mnie, młodego chłopaka interesującą sekcją rynkowej działalności były różnego rodzaju żelastwo i narzędzia. Kosy i podkowy, końska uprząż, grabie i łopaty, maszynki do mięsa i całe tony innego pożytecznego towaru świeciły w słońcu, dzwoniły na wietrze i brudziły ręce rdzą, ale kto dbał o takie drobiazgi.(…) Często gubiłem się w tym wielkim labiryncie nóg i wozów, wielokrotnie celowo, bo kto normalny w moim wieku chodził jeszcze z babcią za rękę…”

Również moja ciocia, Barbara Kaczmarek, z domu Kasprzakówna, która w domu przy Placu Leona Maciejewskiego ( obecny Duży Rynek ), spędziła dzieciństwo i młodość, sięga dla mnie pamięcią do lat 60-tych i 70-tych i tak widzi tamte środy:

„Furmanki, czyli wozy z prosiakami stały tak bardziej przy parku, a gospodarze stali w tak zwanym  szpalerze, jeden przy drugim. Przede wszystkim to były głównie produkty rolnicze. Gołąbki były też – tak, tak, te nieszczęsne gołąbki, co je dziadek tobie na rosołek kupował, jak mała byłaś –  kury, kaczki, prosiaczki, gęsi. Z gąsiątkami to stał gospodarz, co pod pachą trzymał dużą gęś, a z tyłu miał te malutkie. Niektórzy kupujący się umawiali z gospodarzami  z tych furmanek, żeby słomę kupić, jak kto potrzebował.  Nie było ciuchów, może tam ze dwie, trzy budy, ale nie tak, jak dzisiaj. Były za to dewocjonalia, całe stragany, był czapnik, pani Woźniakowa [czapki] miała, może kojarzysz? Były też stoiska z zabawkami dla dzieci, można było kupić sobie na przykład jojo, strasznie wtedy popularne.”

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Na placu za kościołem ewangelickim handlowano „zwierzem grubszym”. Moja noga osobiście nigdy tam nie postała, bowiem żadnego interesu w tamtej części zagórowskiego targowiska  nie miałam. Trochę żałuję, bowiem od 2013 roku funkcjonuje w Zagórowie nowoczesne targowisko zwierzęce „Mój Rynek”, położone nieco dalej, na rogu ulic Kolejowej i Lidmanowskiego i – mimo, że reprezentacyjne oraz wygodne – klimatu z dawnych lat raczej w nim niewiele.

69483384_2385034851565957_8241367755064868864_n
Foto ze zbiorów B. Michalskiego, targowy Zagórów w latach 80-tych

Od kilku ładnych lat (wybaczcie, bom nie zanotowała w pamięci, od kiedy dokładnie ) w Zagórowie również sobota jest dniem targowym i niewiele ustępuje środzie, jeśli o asortyment handlowy chodzi. Zauważa to każdy, komu zdarza się zawitać do Zagórowa szóstego dnia tygodnia w godzinach przedpołudniowych.

Na zakończenia jeszcze parę zdjęć zrobionych przeze mnie kilka ( trzy? ) lat temu, dość przypadkowo i „na szybko” – stąd też wątpliwa ich jakość artystyczna. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że swą niedoskonałość nadrobią wartością sentymentalną.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

P.S.

Będę wdzięczna za wszelkie uwagi, uzupełnienia, ciekawostki, do podzielenia się którymi skłoni Państwa ten skromny artykuł.

Pozdrawiam.

KP

Przypisy:

[1]. Słowiński M., Zagórów. Album miasta, 2004.

[2]. Górniak Z., Początki oraz funkcjonowanie targów i jarmarków w średniowiecznej Europie. [w]: Targi, jarmarki i odpusty, Poznań-Ląd 2014, s. 12-42.

[3]. Stępień J.,  Zagórów. Szkic do dziejów miasta, Zagórów 1993, s.13-31.

[4]. Komorowska L., Co pisano o Zagórowie w XIX wieku, cz. 2 ( Artykuł )

[5]. Komorowska L. , Zagórów w starej prasie: mniejsze i większe sensacje ( Artykuł )

[6] ” Przeprawa przez Wartę następowała przy grodzie lądzkim, o czym świadczy ‚Stary przewóz Wymysłów’ zaznaczony na mapie Karola de Portheesa z końca XVIII w. „ -przeczytać można w książce „POCZĄTKI URBANIZACJI W DOBRACH KLASZTORNYCH WIELKOPOLSKI DO KOŃCA XIV WIEKU” Mieczysława Bursta, s. 20.

[7].  Kujawa W., Nowicki D., Rubajczyk A. , Zawsze wierni. Dzieje Policji Państwowej na Ziemi Słupeckiej w latach 1918-1939 , Słupca 2013, s. 58-59.

[8]. Lewicki R., Kolej wąskotorowa w krajobrazie ziemi zagórowskiej, s.15-16.

PODZIĘKOWANIA

Za pomoc w napisaniu tego artykułu dziękuję wszystkim moim rozmówcom: Małgorzacie Kasprzak, Barbarze Karczmarek, Tadeuszowi Molskiemu,  Grażynie Harmacińskiej -Nyczce ( nieżyjącej już, niestety) oraz Lilianie Komorowskiej, Bogdanowi Michalskiemu, Tomkowi Michalskiemu oraz Jarkowi Buziakowi, którzy pomogli mi się „dokopać” do kilku ciekawych informacji.

Przepiękną oprawę graficzną zapewniły temu artykułowi unikatowe zdjęcia, którymi podzielił się ze mną Andrzej Bernat, od lat gromadzący pamiątki ( nie tylko fotograficzne ), związane z historią Zagórowa, a także: Małgorzata Kasprzak i Bogdan Michalski.

Bardzo Wam wszystkim dziękuję! Bez Was ten tekst najpewniej nie ujrzałby światła dziennego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s